Czy w Polsce, w tym roku zaczną pikować ceny mieszkań w dół?

Czy w Polsce, w tym roku  zaczną  pikować ceny mieszkań w dół? „Nabici w butelkę” nabywcy mieszkań w trakcie boomu budowlanego, muszą w dobie drastycznych spadków cen na rynku mieszkaniowym […]

Czy w Polsce, w tym roku  zaczną  pikować ceny mieszkań w dół?

„Nabici w butelkę” nabywcy mieszkań w trakcie boomu budowlanego, muszą w dobie drastycznych spadków cen na rynku mieszkaniowym czuć się bardzo mocno „oszukani”?

Jeżeli podjąłeś decyzje kupna mieszkania(nieruchomości) wiedz, że to jest czas kupujących!

Bądź twardy w negocjacjach z deweloperami – niektóre firmy sprzedające mieszkania są w tak złym położeniu, tak desperacko szukają kupców, – że są skłonni zejść z ceny  nawet do 40% Ale nie spiesz się, bo to dopiero wstęp do zjawiska pikujących cen nieruchomości, jakie nas czeka. Mieszkania będą tańsze i to jest nieuniknione. Rynek jest grą podaży i popytu, ponieważ “do tanga trzeba dwojga”  – popyt musi akceptować ceny podaży (ogółu firm zajmujących się sprzedażą mieszkań i domów na rynku pierwotnym). To była kwestia czasu kiedy „na łeb na szyje” będą spadać ceny gruntów budowlanych i nieruchomości. W poprzednich latach dzięki skrzętnie przeprowadzonej kampanii medialnej, i głębokiego przekonania polskiego społeczeństwa, że jeśli na zachodzie  nieruchomości kupowane są na kredyt, to dlaczego ma u nas tak nie być – został napompowany “balon spekulacyjny” w postaci astronomicznych cen mieszkań .

Na świecie (Europa Zachodnia, USA) tam gdzie dominowało przekonanie, że kredyt to antidotum na wszystkie „bolączki” ludzkie, – po kryzysie który zweryfikował prawdziwość tej tezy, – obecnie coraz bardziej ostrożnie podchodzi się tam do “towaru” w postaci kredytu sprzedawanego przez banki.  Zmiana podejścia do kredytów  finansujących zakup nieruchomości nie ominęła również Polski. Dlatego tak skrzętnie tworzony wizerunek medialny banku jako „dobrego wujka”, który pomaga ziścić marzenia dzięki kredytom upadł bezpowrotnie. Obecnie społeczeństwo jest bardziej poinformowane nie tylko o atutach ale i mankamentach zadłużania się. Dochodzi do tego fakt ze w czasie boomu budowlanego powstało zjawisko owczego pędu i niefortunne przekonanie, że “jak inny się zadłużaj to dlaczego nie my”. Aktualnie kiedy w prasie coraz częściej opisuje się zastraszająco zwiększającą się ilość  przypadków „bankructw konsumenckich” z powodu nie możności spłacenia kredytów  zaciągniętych w boomie budowlanym na pokrycie transakcji kupna mieszkań, –  społeczeństwo nabrało zdrowego dystansu do kredytów. Banki prawdopodobnie nigdy więcej nie zaznają takiego prosperity na kredyty mieszkaniowe(hipotecznie itp.), i prawdopodobnie ceny gruntów i nieruchomości nigdy nie wrócą do pułapów jakie wówczas osiągały. Mieszkania wciąż są bardzo drogie, w stosunku do naszych zarobków.

Kiedy ceny za metr kwadratowy dochodzą do 8 tys. zł w stolicy a w większych miastach wahają się w granicach 6 tys. zł, to jest oczywiste ze siła nabywcza Polaków (wynikająca z dochodów) jest zbyt mała aby „zaakceptować” taki pułap cenowy. Wcześniej czy później  ceny będą pikować w dół, aktualnie mamy możliwość obserwować trend spadkowy. Ale to tyko wstęp do tego co może „stać się” na rynku nieruchomości. Rynek jest „nieubłagany”  dla  sprzedających w przypadku kiedy nie ma popytu. Banki zaczynaj się domagać spłaty kredytu od firm które zajmują się sprzedażą nieruchomości mieszkaniowych,  a te z powodu mizernego napływu gotówki z sprzedaży zaczynają mieć problemy. Nie są w stanie już „na siłe” utrzymywać wysokie ceny za metr  kwadratowy mieszkania z powodu ciążących zobowiązań finansowych. Zaczyna się czas wyprzedaży gruntów i nieruchomości aby odzyskać płynność finansową. Aktualnie drodzy czytelnicy jest czas kupujących na rynku mieszkaniowym, to oni będą dyktować warunki. Minął czas bezpowrotnie (miejmy nadzieje), kiedy  bezgraniczna „bezczelność” i „arogancja” w sztucznym windowaniu horrendalnych cen mieszkań była akceptowany przez rynek. Miną czas, kiedy dochodziło do rożnego rodzaju nadużyć (na dużą skale) firm sprzedających nieruchomości mieszkaniowe. Skończyło się niemiłosiernie skubanie klienta w latach bumu budowlanego.  Deweloperzy – czując, że popyt jest bardzo chłonny prześcigali się w wymyślaniu coraz bardziej perfidnych sposobów naciągania ludzi zainteresowanych zakupem mieszkań.  Wszyscy pamiętamy szeroko opisywane przypadki kupowani „dziury w ziemi”, czy sprzedawania mieszkań w stanie surowym, za cenę mieszkania „pod klucz”. Czy praktyki sprytnego ukrywania  w umowach dodatkowych kosztów (klienci dowiadywali się po podpisaniu umowy, że cena nie obejmuje  przykładowo – komórki, miejsca parkingowego, itp.) Dlatego nie powinniśmy „żałować” deweloperów, bo oni nas nie „żałowali” w czasie bumu budowlanego tylko „bezdusznie skubali”.

Drodzy czytelnicy wreszcie nastał czas kiedy kupiec przychodząc z gotówką, może liczyć iż  deweloper skłonny będzie zejść nawet 40% z ceny pierwotnej „z pocałowaniem w rączkę”. To co może  „śmieszyć” to próby – (inicjowane przez „lobby” związane z handlem nieruchomościami mieszkaniowymi w ciągu ostatnich lat), – „wmawiania” społeczeństwu w mas-mediach, że zwiększa się znacząco popyt na mieszkania itp., miało to na celu stworzenia wrażenia, że ceny nie będą spadać, aby wahający się nie wstrzymywali się z zakupem. Teraz wszyscy co dali się nabrać na ‘prawdziwość” tez –  że ceny za mieszkania utrzymają się na tym samym poziomie przez lata i nie mamy co liczyć na znaczne spadki cen na rynku mieszkaniowym, – mogą czuć się „oszukani”(nabici w butelkę).

Aktualnie na rynek pracy wchodzi niż demograficzny, do historii przechodzi program “Rodzina na swoim”,  prawdopodobnie pojawią się podwyżki stóp procentowych, to wszystko źle wróży dla popytu na rynku nieruchomości. Wymienione czynniki mogą być przysłowiowym “gwoździem do trumny” dla deweloperów,  a zarazem powodem do świętowania dla noszących się z myślą zakupu nieruchomości mieszkalnej.

Szykujmy się drodzy internauci na wielką wyprzedaż. Prawdopodobnie od wakacji zacznie się totalne ciecie cen nieruchomości mieszkaniowych. Marża pójdzie „na łeb na szyje”, bo nadszedł „czas prawdy”, która zweryfikuje rynek. Popyt jest tak mały, że deweloperzy mając „nóź na gardle” zaczną się przebijać w atrakcyjności ofert sprzedaży mieszkań. Wystarczy porównać ceny mieszkań na krajowym rynku z cenami w krajach UE, od razu rzuca się w oczy wielka dysproporcja w poziomie marż, okazuje się ze nasi kochani krajowi deweloprzerzy nie maja „granic” w „skubaniu’ klientów, dowalając w Polsce  najwyższe marże w Europie. Na rynku jest wystawiona znaczna ilość lokali, których sprzedaż idzie jak po grudzie (do kupienia od ręki jest 40 tys mieszkań na rynku wtórnym i zbliżona ilość na rynku wtórnym).  W takich „opałach” deweloperzy jeszcze nie byli. Dane napływające z rynku  nie napawają optymizmem deweloperów, natomiast dla wszystkich którzy zamierzają kupić nieruchomość mieszkaniową są zapowiedzią wielkich oszczędności i satysfakcji z transakcji kupna. Drodzy czytelnicy czas horrendalnie drogich mieszkań powoli się kończy, ceny wzięte z „kosmosu wracaj na ziemie”. Szkoda tylko ludzi którzy dali się ponieść fali sztucznie wykreowanego boomu w latach poprzednich. Są ofiarami ogólno-rynkowej “zmowy” i posunięć spekulacyjnych, wielu wpływowych ludzi „pociągający za sznurki” wiedzieli wówczas, że był to rynek „niedojrzały” i chłonny jak gąbka (po latach zastoju w inwestycjach mieszkaniowych), dlatego mieli dużą wówczas dozę pewności, że ten „numer z boomem” przejdzie( i przeszedł!). Ale i niektórzy deweloperzy za późno wskoczyli do tego „pociągu pełnego forsy i w  nieodpowiednim momencie wyskoczyli z niego, teraz stoją na bocznym torze z bankami na gardle”, z problemami z płynnością, dogorywające, czkające na zbliżający się nieubłaganie „koniec”.

Dane wskazują że podaż wyższa od popytu utrzyma się nawet przez trzy najbliższe lata. Rynek kredytów finansowych wysyła jasny przekaz, że ludzi nie stać na meszkania(W I kwartale tego roku instytucje finansowe przyznały 52,6 tys. kredytów hipotecznych, czyli o 14,4 proc. mniej niż w IV kwartale 2010 roku).  Spada zdolność kredytowa nas wszystkich miedzy innymi dlatego, że rosną stopy procentowe. (na koniec  kwietnia trzyosobowa rodzina zarabiająca 5 tys. zł netto mogła wziąć 425 tys. zł kredytu na 30 lat, a już w maju kwota ta spadła do 414 tys. zł.). Cynikiem który jeszcze bardziej przyhamuje „zbijanie kabzy” przez deweloperow jest wejście (na początku 2012 roku) nowelizacji rekomendacji S, która jeszcze obniży zdolność kredytową klientów.

Pewnie podniesie się lament deweloperów, – jacy oni biedni i pokrzywdzeni , „jak okrutnie los ich skrzywdził” i co oni „biedni poczną”, kiedy ceny zaczną pikować w dół. Drodzy internauci nie dajmy się zwieść zapowiedziom fali bankructw, bo większość firm działających na rynku mieszkaniowym wciąż spija piankę, po tym jak przed laty udało im się doprowadzić do tak niespotykanie na świecie wysokich pułapów marż (w czasach boomu sięgały 50 proc.), teraz wynoszą około 30 proc. podczas gdy w krajach Europy Zachodniej nie przekraczają 15 proc).

Ci co chcieli się załapać na spektakularne zyski z inwestycji w grunty ale weszli w ten interes na “szczycie górki spekulacyjnej”, teraz są gnębione przez  banki, które żadają natychmiastowej spłaty zaciągniętych kredytów. Firmy są zmuszone sprzedawać ziemię kupioną w czasie boomu budowlanego  nawet za połowę tego, co zapłaciły za nią. Deweloperzy  3-4 lata temu sprzedawali na pniu „dziury w ziemi” nie mając często nawet jeszcze pozwolenia na budowę zapowiadanej inwestycji mieszkaniowej.

Aktualnie deweloperzy są skłoni pójść na coraz większe ustępstwa, przebijają się nawzajem podwyższaniem atrakcyjności  ofert Aktualnie są skłonni na coraz większe ustępstwa, przebijają się nawzajem podwyższaniem atrakcyjności  ofert, doszło do tego, że prześcigają się w coraz to bardziej „twórczych” pomysłach na przyciągniecie klientów. Pojawiają się „pakiety sprzedażowe”, klient oprócz zakupu po bardzo atrakcyjnej cenie (w stosunku do lat minionych) mieszkania może liczyć na dodatkowe  profity, bonusy, gratisy. Pomysłowość byłych „wciskaczy dziur w ziemi” nie zna granic.  Jedni kuszą niskimi kosztami ogrzewania, sprzedają lokale w pakiecie z wakacyjnymi wycieczkami, inni fundują nabywcom weekend nad morzem i pokrywają koszty przeprowadzki do nowego lokum(Warsaw Trade Deweloper), jeszcze inni montują gratis ogrzewanie podłogowe oraz instalację do centralnego odkurzacza (Firma Mac Dom) itp.

Bardziej zorientowani w potrzebach rynku mieszkaniowego, (potrafiący szybko wychwycić sygnały z niego płynące) zaczęli budować tzw. mieszkania bezczynszowe. Widząc zapotrzebowanie firmy budują je w niewielkich domach podzielonych na 4 – 8 niezależnych lokali, z osobnymi wejściami. – Nie ma w nich garaży i klatek schodowych, a więc lokatorzy nie muszą płacić za ich utrzymanie.

Ale wszystkie zabiegi „kosmetyczne” firm działających na rynku mieszkaniowym aby przyciągnąć klientów nie przyniosą zamierzonych skutków, bo klienci patrzą na cenę i to jest priorytet w czasie zakupów. Reasumując dopóki ceny drastycznie nie spadną nic się nie zmieni i  ilość czekających „pustostanów” na klientów będzie się stopniowo zwiększać. Analitycy rynku mieszkaniowego uważają, że ceny lokali mogą jeszcze spaść o 500 – 1000 zł za metr kwadratowy, w zależności od miasta. Nietopliwe m.in. wpływ na ten stan rzeczy ma wyprzedaż gruntów przez firmy deweloperskie, które muszą mieć gotówkę na spłatę zaciągniętych kredytów.

Dzisiaj  – ci co zostali „zaślepieni” perspektywami zysków w czasie bumu budowlanego, – odsprzedają swoje „zdobycze gruntowe” za 40 – 50 procent taniej. Najbardziej „spektakularną” wpadką na tym „polu” jest –  transakcja kupna ziemi przy ul. Chełmskiej w Warszawie przez hiszpańskiej firmy Sando, która w czasie rozkwitu bumu (2007r)  zapłaciła za tą „zdobycz intratną”  370 mln zł. Teraz na tym straci prawdopodobnie 45 procent ceny.

Masmedia podają, że w największych miastach Polski ( takich jak: Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Łódź, Wrocław)

W tym roku deweloperzy oddali ok. 11 tys. nowych mieszkańw tym roku deweloperzy oddali ok. 11 tys. nowych mieszkań, czyli prawie o 70 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z obserwacji rynku mieszkaniowego można wywnioskować, że najchętniej kupowane są lokale w trakcie budowy, wiąże się to z ceną która jest średnio o 10 – 15 proc. niższa niż tych oddanych do użytku.

Warto wiedzieć: Jaki jest trend cenowy mieszkań na rynku pierwotnym(średnia cena za mkw. I kwartał 2008 r. – I kwartał 2011 r.): Warszawa:9000 zł – 8353 zł; Wrocław: 9300 zł – 6778 zł; Kraków:6000 zł – 5159 zł; Poznań: 8000 zł – 6296 zł: Trójmiasto: 8000 zł – 6778 zł: Łódź: 6000 zł – 5159 zł.

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: +1 (from 1 vote)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU