Obecnie w Polsce mamy system podatkowy, nie-zgodny z artykułem 2 Konstytucji RP, przeciwstawny wobec “zasady sprawiedliwości społecznej”?

Obecnie w Polsce mamy system podatkowy, nie-zgodny z  artykułem 2 Konstytucji RP, przeciwstawny wobec “zasady sprawiedliwości społecznej”? Czy w Polsce panuje sprawiedliwość definiowana jako nakaz tworzenia sprawiedliwego prawa i uchylania […]

Obecnie w Polsce mamy system podatkowy, nie-zgodny z  artykułem 2 Konstytucji RP, przeciwstawny wobec “zasady sprawiedliwości społecznej”?

Czy w Polsce panuje sprawiedliwość definiowana jako nakaz tworzenia sprawiedliwego prawa i uchylania prawa niesprawiedliwego? Są obszary publiczne w których państwo jest absolutnie, (niepodważalnie, niezbicie, definitywnie, niewątpliwie, zdecydowanie, niezaprzeczalnie), nie do zastąpienia.

Niesymetryczność informacji, patologie na styku podmiot państwowy – prywatny, to gigantyczny mankament, dyskwalifikujący, (“bezdyskusyjne’), udział sektora prywatnego w zakresie działań, (dotychczas) będących domeną sektora państwowego. Skutki “romansu” sektora prywatnego z państwowym są dość często “godne pożałowania” (niekorzystne), niektóre obszary gospodarki powinny (bezdyskusyjnie) być zarezerwowane dla sektora państwowego.

Tylko państwo ma odpowiednie narzędzia aby w duchu sprawiedliwości społecznej prowadzić takie usługi publiczne jak przykładowo służba zdrowia, itp. Tylko państwo tak naprawdę może działać w ramach “dobra ogółu społecznego”. Tylko państwo jest wolne od myślenia w kategoriach podporządkowywania funkcjonowania, kumulowaniu kapitału, jest wolne od wypaczeń, patologii wynikających (pisząc w jeżyku potocznym) z chęci “oskubania petentów, orznięcia”, myśląc niejednokrotnie przede wszystkim o tym jak by tu kosztem  usługobiorców (klientów), “nabić sobie kabzę”. W służbie zdrowia podmioty prywatne drenowały-by nam kieszenie i budżet państwa nie dając w zamian tak naprawdę nic po za tym ( a często zdecydowanie mniej) co dawała służba zdrowia będąca w rękach państwa, nazwali by nas klientami zamiast petentami, pojawiła by się zasada, że zleceniobiorca jest tą zdecydowanie słabszą stroną transakcji, wmówiono by nam, że możemy korzystać z szerszego wachlarza ofert wielu dostawców usług, a jednocześnie ograniczając nam  dostęp do ofert w zakresie ubezpieczenia społecznego. Dodać należy, że lwia cześć społeczeństwa, (która ze względu na popadniecie w nędze), została by zapewne pozbawiona usług z zakresu służby zdrowia. Są obszary publiczne w których państwo jest niezastąpione. Innymi słowy bez państwa nie było-by porządku prawnego, bez państwa nie było by ładu społecznego, bez państwa nie było-by praw i wolności obywatelskich, bez państwa na każdym kroku łamane by-były (bynajmniej nierzadko) prawa człowieka. To wynika m.in. z natury człowieka. Bez państwa nastąpił-by chaos, wybuch anarchii, zburzenie porządku społecznego, eskalacja przestępczości, itd., itp., to wydaje się oczywiste ale wielu (jak nie wszyscy neoliberałowie) raczej “zapominają” o tym. Ultraliberałowie, plutokraci są “ślepi”, “zamykają oczy”, na większość niepodważalnych prawd z dziedzin społecznych, ekonomicznych, po prostu wybiórczo traktują nauki społeczne, ekonomiczne, wybierając z nich tylko te tezy, które nie uderzają w ich interesy. Tworzą dogmaty, budują niedorzeczne teorie, szerzą propagandę wszystko po to aby kosztem ogółu , na barkach najniższych klas społecznych, wybić się.

Koniunktura w kraju, w Europie może wręcz zniechęcać do inwestycji podmioty prywatne, odstraszać od podejmowania przedsięwzięć, do ponoszenia nakładów, wtedy państwo staje się (tym bardziej) niezastąpione (najbardziej widać jej wyjątkowość, wyższość), tą lukę wypełnia sprzyjającymi dla gospodarki przetargami publicznymi  (m.in. w infrastrukturze, przemyśle, itp.). Z racji tego, że RP jest w UE, musimy się liczyć z ograniczeniami zewnętrznymi (procedurę nadmiernego deficytu).  John Maynard Keynes (angielski ekonomista, twórca teorii interwencjonizmu państwowego w dziedzinie ekonomii i finansów państwowych.) powinien, w obecnym otoczeniu ekonomicznym, stać się w Polsce “bożyszczem tłumów”, deflacja, cele inflacyjne z którymi NBP (Narodowy Bank Polski, polski bank centralny. Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP) za bardzo sobie nie radzi, gospodarka raczej “stojąca, drepcząca od lat w miejscu”, niska siła nabywcza minimalnego wynagrodzenia, ogromne potrzeby inwestycyjne w infrastrukturze (m.in. oczekiwany z niecierpliwością start budowy kolei dużych prędkości), w przemyśle, (w energetyce, itp.).

Kiedy (w końcu) zdobędziemy, nazwijmy to, „mistrzostwo gospodarcze”, wchodząc w szeregi państw G20, kiedy zdobędziemy mistrzostwo świata wchodząc do G7 (”G8”)? Na boiskach piłkarskich zaczynami odnosić znaczące sukcesy (sportowe), kiedy pojawią się w ramach międzypaństwowej konkurencji gospodarczej?

Dla mnie polityka fiskalna to przede wszystkim działania ekspansywne czyli zmniejszenie bezrobocia (wzrost aktywności gospodarczej).  Przeciwnicy zarzucą mankament jakim jest wzrost deficytu budżetowego. Jeżeli nie jest rozdmuchany, mieści się w ramach procedury nadmiernego deficytu, to może głównie napędzać gospodarkę bez negatywnych konsekwencji.

Według mnie polityka fiskalna to proces kształtowania polityki pieniężnej i wydatków publicznych m.in. w celu łagodzenia wahań cykli koniunkturalnych, utrzymania tendencji wzrostowej gospodarki przy wysokim zatrudnieniu, niskiej i niezmiennej inflacji (stabilizacja cen).

Transfery socjalne, zasiłki dla bezrobotnych  to nie tylko narzędzia „strzegące” prawa człowieka, obywatelskie, ale również mechanizm ekonomiczny (automatyczne stabilizatory gospodarki) nowoczesnego systemu fiskalnego.

Zabójczy dla gospodarki jest regres, zatrzymanie się, po to mamy politykę luzowania fiskalnego aby do tego nie dopuścić. Komisja europejska nie jest nie-omylna, nie jest „wyrocznią gospodarczą” nie możemy bezrefleksyjnie spełniać zalecenia, poddańczo się dostosowywać do jej “widzimisię”.  To, że eurokraci doszli do wniosku, że w czasie koniunktury gospodarczej i wysokim popycie prywatnym wskazane jest oszczędzanie (z błogosławieństwem RFN), nie jest świętością.

Według mnie to właśnie najlepszy okres aby zintensyfikować inwestycje, pobudzić gospodarkę (jeszcze bardziej “rozkręcić”). Dzięki temu m.in., gdy nadzieje dekoniunktura z wysokiego pułapu PKB będzie spadał.  Ale oczywiście ekonomia to bardzo specyficzna nauka, w której prawie każdą tezę można obalić kontrargumentami. Dlatego powinniśmy spojrzeć bardziej z dystansu na „meta-matematyczną ekonomie” i przeanalizować sytuacje gospodarczą na podstawie najistotniejszych twardych danych, specyfiki rynku, itd.

Kontekst międzynarodowy to nie “pętla”, która ma krępować politykę fiskalna rządu RP, tylko „stymulować”. To jeden z setek powodów aby nie wchodzić do strefy euro. Już teraz, dławi naszą gospodarkę procedura nadmiernego deficytu (kaganiec z Polski, Komisja Europejska zdejmie 2015 r.), po wkroczeniu w szeregi państw członków “Eurolandu”, odbiorą nam w sferze polityki fiskalnej prawo do samo-decydowania.

Kiedy Polska doczeka się, z prawdziwego zdarzenia, podatku progresywnego, sprawiedliwego społecznie, niedopuszczającego do nadmiernych rozwarstwień klasowych, “korygującego” patologie kapitalizmu, umożliwiającego spełnianie obowiązków państwa wobec obywateli ( w większym zakresie niż dotychczas), niedopuszczającego do nasilania się, rozrastania biedy (biorąc jako przykład pierwszy z brzegu, chociażby angielski). Mówiąc o podatku progresywnym z reguły mamy na myśli podatek dochodowy od osób fizycznych (i na nim się skupie, tym razem).

Progresywny system powinien być świętością, nienaruszalną zasadą, ideą, dogmatem nie do podważenia, “monitorujący” najwyższą wartość jaką można sobie wyobrazić, czyli sprawiedliwość społeczną.

System charakteryzuje się sprawiedliwym społecznie obciążeniem stawką, tylko wtedy kiedy procent płaconego podatku rośnie wraz ze wzrostem dochodu podatnika, jest wielo-progowy (minimum trzy stopnie). Oczywiście według neoliberałów, plutokratów “wskazaną powinnością podatkową” jest podatek liniowy (przykładowo dziewiętnasto-procentowy), wtedy multimiliarderzy opływający w dostatku, raczej nie „odczują” tej daniny, niejednokrotnie jeszcze go obniżając prze tak zwaną optymalizacje podatkową, a ubogie warstwy społeczne (nie mając z reguły do dyspozycji prawników, wysokiej klasy speców od podatków), będą skazane na nadmierny w stosunku do osiąganych dochodów podatek (od osób fizycznych).

Z reguły w progresywnych skalach podatkowych efektywna stopa opodatkowania jest artykułowana nominalnie dla pewnych przedziałów wartości podstawy. Graniczne kwoty tych przedziałów określa się mianem progów podatkowych. Jeśli nasz obłożony lennem dochód  w danym roku (podatkowym) przekroczy wartość któregoś progu dochodowego, to nadwyżka dochodu nad wartością progu podlega opodatkowaniu w oparciu o wyższą stawkę opodatkowania.

Niedopuszczalne jest aby system podatkowy był “deprecjonowany”, “komplikowany” (czy to po stronie pracy, czy podatku VAT), zdecydowanie bardziej jest efektywny, bardziej spełnia swoją role społeczną w redystrybucji, jest skuteczniejszym mechanizmem do ściągania danin, jak jest wolny od wszelkich tak zwanych „dopłat” i „ulg”.

Jeżeli chcemy prowadzić redystrybucje dóbr materialnych według (czytelnych) ustalonych zasad i kryteriów oraz z równością szans i uprawnień obywateli wobec prawa, jeżeli  chcemy aby system transferów społecznych jako wbudowany mechanizm ekonomiczny spełniał rolę automatycznego stabilizatora gospodarki nie możemy system podatkowy gmatwać, „rozwadniać” przez tak zwane m.in. „ulgi które z reguły,( niejednokrotnie) służą tylko dla najbogatszych”.

W RP ma miejsce na ogromną skale patologia, wypaczenie kapitalistyczne polegajcie na wypieraniu umów o prace przez umowy cywilno-prawne,  przyczyną jest chęć drenowania budżetu państwa, wykorzystywania (wyzyskiwania), pracowników przez prywatnych właścicieli podmiotów gospodarczych. W sukurs do ich patologicznych praktyk idzie prawo w Polsce , które jest uchwalane pod “ostrzałem”, presją wpływowych organizacji pracodawców. Nasila się tyrania pracodawców nad pracownikami w RP. Nakręca się spirala ograniczania praw pracowniczych.

Coraz bardziej “majstruje się” w Kodeksie Pracy, w celu zamienienia pracownika w “współczesnego niewolnika”. Kolosalne różnice e w klinie podatkowym doprowadzają do tego, że pracujący zarabiając tyle samo  (w izomorficznej firmie), w zależności  na podstawie jakiej umowy wykonują prace (jaki tryb rozliczania podatków wybierają) są niewspółmiernie obciążani powinnością podatkową.

Należy bezwzględnie, bezdyskusyjnie, podwyższyć podatki dla najbogatszych, Polska staje się “rajem podatkowym” dla zamożnych. “Strefą bardzo-nisko-podatkową dla majętnych”, prowadzi to do kumulacji, koncentracji kapitału, środków finansowych, bogactwa w bardzo wąskiej grupie społecznej, jednocześnie przyczyniając się do poszerzania, pogłębiania biedy i nasilającego się procederu rozwarstwienia społecznego.

Zasobne klasy społeczne dzięki polityce gospodarczej neoliberałów, “doglądaniu” ich interesów przez bardzo możne, potężne, silne grupy interesów plutokratów, żyją w cieplarnianych warunkach prawnych, podatkowych, (“pod kloszem”), “żerując na krwawicy” niższych warstw społecznych. Mamy oto taką sytuacje, że ideowi propagandziści neoliberalni, (“kupowani dziennikarze”), na zlecenie plutokratów szerzą demagogie, wprowadzają w błąd, omamiają społeczeństwo, wpajają obywatelom, że w Polsce są wysokie podatki, co totalnie nie jest zgodne z prawdą.

Tuby neoliberalne wypaczają, fałszują, przekłamują  rzeczywistość, w RP poziom opodatkowania i oskładkowania jest jednym z najniższych w Europie (kraj nad Wisłą jest, pod tym względem, na siódmym miejscu od dołu w całej Wspólnocie). Presja na obniżanie poziomu opodatkowania doprowadziła do tego, że w obecnym roku będzie on najniższy od 20 lat.

Jeżeli chcemy mieć sprawiedliwy, prawy  ustrój, z etyczną (“zdrową”) redystrybucją dóbr, jeżeli chcemy  aby stosunki społeczne i prawne występujące w RP były sprawiedliwe, jeżeli chcemy aby  system prawno-polityczny był równy, uczciwy i zgodny z konstytucyjnymi normami etycznymi, podatki dla zamożnych powinny być podniesione, jednocześnie dla najuboższych warstw społecznych utrzymane da obecnym poziomie.

Wielkim osiągnięciem, wartym dużej pochwały było przesuniecie 150 mld zł z OFE do ZUS, co pozwoliło oddalić się od widma zapaści finansów polski,  uchronić publiczne środki finansowe przed malwersacją, spekulacjami na giełdach, zaprzepaszczeniem pieniędzy obywateli, rozkradaniem ich przez chciwe zarządy, rady nadzorcze Powszechnych Towarzystw Emerytalnych (PTE).

Wszystko za tym przemawia, że dług publiczny Polski spada w zawrotnym tempie, na chwilę obecną, podobno do poziomu 47 procent PKB. RP staje się prymusem w tej materii na tle państw UE, dorównują nam tylko Niemcy i Szwecja (nie zależnie czy liczymy dług publiczny według metodologii krajowej czy europejskiej).

W tym miejscu pojawia się pytanie, o środki na współfinansowanie projektów (w oparciu o fundusze unijne), czy nie popadamy z jednej skrajności w drugą? -Czyli albo Polska popada w niezdrowy szkodliwy, nadmierny poziom długów publicznych albo zbyt “ochoczo wyrywa się przed szereg” innych państw europejskich w zabiegach o obniżenie długu, zarazem dławiąc, tłamsząc niezbędne dla odpowiedniej kondycji i rozwoju, rozkwitu gospodarki, inwestycje publiczne.

RP będąc “geniuszem”, “fenomenem”, “arcymistrzem” w obniżaniu długu publicznego może raczej tylko utrzymywać pęd gospodarki na aktualnym poziomie,  ale raczej nie spowoduje to, nie sprawi, że Polska wyrwie się z peryferii gospodarczych, raczej zamrozi tylko to poziom rozwoju naszej gospodarki, oddali od G20. Czy zmniejszanie się deficytu budżetowego będzie zielonym światłem dla (na szeroką skale) wdrażania w życie programu inwestycje polskie, czy zdopinguje rządzących do odkręcenia kranu z środkami finansowymi na obecną  unijną perspektywę? Czy nominalny wzrost PKB, (szybszy wzrost gospodarczy niż inflacja), w Polsce to nie tylko wskaźniki ekonomiczne, zwiastujące poprawę w gospodarce ale i poprawę sytuacji ekonomicznej szarych obywateli?

Ostatnio w Polsce mówi się dużo o podatkach, jednocześnie zupełnie pomijając temat składek.

A tylko “scalając” kwestie podatków i składek można obiektywnie debatować o obciążeniach podatników, o sprawiedliwości społecznej. Obecnie w Polsce mamy karykaturę sprawiedliwego systemu podatkowego, który w najmniejszym stopniu obarcza powinnością podatkową możnych, albo wyłączą wręcz z sytemu (w szczególności z składek na ubezpieczenie społeczne) osoby na elastycznych formach zatrudnienia (tych, cechujących się specyfiką upodlających, niegodziwych zarobków).

Z drugiej strony, to w głównej mierze wysokość ściągniętych podatków decyduje o stanie budżetu państwa, o środkach do dyspozycji rządu, (obecnie i w przyszłości), na redystrybucje publiczną (wojsko, służbę zdrowia, szkolnictwo, inwestycje publiczne w infrastrukturze, w przemyśle, zasiłki dla bezrobotnych, transfery socjalne, itp., itd.).

Górny limit składek społecznych (trzydziestokrotność przeciętnych pensji ) tak naprawdę zbytnio “nie-ogranicza” poboru środków publicznych niezbędnych do funkcjonowania państwa. Dlatego  podnoszenie limitów oskładkowania może tylko czasowo łatać dziury budżetowe, na krótką metę zwiększać płynność  systemu fiskalnego, zmniejszać dług publiczny, jednocześnie powodując intensyfikacje zobowiązania finansowe państwa, w przyszłości, wobec obywateli (wypłata większych emerytur dla tych, od których pobrano wyższe składki).

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU