Polski przemysł: wyzwania, zagrożenia, perspektywy, ograniczenia w rozwoju. Cz.2

Polski przemysł: wyzwania, zagrożenia, perspektywy, ograniczenia w rozwoju. Cz.2 Czy kosztowna polityka wsparcia OZE w Polsce spowoduje wzrost ceny energii elektrycznej, pogarszając m.in. kondycje przemysłu (szczególnie ciężkiego, wysoko energochłonnego)? “Mechanizm […]

Polski przemysł: wyzwania, zagrożenia, perspektywy, ograniczenia w rozwoju. Cz.2

Czy kosztowna polityka wsparcia OZE w Polsce spowoduje wzrost ceny energii elektrycznej, pogarszając m.in. kondycje przemysłu (szczególnie ciężkiego, wysoko energochłonnego)? “Mechanizm socjalizacji kosztów”, (czyli narzucone dodatkowe obciążenia powstałe w wyniku zapewnienia preferencyjnych warunków rozwoju energetyki rozproszonej) jest rażąco sprzeczny z interesem społeczno-gospodarczym Rzeczypospolitej Polskiej? Co łączy neoliberałów, plutokratów i “wytwórców zielonego prądu’” (z odnawialnych źródeł energii) w RP?

Powiedzmy nie, “neoliberalnej schizmie prywatyzacyjnej”, (“napiętnujmy” fanatyków ultra-liberalizmu), odrzućmy (zdeprecjonujmy) kolosalnie szkodliwą “myśl ekonomiczną” (czyli neoliberalizm) w imię dobra społecznego, podstawowych interesów państwa, racji stanu RP.

Neoliberałowie i plutokraci gloryfikują prywatne podmioty gospodarcze. Jednocześnie na wszystkie możliwe sposoby dyskredytują państwowe. Propagandziści neoliberalni reprezentujący wąskie grupy interesu są dobrzy w indoktrynacji, potrafią “zagrać na odpowiedniej nucie”, wykorzystują obraz okresu komunizmu w Polsce do wypaczenia prawdy o własności państwowej, szarą smutę PRL-u przytaczają aby “oczernić” wszystko to co nie-prywatne. To jest bardzo perfidne i cyniczne.

Ultraliberałowie nie podejmują dyskusje na sporne zagadnienia z reprezentantami innych nurtów ekonomicznych, są jak fanatycy religijni zaślepieni dogmatami, odrzucają sprzeczne myślenie o ekonomii od lansowanych swoich świętości. Niszczą w zarodku wszelką polemikę niezgodną z ich poglądami, są jak „sekciarze”, niezdolni do konwersacji o ekonomii inaczej niż to jest zapisane w ich „biblii”. Neoliberałowie są zagrożeniem dla podstawowych interesów państwa. Kapitalizm w ich wydaniu jest niebezpieczny dla demokracji. Pseudo-dziennikarze neoliberalni “mają w nosie” pluralizm, sprawiają wrażenie jakby nie rozumieli, że to sól demokracji.
Neoliberałowie z reguły (z zasady) kiedy obali się ich irracjonalne, idiotyczne tezy ekonomiczne (poglądy gospodarcze) zachowują się, bardzo delikatnie ujmując, jak sympatyczne ale niezbyt błyskotliwe zwierzątka, czyli osiołki (z klapkami na oczach) lub jak „zranione wściekłe zwierzę”, (obsypując obelgami, inwektywami oponentów).

Prywatyzacja nierzadko nie tylko nie uosabia ekonomicznych cnót ale wręcz jest często szkodliwa. Następstwem są niejednokrotnie patologie w wymiarze społecznym i gospodarczym. Niejednokrotnie powoduje zapaść danego podmiotu gospodarczego lub powolną agonie. Prywatyzacja często prowadzi do “wyeliminowania” podmiotu z rynku, dzieję się tak kiedy inwestor widzi tylko w prywatyzowanej firmie konkurenta do likwidacji, kiedy traktuje to jako zabieg do zdobycia części rynku. W konsekwencji ludzie trafiają na bruk, tracą prace z dnia na dzień, w innym wariancie sukcesywnie odbierane są im prawa pracownicze i socjalne, występują obniżki płac a zarazem zwiększany jest im zakres obowiązków, dochodzi do łamania kodeksu pracy, (pracodawca nie płaci za godziny nadliczbowe, lub zalega miesiącami z wypłatą wynagrodzenia, itp.).
Neoliberalni agitatorzy z reguły pracują dla wąskich grup interesu, szczególnie dla mocno usadowionych na polskim gruncie wpływowych lobby koncernów zagranicznych lub dla rodzimych „magnatów” (takich odpowiedników oligarchów). Wskazane jest wiedzieć, że m.in. niektórzy ukraińscy oligarchowie doprowadzili do wysprzedaży arsenału rodzimych sił zbrojnych, (obniżając potencjał militarny swojego kraju), co w konsekwencji miało tragiczne następstwa.

Zresztą nie tylko ultraliberałowie są „sługusami” plutokratów, ma się wrażenie, że nasz sejm często podejmuje działania na ich „zlecenie”, jakby był narzędziem w ich ręku. Rażący tego wyraz miał miejsce podczas niedawnej walki wąskiej grupy interesu (m.in. producentów paneli fotowoltaicznych, importerów zachodnich i chińskich technologii OZE, “rodzimych” inwestorów w farmy wiatrowe, itp.). Zwarli szyki, użyli wpływów w parlamencie doprowadzając do tego, że Sejm 20 lutego bieżącego roku przyjął ustawę o odnawialnych źródłach energii jednocześnie odrzucając poprawkę Senatu likwidującą wsparcie do przydomowych mikroinstalacji o mocy do 10 kW w postaci zakupu energii po cenie gwarantowanej, która jest znacznie wyższa niż rynkowa, (można się tylko domyślać jak to wyglądało w praktyce, od kuchni). Społeczeństwo dowiedziało się z mediów, że zapis prosumencki wprowadza dwie grypy “prosumentów”, posiadających instalacje do 3 kW i dysponującymi instalacjami od 3kW do 10 kW. Ci pierwsi mogą liczyć na dotacje w wysokości ok. 75 gr na kWh w ciągu piętnastu lat, ci drudzy mają inkasować 40 – 70 gr/ kWh.). Czyli idea prosumenckości została “przewrócona do góry nogami”, totalnie wypaczona (instalacje będą służyć celom zarobkowym czyli komercyjnej produkcji energii (na dużą skale) na sprzedaż, a nie na własne potrzeby), innymi słowy ten twór legislacyjny w ogóle się nie pokrywa z założeniem jakie przyświecało rządowi na etapie prac ministerialnych (nad tym projektem), ani z rekomendacjami komisji nadzwyczajnej ds. energetyki i surowców energetycznych.

Często tylko z nazwy suwerenne, niezależne środki masowego przekazu informowały obywateli o wynikach tej kampanii o „rynek prosumentów odnawialnych źródeł energii”. Wystarczy prześledzić nasze mas-media pod kątem opisu tego zagadnienia a dowiemy się bardzo dużo, jakie reprezentują interesy, czy są zależne czy nie, czy mają tendencje do stronniczości, jak spostrzegają racje stanu RP i czy w ogóle zauważają te pojęcie. To PSL jest inicjatorem tak-zwanej “wrzutki” podczas postępowania legislacyjnego na etapie parlamentarnym , ta partia jest głównie odpowiedzialny za to, że społeczeństwo polskie będzie “zrzucać się” (konieczność zrealizowania dodatkowych inwestycji infrastrukturalnych) na opływających w bogactwie „ekologów”, (którzy z reguły przekraczają kilkakrotnie najwyższy próg podatkowy w RP), oczywiście kosztem tych najbiedniejszych bo to oni najbardziej odczują wzrost opłat za energie elektryczną, (ta krzywda ubogich spotka ze strony m.in. tak-zwanego „mechanizmu socjalizacji kosztów”, czyli narzucone zostanie dodatkowe obciążenia powstałe w wyniku zapewnienia preferencyjnych warunków rozwoju energetyki rozproszonej). Bardzo przewrotnie, w sposób zawoalowany tłumaczony jest totalnie niesprawiedliwe społecznie drenowanie budżetu państwa przez „uprzywilejowaną grupę miłośników ekologii”, wmawia się Polakom, że gwarancja zakupu produkowanego przez nich prądu, po cenach znacznie przekraczających rynkowe jest sposobem na uniezależnienie się RP od rosyjskich surowców energetycznych, co jest perfidną manipulacją (zafałszowaną, naciągną pseudo-prawdą”). OZE jest „kulą u nogi” polskiej gospodarki, generują ogromne koszty niewspółmierne z korzyściami (m.in. dla przemysłu), doprowadzi do wzrostu opłat za prąd dla odbiorców indywidualnych i hurtowych (jest to rażąco sprzeczne z interesem społeczno-gospodarczym Polski). Odnawialne źródła energii bez bardzo kosztownych dopłat z budżetu państwa nie mają racji bytu, raz, że bardzo drogie technologie musimy importować, dwa słońce i wiatr to bardzo kapryśnie źródła energii, magazynowanie energii to dodatkowe gigantyczne koszty, również ogromne koszty to dodatkowe moce wytwórcze które muszą być budowane, utrzymywane aby równoważyć OZE, czyli być włączane w czasie kiedy wiatr przestanie wiać albo słońce nie świeci, itp.). Następne potężne koszty to budowa sieci przyłączeniowych  aby prąd z „ ekologicznych poletek” mógł trafić do systemu elektroenergetycznego, oczywiście „wytwórcy zielonego prądu” nie ponoszą tych kosztów tylko polskie państwo. Wprowadzenie w życie przyjętej przez sejm 20 lutego br, ustawy o odnawialnych źródłach energii spowoduje raczej nie-zrównoważony rozwój mikroinstalacji, co z kolei pewnie uniemożliwi operatorom sieci dystrybucyjnych perspektywiczne planowanie rozwoju sieci, pozwalające na bardziej systematyczne i etapowe przyłączanie nowych mikroźródeł. Pewnie wystąpią trudności z prowadzeniem skuteczne bilansowania technicznego i handlowego w systemie elektroenergetycznym. Innymi słowy RP będzie ponosiła gigantyczne koszty aby utrzymać, zrównoważyć, totalnie drogie OZE. Państwo polskie zmuszone jest stwarzać „komercyjnym ekologom” cieplarniane warunki po to tylko aby mogli “zbijać kokosy” (budować prywatne fortuny) kosztem reszty społeczeństwa, uszczupli to portfele Polaków, (ponieważ OZE nie ma żadnego sensownego racjonalnego wytłumaczenia ekonomicznego). Okazuje się, że nasi rodzimi „pasjonaci OZE” to bardzo wpływowa grupa, ich siła wynika m.in. z tego, że jak natrafiają na „opór” państwa posługują się organizacjami międzynarodowymi (Unią Europejską) aby zrealizować wyznaczone cele. Kiedy w Radzie Ministrów RP znajdzie się ktoś co powie „nie ma na to zgody, nie jest to zgodne racją stanu”, to natychmiast “pseudo-ekolodzy” kierują swoje „żale” do Brukseli, „pociągając za odpowiednie sznurki” wywołują retorsje wymierzone w Polskę. Dochodzimy do samoistnie nasuwającej się konkluzji, że mamy w Polsce „zielonych zdrajców”, którzy mają (bardzo delikatnie ujmując) gdzieś racje stanu, dobro społeczne, podstawowe interesy państwa (nie mają pojęcia o takich wartościach jak m.in. poczucie wspólnoty, dobro narodowe).

Dla neoliberałów świętością jest prywatne, skupiskiem wszelkiego zła państwowe. Wynika to z tego, że neoliberalizm stworzony przez plutokratów (kapitalistów usytuowanych na samym szczycie władzy) na ich potrzeby, ma “usprawiedliwiać” na różne możliwe sposoby (często perfidnie, zakłamanie, przewrotnie) m.in. stosowanie przez nich optymalizacji podatkowej (która nierzadko sprowadza się do oszustw), gigantyczne rozwarstwienie społeczne, rozrastającą się biedę, skupianie większości światowego bogactwa w wąskiej grupie multimiliarderów.

Jeżeli ktoś zada pytanie w stylu: Po co multimiliarderom więcej pieniędzy? To wyraźnie zupełnie nie rozumie natury ludzkiej (nigdy nie miał okazji być chodź przez “chwile” bogatym), pazerność jest w nas zakodowana, kiedy mamy sposobność brać udział w „pogoni za pieniędzmi” wciągani jesteśmy w “amok” (“trans”) chęci posiada więcej i więcej, m.in. to dlatego nauka jaką jest ekonomia nazywa to zjawisko „tendencją bogatych do oszczędzania” czyli im bardziej jesteśmy bogaci tym większą mamy skłonność do „chomikowania”, innymi słowy chcemy jeszcze więcej.

W doktrynie neoliberalnej chciwość, pazerność jest gloryfikowana do tego stopnia, że przedstawiana jest jako „cnota”. W perfidny sposób każdy (mankament), niedoskonałość natury ludzkich jest ubarwiany. W efekcie neoliberałowie w świecie zaagitowanym (stworzonym na swoja modłę, w którym ma miejsce proceder „prania mózgów” społeczeństwu przez dominujące w mas-mediach ultraliberalne środki masowego przekazu), mają bardzo silną pozycje społeczną, dużą siłę przebicia, bardzo wysoko postawieni są w hierarchii społecznej.

Jest kolosalna rozbieżność w RP miedzy polskim społeczeństwem a prasą i uczelniami zdominowanymi przez neoliberałów (na czele ultraliberalnego „szwadronu” stoją ikony krwiożerczego kapitalizmu, m.in. Leszek Balcerowicz czy Ryszard Petru) w spostrzeganiu własności prywatnej (przedsiębiorstw). Ci pierwsi często bardzo boleśnie na własnej skórze odczuli co znaczy drapieżny, bez ludzkiej twarzy, pozbawiony akcentu społecznego, w twardym neoliberalnym wydaniu kapitalizm, ci drudzy fanatycznie, socjopatyczni-e wierzą w swoją ideologie,  musimy zdawać sobie sprawę, że neoliberalizm to nie tylko poglądy na temat gospodarki, nurt ekonomiczny ale zdecydowanie coś więcej, innymi słowy to doktryna filozoficzna w szeroko tego słowa znaczeniu (światopogląd).

Żaden argument (dowody empiryczne) nie przekonają neoliberała, że własność państwowa (czy własność spółdzielcza) może wykazywać się efektywnością ekonomiczną większą niż własność prywatna, (tak jak fanatycznego, radykalnego islamistę nie przekona się do chrześcijaństwa). Nawet jakbyśmy podjęli próbę “wbicia za pomocą młotka” ultraliberałom do głowy innych „prawd ekonomicznych” niż neoliberalne, nie osiągniemy zamierzonego celu czyli ich nie przekonamy, (to tak jakby “walić głową w mur aby go przebić”).

Ceniony (genialny, znakomity, szanowany, uznany, słynny) ekonomista Ha-Joon Chang, profesor Uniwersytetu w Cambridge m.in. doskonale burzy mit o „prywatyzacji jako leku na cale zło”, drwi, szydzi, „bezlitośnie” kpi z neoliberalizmu, przeglądając jego prace naukowe czytelnik odnosi nieodparte wrażenie (lub utwierdza się w przekonaniu), że neoliberalizm to teoryjka (pewnie) “napisana naprędce na kolanie” przez cwanych plutokratów aby nabić sobie (tym) większą kabzę, następnie “przekazana” dla rozpoznawalnych ekonomistów akademickich, którzy “podsunęli” ją ( z kolei) dla decydentów, aby rozgłaszali tą „religie” na „politycznych ambonach” w świecie władzy i pieniądza.

Czytajmy uważnie książki historyczne one odpowiedzią nam na wiele niewiadomych. Natkniemy się w nich na informacje w pełni potwierdzające, że przemysł będący w rękach państwa potrafi radzić sobie genialnie, znakomicie, (pierwszorzędnie) tak było i jest w Europie Zachodniej (Francja, Austria, kraje skandynawskie) czy w Azji (Tajwan, Korea Południowa, Japonia). Model rozwoju gospodarczego w którym znaczny udział ma sektor państwowy doskonale (jak ulał) pasuje do natury (swoistych walorów i wad) Polaków. Własność państwowa m.in. zapewni nam odpowiednie bezpieczeństwo energetyczne, uchroni przed chciwością, bezdusznością “właściciela” (nie zwracanie uwagi na aspekty społeczne), przed pędem do “bezlitosnego”, “brutalnego” niszczenia związków zawodowych, (odbierając tym samym pracownikom narzędzie walki o utrzymanie, przestrzeganie praw pracowniczych i socjalnych).

Innowacje technologiczne, które wymagają gigantycznych kosztów, zamrażają często kapitał na lata, w początkowej fazie zdecydowanie nie są rentowe (odroczony w czasie zysk), charakteryzują się niepewnością, występuje wysoki współczynnik ryzyka, nie są, bardzo delikatnie ujmując, ochoczo “podejmowane” przez podmioty prywatne, są domeną sektora państwowego. Prywatne firmy wolą (występować w roli pasożyta) spychać na barki podmiotów państwowych kosztowne badania nad wynalazkami, gdy państwo się z tym upora wtedy wyciągają pasożytniczą rękę po gotowy produkt do przemysłowej produkcji . Nie ma żadnego racjonalnego , ekonomicznego uzasadnienia „oddawanie” kapitalistom (prywatnym przedsiębiorcom) owoców wieloletnich i kosztownych badań państwowych instytutów, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest spożytkowanie ich przez spółki kontrolowane przez państwo, które m.in. płacą podatki ponieważ nie “uciekają” od tego obowiązku, nie okradają RP za pomocą tak-zwanej optymalizacji podatkowej (nie są oszustami), wpłacają nierzadko do budżetu państwa sowite dywidendy, dzięki temu Polska może w większym zakresie m.in. realizować politykę społeczną, a to ma znamienny wpływ (na wymiar społeczny) na działalność m.in. wojska, służba zdrowia, szkolnictwa, wszelkich organów państwowych, na inwestycje publiczne, (m.in. w infrastrukturę, przemysł).

Tym bardziej totalnie niezrozumiale jest odsuwanie przez panią premier Ewe Kopacz ( od kilku miesięcy) decyzji w sprawie noweli Ordynacji podatkowej. Bardzo nieprzekonywujące, naciągane jest uzasadnianie (usprawiedliwianie) takiej postawy Prezesa Rady Ministrów, w wykonaniu rzecznik Rządu. Osoba odpowiadająca za kontakt polskiego Rządu z mediami uważa, że Kopacz “nie otrzymała odpowiedzi na wszystkie pytania”. To ile jest tych „pytań” i dlaczego to tak długo trwa? Totalnie nieodpowiedzialne (wręcz nie-patriotyczne) jest “paraliżowanie”, projektu który miał być przyjęty według planów w zeszłym roku (w wykazie prac RM projekt został ujęty jako priorytetowy, a termin jego przyjęcia przez Rząd pierwotnie planowany był na czwarty kwartał 2014 r.). Odkładanie w bliżej nie określony czas wprowadzenia w życie tej noweli, po pierwsze może doprowadzić do bardzo bolesnych retorsji ze strony Brukseli (za opóźnienia w wdrażaniu unijnego prawa mogą nam grozić kary. 1 stycznia br. upłynął termin implementacji unijnej dyrektywy, której wdrożenie do naszych przepisów przewiduje projekt noweli Ordynacji podatkowej.). Po drugie (i najważniejsze) projekt noweli Ordynacji podatkowej zawiera bardzo korzystną dla budżetu państwa, społeczeństwa, gospodarki zmianę, tak-zwaną klauzulę przeciw unikaniu opodatkowania (oraz zapis podwyższający stawki odsetek za zwłokę w podatku od towarów i usług oraz w podatku akcyzowym). Dzięki tym zmianom w ordynacji RP będzie skuteczniej przeciwdziałała stosowanej przez firmy optymalizacji podatkowej, która obniża dochody budżetu o miliardy złotych. Klauzula jest narzędziem do walki z patologicznym, przestępczym procederem “transferowanie nieopodatkowanych zysków za granicę” albo “ukrywanie ich poza Polską”. Szczególnie ten „myk” praktykują międzynarodowe koncerny oszukując w ten sposób państwo polskie.

Im szybciej klauzula przeciw unikaniu opodatkowania zostanie wprowadzona w życie tym szybciej RP będzie dysponowało rokrocznie większą pulą środków finansowych, które można poznaczyć na rozwój gospodarczy, na zwiększenie dostępności usług publicznych dla przeciętnego obywatela, można skierować pieniądze na dodatkową pule projektów innowacyjnych, poszerzyć program inwestycji infrastrukturalnych (wyciągnąć z zamrażarki rezerwowe projekty), przeznaczyć większe nakłady finansowe na politykę prorodzinną, na pomoc społeczną itd., itp..

Jak wiemy z przeszłości ( a Rząd RP powinien to widzieć z autopsji ) Komisja Europejska „nie-patyczkuje się”, potrafi być bardzo nieugięta i „boleśnie karcić”. Tym bardziej totalnie „dziwaczne” jest zachowanie pani premier Kopacz. Bruksela już wysyłała” pisemko” (Pismem z dnia 29 stycznia 2015 r. KE wezwała RP do usunięcia uchybienia w związku z brakiem transpozycji dyrektywy Rady 2011/16/UE. Naruszenie nr 2015/0087), czyli procedura urzędnicza trwa, na końcu tej unijnej „drogi służbowej” może „czekać„ na Polskę Trybunał Sprawiedliwości, który ma możliwość nałożenia na RP kar pieniężnych na podstawie art. 260 ust. 3 TFUE.

Musimy być świadomi (zdawać sobie sprawę), że często to prywatna własność działa w sposób nieudolny (kadra zarządzająca), irracjonalny, niepragmatyczny, że to prywatne firmy nierzadko podatne są na korupcje, marnotrawstwo, malwersacje, nieodporne są na nadużycia, co w konsekwencji skutkuje upadkiem wielkich i małych firm prywatnych. Bardzo głośno w mas-mediach było (w sumie nie tak dawno temu) o korupcji w wielkich korporacjach (Enron).

Z efektywnością ekonomiczną na bakier są również prywatne podmioty gospodarcze, są niejednokrotnie także beznadziejnie zarządzane, (“spektakularnie”) potwierdziły to przykładowo prywatne koncerny w USA, dajmy na to AIG, firmy motoryzacyjne czy banki (doprowadziły świat na skraj katastrofy ekonomicznej), które w czasie kryzysu padały jak muchy “siejąc spustoszenie” wśród podwykonawców, kooperantów, poddostawców, “wyrzucając na bruk” dziesiątki tysięcy ludzi, topiąc giełdy itp., itd. . Banki szokują swoją bezkarnością, nieodpowiedzialnością, pazernością, skłonnością do nadużyć, podatnością na patologie, wyrazem tego jest ich polityka w latach 2004–2008 skutkująca m.in. dzisiejszym kryzysem frankowym.

Konkluzja nasuwa się machinalnie (samoistnie), że tak naprawdę nie ma znaczenia forma własności tylko m.in. konkurencyjne otoczenie, kompetencje, poziom umiejętności zarządców, (ich osobiste cechy m.in. poczucie odpowiedzialności). Menadżerowie muszą podejmować decyzje w ramach zdrowych zasad (czyli nie motywować się względami krótkoterminowych korzyści, nie dążyć do osiągania zysku za wszelką cenę, (działając wedle zasady „po mnie choćby potop”), w warunkach uczciwej konkurencji. Obligatoryjnie wymogiem jest aby mieli „bat nad sobą”, (surowe konsekwencje za popełnienie nieprawidłowości, nadużyć), muszą pracować w środowisku promującym najlepszych.

Prywatne podmioty gospodarcze są nierzadko bardziej nieodporne na presje polityczną niż państwowe przedsiębiorstwa. Pierwszy, lepszy ( z brzegu) przykład ( z naszego podwórka), włoski rząd nakazał dla Fiata przeniesienie produkcji samochodów z RP ( ze swojej najlepszej fabryki w Tychach) do Italii , prywatna firma wykonała „polecenie” niezwłocznie, bezdyskusyjnie podała się woli władz ze swojego macierzystego kraju (grzecznie i pospiesznie).

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU