Polski przemysł: wyzwania, zagrożenia, perspektywy, ograniczenia w rozwoju. Cz.1

Polski przemysł: wyzwania, zagrożenia, perspektywy, ograniczenia w rozwoju. Cz.1 MON prowadzi „tajemną” modernizacje sił zbrojnych? Podobno resort obrony wydał 8,37 mld w 2014 roku, (a wiec zrealizowano niby 99,5 procent […]

Polski przemysł: wyzwania, zagrożenia, perspektywy, ograniczenia w rozwoju. Cz.1

MON prowadzi „tajemną” modernizacje sił zbrojnych?

Podobno resort obrony wydał 8,37 mld w 2014 roku, (a wiec zrealizowano niby 99,5 procent planu). Czy rzeczywiście tak było i na co poszły pieniądze? Niestety dokładne informacje o wydatkach na unowocześnienie armii, „nie-sposób” uzyskać z Ministerstwa Obrony Narodowej. Miejmy nadzieje, że szef resortu obrony narodowej nie poszedł w ślady poprzedników i nie modernizuje sił zbrojnych tylko “na papierze”. Wskazane jest aby MON więcej uwagi skupił na rzeczywistym procesie budowy potencjału militarnego RP (Pojęcie potencjału militarnego obejmuje cały zakres dostępnych środków umożliwiających prowadzenie działań wojennych tzn. ilościowy i jakościowy stan sił zbrojnych, czynnych i w rezerwie, infrastruktury wojskowej m.in. porty, lotniska, bazy, magazyny, oraz zapasów materiałów bojowych.) a w mniejszym stopniu absorbował się udziałem w kampanii wyborczej. Podobno polska armia poddawana jest „kapitalnemu remontowi”, zadanie uzdrowienie sił zbrojnych zawarte są w czternastu (głównych) programach modernizacyjnych. (umocowanych prawnie w uchwale rządowej z 17 września 2013 r., znowelizowanej w czerwcu 2014 roku. Rada Ministrów ustaliła, że RP do końca 2022 roku wyda 91,5 mld zł.)

Panie wicepremierze i ministrze MON Siemoniak pora rozliczyć się z deklaracji, zapowiedzi, zobowiązań, społeczeństwo ma prawo wiedzieć co Ministerstwo Obrony Narodowej w ciągu 2014 roku zdołało wprowadzić w życie z “wytyczonych planów’.

Program „Tytan” raczej “kuleje”, “trwa w marazmie”, nie jest w stanie wydostać się z “paraliżującej niemocy”. A przecież to jeden z sztandarowych projektów modernizacji polskiej armii. Daje o sobie znać m.in. zapaść technologiczna naszej zbrojeniówki, pozostawienie „samopas” polskiego przemysłu obronnego, wieloletnia degradacja, niedofinansowanie, ogromne braki kadrowe, brak wysokiej klasy menadżerów, znikome inwestycje w badania naukowe, odkładanie w nieskończoność jej konsolidacji (integracji), dopiero od niedawna działa narodowy koncern„PEGAZ” (Polska Grupa Zbrojeniowa).

MON po wieloletnim “letargu”, “trwaniu w bierności”, powoli budzi się „z ręką w nocniku” ( „z przerażeniem w oczach”) w obliczu wysoko prawdopodobnej agresji potencjalnego wroga ze wschodu (inwazji, najazdu). Opowieści Ministerstwa Obrony Narodowej o wzmocnieniu potencjału militarnego polskich sił zbrojnych uderzeniowymi (średniego i dalekiego zasięgu) bezzałogowymi statkami powietrznymi słyszymy od-lat (O takich z prawdziwego zdążenia. Nie zabaweczek przypominających modele dla młodych modelarzy. „Małe” drony krótkiego czy dalekiego zasięgu mają raczej funkcje rozpoznawcze, są elementem systemów naprowadzania artylerii, itp.).

Pieniądze (w tym przypadku) to nie wszystko, sztuką jest je wydać umiejętnie, racjonalnie, odpowiedzialnie, odpowiednio, z jak największą korzyścią dla RP. MON najwidoczniej nie radzi sobie z tym. (Wyznaczony cel czyli wydanie na drony w 2014 roku 60 mln nie został zrealizowany).

Inspektorat Uzbrojenia w pierwszej kolejności zdecydował się na zakup dronów klasy mini (do 5 kg) i klasy mikro (do 2 kg), dialog techniczny dotyczący tego sprzętu ma się zakończyć w pierwszym półroczu bieżącego roku. Mam nadzieje, że nie wynika to tylko z tego, że jedynie ten rodzaj bezzałogowych statków powietrznych jest w stanie zrealizować konkretny prywatny producent , który bardzo intensywnie prowadzi promocje swoich produktów w mas-mediach , szczególnie w „Rzeczpospolitej” (specjalista od „powietrznych zabawek”). Jednakże nie-należy zapominać, że tego typu drony są niezbędnym elementem w precyzyjnym systemie naprowadzania m.in., w najnowszych polskich haubicach, moździerzach. (to tłumaczy, raczej wiarygodnie uzasadnia “pospieszny” przetarg na bezzałogowe statki powietrzne klasy mini i mikro).

Prawdopodobnie rozważania o tym czy aby na pewno kupno używanych czołgów Leopard z Niemiec (Pod koniec 2013 roku z nadwyżek Bundeswehry zamówionych zostało 119 używanych czołgów Leopard 2. 105 w wersji A5. Główny producent Krauss-Maffei Wegmann) to było dobre posuniecie szybko się nie zakończą, pewne jest to, że bez nich zdolność bojowa polskich wojsk pancernych byłaby, bardzo delikatnie ujmując,  mizerna (zresztą niemieckie czołgi przez większość ekspertów uważane są za najlepsze na świecie). Ta broń naszpikowana jest technologiami z lat dziewięćdziesiątych. Polskie Leopardy wymagają bezzwłocznie unowocześnienia, jeżeli mają być w pełni przydatne, niezawodne na polu walki. Najnowsze rosyjskie osiągnięcia w dziedzinie uzbrojenia zaczynają pewnie powoli dorównywać zachodnim, (bynajmniej raczej na pewno technologiom z lat dziewięćdziesiątych). Współczesne czołgi mają znacznie wzmocnione czołowe pancerze, odporne na większość pocisków z poprzedniej epoki.

Posiadamy również „eksponaty muzealne”, czyli Leopardy z lat osiemdziesiątych (128 czołgów Leopard 2 w wariancie A4. Trafiły do Wojska Polskiego między sierpniem 2002 a czerwcem 2003), mimo to pewnie totalnie lepsze od rosyjskich T-80, T-72, (raczej mają porównywalną zdolność bojową do T-9o) ale bez gruntownej modernizacji nie będą raczej “mocnym punktem” podczas walk “jednostek pancernych”. Niezbędna jest m.in. wymiana lufy, przykładowo na taką jaka jest  stosowaną w Leopardzie 2A6, w wersji L/55 120 mm, aby mogłyby być używane najnowocześniejsze pociski. Dzięki temu w czołgu będzie można używać m.in. pociski podkalibrowe z rdzeniem wolframowym DM53 (LKE II) o masie 8,35 kg, prędkości początkowej 1750 m/s i przebijalności pancerza o grubości 810 mm z odległości 2000 metrów.).

Należy zaznaczyć, że ogromne znaczenie ma również ilość posiadanych czołgów, dlatego (z drugiej strony) Leopardy w wariancie A4 i tak odegrają gigantyczną role podczas potencjalnego konfliktu zbrojnego. Ale aby “wojenne machiny” były w pełni skuteczne potrzebują odpowiednich pocisków. Polski przemysł obronny na chwile obecną nie jest w stanie dostarczyć takich które unieszkodliwiałyby współczesne czołgi. To jest znaczący problem, który należy jak najszybciej rozwiązać.

Niestety mechaniczne urządzenia (w tym czołgi)  podczas wieloletniej eksploatacji raczej “zużywają się”, dlatego RP powinna (tym bardziej) zdobyć najnowocześniejsze technologie aby produkować nowe.

Leopardy to niemiecki produkt, nasz zachodni sąsiad chroni swoje technologie wręcz „maniakalnie”, szczególnie nie jest skłonny do dzielenia się nimi z wschodnimi sojusznikami . Niema w Berlinie pewnie akceptacji politycznej aby Polsce bez „rzucania kłód pod nogi” udostępnić je. Rodzima zbrojeniówka niestety po raz-kolejny “nie popisała się”, przystąpiła do negocjacji (w celu rozpoczęcia ich unowocześnianiu) z niemieckimi firmami produkującymi czołgi przekazane RP bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego, taktycznego, wystąpiła raczej w roli „żebraka” który „przychodzi z prośbą” , dało to na wstępie ogromną przewagę negocjacyjną Niemcom, wręcz skłaniając ich aby poczuli „okazje”, którą należy wykorzystać, pewnie m.in. dlatego Niemcy zaczęli generować problemy aby „wyrwać jak najwięcej” od Polaków.

Należy ogłosić zamiar gruntownej modernizacji polskich czołgów u naszych zachodnich sąsiadów, zaprosić wszystkie zagraniczne podmioty, które są posiadaczami (mają uprawnienia) technologii użytych w Leopardach do „przetargu” na zasadzie licytacji „kto da więcej”, kto m.in. będzie skłonny odpłatnie „oddać” prawa do technologii z (całym pakietem) m.in.  z możliwością jej odsprzedaży, skorzystania z pierwotnych kanałów dystrybucyjnych, z możliwością na jej podstawie opracowywania nowocześniejszych, (I oczywiście z brakiem jakichkolwiek ograniczeń w obsłudze,  szkoleniach, serwisowaniu, remontowaniu, suwerennym zapewnieniu dostaw, produkcji pełnej gamy podzespołów, części, itd., itp.). Tylko kupowanie „licencji” (bezterminowych, bez ram czasowych lub ewentualnie na minimum 30 lat), które dadzą możliwość na ich bazie tworzenia własnych rodzimych technologii (bez jakichkolwiek ograniczeń), mających taką samą wartość (walory) jak by-były stworzone od podstaw  (i dobrze skonstruowane umowy offsetowe) ma racje bytu. To pozwoli na skok technologiczny, skieruje polski przemysł obronny na drogę rozwoju, przyczyni się do budowy odpowiedniego potencjału zbrojeniówki, która stanie się filarem rodzimej gospodarki. Inne warianty podejście do tej materii będą skutkować marginalizacją rodzimego przemysłu obronnego, podporządkowaniem dawcom technologii (światowym koncernom zbrojeniowym) , „wasalizacją”, podleganiu pod ich dyktand, utratą suwerenności w utrzymywaniu potencjału obronnego RP (ma to kolosalne znaczenie dla podstawowego interesu państwa polskiego, racji stanu, bezpieczeństwa), zamienieniem kolejnej strategicznej gałęzi gospodarki w „skolonizowany obszar”, („montownie składaków”).
Wojska pancerne w ubiegłym roku mogły się poszczycić „zaabsorbowaniem” 700 mln zł. Natomiast na okręty wydano 900 mln.
Jeżeli koś śledzi poczynania MON to z całą pewnością wie, że niewiele tak naprawdę dotychczas „wypaliło” (jakoś tam się udało). Jednym z nielicznych „osiągnięć„ jest Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy (Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy rozpoczął służbę w czerwcu 2013 roku. Drugi jest w trakcie budowy). Dużą partycypację w procesie produkcji dostarczanej broni osiągnęła w tym przypadku polska zbrojeniówka. Głównym uzbrojeniem NDR są przeciwokrętowe pociski manewrujące NSM, producent Kongsberg Defence & Aerospaceł. System obsługują polskie radary Bumar Elektronika TRS-15M o skutecznym zasięgu w wykrywaniu i śledzeniu celów morskich do 50 km oraz do 200 km w wykrywaniu celów powietrznych. (Wadą systemu są ograniczone możliwości wykrywania, śledzenia i namierzania celów, z uwagi na horyzont radarowy radarów naziemnych, który bez zastosowania zewnętrznych systemów rozpoznania niezależnych od systemu NDR, ogranicza skuteczny zasięg do 50 km.).

Totalnie niezrozumiale jest, że nie „poszliśmy za ciosem” i nie stworzyliśmy podobnych dywizjonów (w oparciu o NDR) na wschodzie kraju (blisko granicy z Białorusią). Aż się prosi o to, wszystko za tym wskazuje (przemawia) aby dywizjony rakietowe mające do dyspozycji nowoczesną broń ( tak nielicznie występującą na wyposażeniu rodzimej armii) chroniły wschodniej granicy. Na RP potencjalne uderzenie nastąpi pewnie z obwodu kaliningradzkiego i z terenu przygranicznego kraju Alaksandr-a Łukaszenki.
Raczej irracjonalne jest to, że zdecydowanie bardziej nie-współpracujemy w zakresie modernizacji polskich sił zbrojnych z Skandynawią. Niektóre kraje Europy Północnej mają bardzo dobre osiągnięcia w dziedzinie technologii obronnych. Są bardziej skłonne do odpłatnego „oddawania” (w pełnym zakresie) ich (licencji) niż większość krajów zachodniej i południowej Europy.

USA to zupełnie” odrębny przypadek” („bardzo twardy orzech do zgryzienia”), wręcz swoje technologie kraj ten „zamknął na cztery spusty”. Pod kątem “zdobyczy technologicznych” z Stanami Zjednoczymy zupełnie „nie opłaca się” współpracować.

Wielką”zagadką”, którą rozwikłać może raczej tylko wicepremier Siemoniak jest – “odszyfrowanie” na co poszło 4,8 mld zł z tak bardzo intensywnie nagłaśnianej medialnie kwoty 8,3 mld, (zapewne w ramach kampanii przedwyborczej). PO musi mieć raczej totalnie niewiele do zaoferowania społeczeństwu jak posiłkuje się w roku wyborczym chwytliwą tematyką z zakresu potencjalnego zagrożenia agresją z wschodu.

Wielką tajemnicą owiany jest „program modernizacji technicznej”(pewnie jako dokument niejawny jest “zapieczętowany”, opatrzony pieczątką “ściśle tajne” i głęboko schowany w szufladzie, miejmy nadzieje, że ktoś do niego zagląda od czasu do czasu aby chodź kurz zdmuchnąć z okładki).

Polscy „legislatorzy” są specjalistami od „pojemnych” (zawiłych i niejasnych) definicji ustawowych. W RP definicja zawarta w przepisie prawnym (definicja legalna), “zakotwiczona” w ustawach, rozporządzeniach, zarządzeniach jest bardzo “obszerna”. Nie inaczej jest jeżeli chodzi o definicje unowocześniania armii, okazuje się, że oprócz zakupu broni zalicza się do niej m.in. również wydatki na wyższe szkoły wojskowe, muzea, sprzęt informatyczny i kulturalno-oświatowy , („bądźmy dobrej myśli”, że minister Siemoniak nie wydał 4,8 mld zł przykładowo na „zszywacze” czy „spinacze”).

Tymczasem prawdopodobnie Bruksela ponownie „tradycyjnie” chce pokazać gdzie jest miejsce RP, czyli „na końcu szeregu” Komisja Europejska, co jest totalnie niezrozumiale, (bezzasadne, niedorzecznie), prowadzi trzy postępowania wyjaśniające dotyczące polskich zamówień obronnych: przetargu na śmigłowce oraz postępowań w sprawie okrętu patrolowego Ślązak i wozów opancerzonych Rosomak) i pewnie zgodnie z „obraną regułą” nasze władze zachowują się jak „bezbronny pisak podtapiany przez swojego europejskiego Pana”.

Kiedy zaczniemy być traktowani jak pełnoprawny członek Wspólnoty, kiedy w końcu staniemy się sojusznikiem w NATO pierwszej kategorii? Mimo, że Polacy mają obecnie silną reprezentacje w Europie to nadal Komisja Europejska inspirowana „podszeptami” znaczących „graczy” UE od czasu do czasu „chłoszcze” Polskę (sprowadza do pionu) m.in. nakładając na nasz kraj dotkliwe kary finansowe, narzucając zwrot funduszy przeznaczonych m.in. na ratowanie gałęzi polskiej gospodarki przed stagnacją, upadkiem. To jest „broń”, którą od lat Zachód stosuje raczej w celu totalnego zmarginalizowania, “podporządkowania”, „ubezwłasnowolnienia” RP. Nie dajmy sobie wmówić, że to dotyczy wszystkich krajów UE ( w ramach tak-zwanych zasad „unijnego wolnego rynku”), wystarczy prześledzić jak to wyglądało w ostatnich latach na przykładzie wszystkich państw członkowskich Unii, wyłania się jasna klarowna „tendencja” do traktowania Zachodu bardzo pobłażliwie w tej materii (totalnie niesprawiedliwa ulgowa taryfa). Klauzule „ze względu na podstawowy interes obronny państwa” kraje „starej Unii” stosują bez jakichkolwiek obaw o to, że Komisja Europejska „przyczepi się” do takich postępowań  (prowadzonych z pominięciem prawa zamówień publicznych), nie drżą o to czy Bruksela spojrzy łaskawym, przychylnym okiem na te „praktyki” (nie podważy lege artis).
Natomiast w RP Polacy żyją w ciągłej niepewności jaki zapadnie „wyrok” czy „skazujący” czy „uniewinniający’, czy ponownie będziemy musieli oddawać setki milionów złotych czy nie, czy znowu kolejna niesprawiedliwa, stronnicza decyzja UE nie zatrząśnie budżetem państwa, czy tym razem nam „upiecze się”.

Obecna koalicja rządowa (PO-PSL) ma totalną tendencje do akceptowania „bez-walki” posłusznie i „służalczo” wszelkich decyzji UE, bo to najprościej, najłatwiej , pozatym pewnie idealnie to wpisuje się w jej “złotą myśl”: „od wyborów do wyborów trwać w bezczynności i bierności, fingując działania, pozorując ruchy”.

Wskazane wiedzieć, że w wszystkich krajach unijnych (bynajmniej w druzgocącej większości) tego typu przetargi wygrywa wyłącznie rodzimy przemysł obronny. Ewentualnie, bardzo rzadko, zagraniczny inwestor, który przynajmniej ma fabrykę z prawdziwego zdarzenia (usytuowaną bardzo wysoko w łańcuchu dostaw, prowadzącą cały cykl produkcyjny, będącą centrum produkcji najnowocześniejszych konstrukcji, produkującą pełną gamę najnowszych modeli, z własnym centrum badawczo-rozwojowym, mającą potencjał tworzenia nowych miejsc pracy na poziomie minimum 25 krotnie większym niż inne zakłady-montownie, kooperującą z bardzo dużą siatką poddostawców na obszarze działania, itp.) w kraju ogłaszającym przetarg, (albo wiarygodnie zobowiąże się ją zbudować).

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU