Czy “interes europejski” oznacza troskę o dobro wszystkich obywateli UE?

Czy “interes europejski” oznacza troskę o dobro wszystkich obywateli UE? Kraje słabe gospodarczo w strefie euro uzależniają od RFN w wyniku tzw. balotów? Czy Trójka (KE, EBC oraz MFW) dba […]

Czy “interes europejski” oznacza troskę o dobro wszystkich obywateli UE?

Kraje słabe gospodarczo w strefie euro uzależniają od RFN w wyniku tzw. balotów? Czy Trójka (KE, EBC oraz MFW) dba głównie o interes wierzycieli?

 

Pojęcia takie jak „interes europejski” czy „europejska podmiotowość” wykreowane przez UE i zdefiniowane w unijnych traktatach są komunałami, otoczką propagandową do realizowania interesów narodowych najsilniejszych państw członkowskich Wspólnoty.

Maskarada na Starym Kontynencie trwa w najlepsze czołowi aktorzy spektaklu pod tytułem „interes europejski” usiłują uszczknąć jak najwięcej z europejskiego tortu odwołują się do „wspólnotowej narracji”. Zachodnie mocarstwa i europejskie organy „trwając w jedności” narzucają korzystne dla siebie rozwiązania wobec kryzysu w Eurolandzie na peryferyjnych krajach. Tak jak Ukraina jest dla Rosji poligonem dla swojej armii tak Południowa i Środkowo-Wschodnia Europa jest królikiem doświadczalnym dla Niemiec w kwestii wymyślonego przez Berlin (wyłącznie na swoje potrzeby) tzw. austerity (program „reform oszczędnościowych”).

Dla rządu Merkel chodzi o to aby kraje słabe gospodarczo uzależnić od RFN tak bardzo jak tylko się da, m.in. za pomocą tzw. “programów pomocowych”(tzw balotów). W wyniku tego na chwile obecną Grecja i inne kraje strefy euro pogrążone są w kryzysie, (zdewastowane „polityką ciecia wydatków publicznych”, zamrażaniem płacy minimalnej, uelastycznianiem rynku pracy, uszczuplaniem praw pracowniczych i socjalnych, okrajaniem systemu pomocy społecznej, itp.). A to jest równoznaczne z zanikiem popytu, który z kolei ciągnie w dół podaż, w efekcie tego wszystkiego państwa te stają się łatwym łupem dla niemieckich banków i koncernów. Dyktat niemieckiego kapitału w neokolonialnych krajach Wspólnoty zwiększa się wraz z nasilającą się stagnacją ich gospodarek. Ujarzmienie (wasalstwo) gospodarcze i polityczne peryferyjnych państw UE przez centrum odbywa się pod płaszczykiem szerzenia europejskich wartości i dobrobytu.

“Dramatem zaściankowych krajów ” w Eurolandzie jest wspólna waluta (brak możliwości prowadzenia przez państwa suwerennej polityki monetarnej), oznacza to pogłębianie się procesu zniewolenia (peryferii przez centrum) w skutek „mordowania” konkurencyjności w państwach o rachitycznej gospodarce. Na domiar złego Trójka (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy) traktuje po macoszemu kraje, które stoczyły się w otchłań dekoniunktury, dbając głównie o interes wierzycieli. Kontente z takiego stanu rzeczy są oczywiście nie tylko Niemcy ale i inne najbogatsze kraje UE. Dzięki temu majętne państwa mogą czerpać większe korzyści z funkcjonowania wspólnego rynku (niczym nie ograniczona ekspansja gospodarcza, zdominowanie rynków finansowych, itp.) jednocześnie za pomocą m.in. „zwijaniu państwa opiekuńczego” na południu Europy minimalizują koszty bycia członkiem Unii (niższe składki do wspólnego budżetu, itp.).

Ale nie tylko bogatym europejskim krajom opowiada lansowana prze RFN wewnętrzna gospodarcza polityka Wspólnoty, zwolennikami jej (co jest skandaliczne, haniebne, oburzające) są notable trzymający obecnie ster władzy w Polsce. Strategie “zbierania okruchów z pańskiego stołu” w relacjach z Berlinem obrała koalicja PO-PSL, czołowi politycy Platformy Obywatelskiej zdając sobie sprawę, że RFN gra pierwsze skrzypce w UE zachowują się jak rataje (fornale, klakierzy, podnóżki, pachołki, kolony, ciury, serwiliści) kanclerz Niemiec Angeli Merkel licząc, że utrzymają dzięki temu władze w RP.

Platformowa kasta sądzi, że w kryzysowej sytuacji (przykładowo będąc w „tarapatach przedwyborczych”), aparat władzy Merkel im pomoże (przy pomocy rządowej propagandy, wpływowych oficjeli, itp.). Stało się wręcz standardem, że w czasie polskich wyborów prezydenckich i parlamentarnych niemiecka prasa z zacietrzewieniem (bezpardonowo, nieprzejednanie, zaciekle, zajadle, zapamiętale, zapieklę, zażarcie) atakuje PiS (najbardziej liczącą się na scenie politycznej opozycyjną partie wobec partii Kopacz). Ugrupowania “demagogiczne”, w krajach słabych gospodarczo, o niskim rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, (które ma śladową świadomość swoich praw i obowiązków wobec państwa) – wierzą, że wsparcie ze strony hegemona (Niemiec) pozwala w spokoju patrzeć w polityczną przyszłość. Niewątpliwie Platforma Obywatelska jest właśnie tego typu stronnictwem politycznym. Oznacza to, że ugrupowanie Ewy Kopacz będzie (nieustannie) brać udział w konkurach z innymi europejskimi “populistycznymi” partiami o zdobycie „upragnionego” uznania Angeli Merkel, które wyraża się zazwyczaj w publicznie udzielonej pochwale (w domyśle za posłuszeństwo, uległość). Niestety trumf PO w „maratonie lokai Berlina” nie idzie w parze „raczej” z żadną korzyścią dla państwa polskiego i społeczeństwa.

Czołowi politycy koalicji PO-PSL niestrudzenie (“jak pijany płotu)” trzymają się” tezy, że Niemcy swoich najbardziej oddanych wasali „szczodrze wynagrodzą”. Wszystko przemawia za tym, że nie tylko ich nie obdarują ale żerując na ich naiwności i uległości totalnie ich wykorzystają.

Obecnie trwa ostatnia perspektywa budżetowa UE (perspektywa unijna 2014-2020), która pozwala uniknąć Polsce przypisania roli płatnika netto. Czyli nadszedł czas przeprowadzenia rzetelnego (klarownego) bilansu korzyści i strat Polski w UE.

Według mnie, najlepiej dla europejskich państw (i narodów) byłoby jakby Wspólnota powróciła do “unii suwerennych państw”, (to najlepsze rozwiązanie z możliwych).

W UE trwa zaciekła, bezpardonowa batalia zachodnich wielkich korporacji o wyszarpanie (dla siebie) jak najwięcej profitów z wspólnego rynku (“unijnego rynku”). W aurze „europejskiej podmiotowości” w Wspólnocie (w najlepsze) trwa prymat zachodnich mocarstw nad neokoloniami.

Tymczasem polscy lewacy są spętani ideologicznymi dogmatami, uwiezieni w swoich “jedynych ideologicznych prawdach” (w tej materii praktycznie niczym nie różnią się od fanatyzmu religijnego), nie są wstanie przebić się przez mur ideologicznych guseł, tym samym nic sensownego nie wnoszą do debaty o UE. Są oczywiście odłamy tego nurtu ideowego, które preferują znacznie odbiegające od “rdzenia” doktryny, które kierując się zdrowym rozsądkiem, historią Europy, analizą wydarzeń politycznych, (ustrojowych, gospodarczych) w dziejach Starego Kontynentu, utwierdziły się w przekonaniu, że państwo to cywilizacja, a narodowość to tożsamość, dziedzictwo i kultura. Ale mimo to zaćma ideologiczna nie pozwala im dostrzec, że polskość, nasza odrębność, specyfika, nasze najwyższe wartości, nasza duma, godność zaniknie wraz z rozwadnianiem się narodowości i państwowości , a to niestety ma miejsce w ramach “stworka prawnego” jakim jest UE.

In-doktrynerzy ideologii, (programów politycznych. itp.), przeciwników określają mianem populistów (zwrot ten wykorzystywany również jest przez partie polityczne do prób dyskredytacji opozycji), to najczęściej spotykany manewr agitatorów, na szczęście coraz mniej jest efektywny, pojęcie te stało się już tak mocno oklepane i nad-interpretowane, (wykorzystywane do niecnych celów), że się zdewaluowało i stało się pustosłowiem.

Bardzo zblazowana, (nieociosana, toporna) “lewackość” ustrojowa i obyczajowa występuje na łamach „Gazety Wyborczej”, dla “pikanterii” jest wtopiona w skrajną ideologie wolno rynkową (w najbardziej drapieżną, krwiożerczą, ortodoksyjną odmianę neoliberalizmu). Z połączenia tych ideologii wyszedł dla ”ojca założyciela” czasopisma „szanownego” pana Adama Michnika (pisząc z nutą sarkazmu) „niezły pasztet”, który od czasu do czasu jest doprawiany bardzo niskich lotów (płytką) agitacją kapitalistyczną (z kategorii propagandy sukcesu).

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU