Zbyt dużo władzy w rękach Niemiec wstrząśnie powojennym ładem w Europie? Cz.1

Zbyt dużo władzy w rękach Niemiec wstrząśnie powojennym ładem w Europie? Cz.1 Czy Berlin ignoruje politykę zagraniczną UE? Rząd RFN deprecjonuje obecnego przewodniczącego Rady Europy Donalda Tuska? Niemcy mogą być […]

Zbyt dużo władzy w rękach Niemiec wstrząśnie powojennym ładem w Europie? Cz.1

Czy Berlin ignoruje politykę zagraniczną UE? Rząd RFN deprecjonuje obecnego przewodniczącego Rady Europy Donalda Tuska? Niemcy mogą być niebezpieczni jeżeli poczują, że zdobyli absolutny prymat gospodarczy i polityczny w Europie? Angela Merkel wchodzi na drogę “dyplomatycznej” konfrontacji z USA? Czy nasz zachodni sąsiad stosuje politykę neokolonialną wobec europejskich krajów peryferyjnych? RFN prowadzi imperialną politykę zagraniczną? Czy w Niemczech występuje zawoalowany, nieagresywny, niemilitarystyczny, nacjonalizm? Niemcy stały się wierzycielem Europy? Czy Berlin przy pomocy restrykcyjnych przepisów eliminuje obce firmy z rynku niemieckiego? Niemcy “rozdają karty” przy obsadzaniu najwyższych stanowisk w strukturach Wspólnoty? Czy występuje obecnie kryzys bezpieczeństwa na Starym Kontynencie?

 

Dla “Sueddeutsche Zeitung” nie po pomyśli jest, że przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk stara się wywiązywać jak najlepiej z roli głównego reprezentanta Unii (na zewnątrz) w sprawach dotyczących wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, zachowując autonomie, niezależność wobec nacisków mocarstw zachodnich. „Prezydent” UE jest wybierany przez Radę Europejską większością kwalifikowaną (na okres 2,5 roku z jednokrotną możliwością odnowienia kadencji) a wiec jest przedstawicielem całej Wspólnoty, czyli nie może ulegać “widzimisię” (kaprysom) europejskich potęg gospodarczych, ma wyrażać wole wszystkich państw członków Unii, wpierać, kreować kompromis godzący interesy narodowe unijnych krajów. Jest odpowiedzialny za to aby żadne państwo członkowskie nie czuło się pokrzywdzone, wykluczone, zmarginalizowane wewnętrzną i zewnętrzną polityka Wspólnoty. Musimy zdawać sobie sprawę, że w praktyce polityka zagraniczna UE prawie nie istnieje, głównie ze względu na to, że Niemcy najpierw ją osłabiły, a dzisiaj ignorują.

Dla piewcy, wyraziciela polityki zagranicznej Niemiec (autora artykułu w”Sueddeutsche Zeitung”) bardzo podoba się postawa szefowej dyplomacji UE Federiki Mogherini, która jest “niemym narzędziem”, “pasem transmisyjnym” wyrażającym wole kontynentalnych mocarstw zachodnich. “Rzecznik” rządu RFN widzi Tuska w roli pacynki, kukiełki która ma moderować spotkania szefów państw i rządów krajów Wspólnoty. Bezpardonowo atakuje przewodniczącego Rady Europejskiej, przeinacza intencje Tuska przytaczając zapis szefa RE na Twitterze po styczniowym ataku rakietowym na Mariupol, wyciąga idiotyczne, debilowate, oczerniające wnioski, oskarża go, że niby zachęca agresora do ciężkich aktów przemocy. Wręcz pewne, że artykuł to “głos” rządu RFN, w Niemczech nie ma zwyczaju tak ostrych ataków na wysoko postawionych dygnitarzy europejskich, widać wyjątkiem jest kiedy tyczy się to Polaka. Dla Niemców irytujące jest samo to, że “śmiemy podnosić głos”, walczyć o swoje, stawiać opór kiedy rażąco naruszany jest podstawowy interes naszego państwa, nie do pomyślenia jest aby Polska która w oczach większości niemieckich decydentów jest poddańczym, zniewolonym, z-kolonizowanym przez RFN „krajem satelickim” miała „prawo głosu”. Sami do tego doprowadziliśmy głównie przez służalczą, wasalską, poddańczą postawę wobec RFN, politykę zagraniczną, uprawianą przez koalicje PO-PSL. “Nauczyliśmy” Niemców, że posłusznie, pospiesznie wykonujemy ich polecenia, ulegamy ich polityce mocarstwowej, godzimy się na zepchniecie nas na margines do roli kraju peryferyjnego, skolonizowanego kraju. Dlatego nie traktują nas jako partnera do rozwiązywania spornych kwestii, nie traktują nas jak suwerenne państwo z którym należy się liczyć i dostrzegać ich narodowe interesy, strać się wypracować kompromisy tylko jak służalczego, niewolniczego “parobka”, któremu zawsze narzuca się swoją wole.

Niemiecki gryzipiórek „propagandzista” ostrzega RFN przed potencjalnym konfliktem Niemiec z Polską na podłożu kwestii unii energetycznej. Jak wiadomo, nasz zachodni sąsiad przy pomocy prywatnych koncernów „wypłakał” niskie ceny za rosyjski gaz w zamian za „nie-mieszanie” się do polityki zagranicznej Kremla na obszarze byłego bloku wschodniego. Wychodzi na to, że Niemcy traktują byłe satelity ZSRR jak kartę przetargowa aby podbijać stawki, jak zaspokoją swoje żądania oddaje pole działania w Środkowo-Wschodniej Europie.
Niemcy pewnie chcą kontrolować politykę gospodarczą, polityczną UE, można odnieść wrażenie, że za wszelka cenę dążą do (prymatu) zdominowania Europy Środkowo-Wschodniej, czyli obszaru, który od setek lat ( z krótkimi przerwami) jest w różnej formie kolonizowany (rozbiory, okupacje, wasalstwo).

Niemiecki rząd (ma się takie wrażenie) zaczyna wchodzić na drogę konfrontacji z USA, to świadczy o tym, że czuje się bardzo silny. Niemcy mogą być nieobliczalni jeżeli poczują, że zdobyli absolutny prymat gospodarczy i polityczny w Europie. Ostatnio Berlin zarzucił naczelnemu dowódcy NATO w Europie propagandę. Do niedawna rząd RFN nie pozwoliliby sobie na tak zuchwałą postawę w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Według gabinetu Merkel, amerykański generał Philip Breedlove uprawia niby „niebezpieczną propagandę”. Nie można dopuścić aby RFN zdominowała UE, to wypaczy idee jakie przyświecały powstaniu Wspólnoty Europejskiej.

Prawa obywatelskie, prawa i wolności człowieka, demokracja, pluralizm, solidarność europejska. To wszystko uda się osiągnąć w ramach UE jeżeli organy tego „stwora prawnego” będą wybierane w powszechnych, niezależnych, suwerennych wyborach. Instytucje Wspólnoty muszą mieć bardzo solidny mandat społeczny, aby być wiarygodnymi i rzeczywistymi wyrazicielami woli Europejczyków. Dlatego struktury UE wymagają niezwłocznych gruntownych reform. Parlament Europejski (Instytucja Unii Europejskiej będąca odpowiednikiem jednoizbowego parlamentu, której członkowie są wybierani przez obywateli państw należących do UE na 5-letnią kadencję. Oficjalną siedzibą Parlamentu jest Strasburg.) musi zyskać większą władze, większy zakres kompetencji. Komisja Europejska (Organ wykonawczy UE, odpowiedzialny za bieżącą politykę Unii, nadzorujący prace wszystkich jej agencji i zarządzający jej funduszami. Komisja posiada wyłączną inicjatywę legislacyjną w zakresie prawa unijnego oraz jest uprawniona do wydawania rozporządzeń wykonawczych. Funkcjonowanie komisji jest wzorowane na rządzie gabinetowym. Na każde państwo członkowskie UE przypada jeden komisarz. Obecnym przewodniczącym KE jest Jean-Claude Juncker. Komisja jest odpowiedzialna tylko przed Parlamentem Europejskim.) nie może składać się z “eurokratów” tylko z wybranych w głosowaniu powszechnym poważnych, szanowanych, cenionych polityków. Nie może być ciałem, które jest oderwane od woli Europejczyków. Musi mieć legitymacje społeczną. To nie przywódcy członków państw UE powinni wybierać jej skład, tylko w sposób demokratyczny wybierany Parlament Europejski. Oczywiście UE to nie państwo ani nawet nie konfederacja i nigdy tym nie-będzie i bardzo dobrze, bo to by w konsekwencji doprowadziło do jej upadku.

UE to wspólnota niepodległych, suwerennych państw (narodów) dlatego istnieje groźba, że najsilniejsze mocarstwa gospodarcze zdominują pozostałe (w sumie to już się stało), dlatego Komisja Europejska mająca ogromną władze nad krajami członkowskimi nie może być oderwanym samoistnym „bytem euro- technokratycznym” bo będzie narzędziem w rękach potęg zachodnich (co już ma miejsce). Z drugiej strony Komisja Europejska jako „rząd” wspólnoty państw nie może mieć władzy absolutnej, nie może kreować zupełnie samodzielnie politykę gospodarczą, militarną, zagraniczną, od tego jest Rada Europy (i Rada Unii Europejskiej). Stanowiska w „rządzie Unii” (KE) nie mogą być obsadzane pod dyktando potęg zachodnich (Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii). Tylko jak mocarstwa (w szczególności Niemcy) będą trzymały się z dala od „rządu wspólnotowego” możliwe będzie sprawiedliwe, uczciwe prowadzenie polityki gospodarczej przez Brukselę, bez uszczerbku dla żadnego z członków państw UE, bez dzielenie na kraje uprzywilejowane ( z taryfa ulgową) i dyskryminowane, „dręczone” przez KE. Jest niedopuszczalne aby niektóre kraje miały dominującą pozycje wobec reszty krajów Wspólnoty. Jednocześnie należy nie dopuścić do ustanowienia linii podziału w Europie prze mocarstwa zachodnie, poprzez tworzenie własnych instytucji w ramach „podstref” (przykładowo Euroland) aby stawiać warunki graczom peryferyjnym.

Niemcy „spuszczone ze smyczy” (po II wojnie światowej doszło do podziału RFN i „ubezwłasnowolnienia” tego kraju na arenie międzynarodowej) przez Stany Zjednoczone, zaczynają USA ”podgryzać za nogawki”. Rozbisurmanienie Niemiec w politycy zagranicznej przybrało formę irytującą i wymagającą zganienia (skarcenia). Władze Niemiec ostro (nieprzejednanie, nieustępliwie, zaciekle, zajadle, zapamiętale, zawzięcie, zażarcie) atakują amerykańskiego generała Philipa Breedlove’a. W ten sposób bronią swoich interesów z Kremlem. Potajemne, zakulisowe lukratywne kontrakty podpisane z energetyczno-surowcowymi koncernami rosyjskimi pozwolą Niemcom “nabijać kabzę” na pośrednictwie w sprzedaży gazu w Europie. Oczywiście odbędzie się to kosztem państw ościennych, stracą na tym nasze narodowe czempiony (głównie PGNiG) a to pośrednio wpłynie na budżet państwa,  (z kolei to może negatywnie odbić się na stopie życiowej każdego obywatela RP). To jest nic innego jako element strategii budowy imperium gospodarczego RFN, wpisuje się to w niemiecką politykę sąsiedzką (podporządkowywanie, kolonizowanie, niszczenie krajów peryferyjnych, blokowanie rozwoju gospodarczego, przejmowanie najcenniejszych bogactw naturalnych, itp.).

Według “Der Spiegel” Breedlove prowadzi zbyt twardą politykę w stosunku do Moskwy. Z retoryki, linii redakcyjnej niemieckiego tygodnika wynika, że to RFN ma prowadzić negocjacje z Kremlem w kwestii „kryzysu ukraińskiego”. „Spigiel” uważa, że najlepiej byłoby jakby to Angela Merkel prowadziła negocjacje. To nic innego jak nadanie („samozwańcze”) wyłączności na uprawianie polityki zagranicznej Europy Niemcom, pycha RFN w ostatnim czasie rośnie w zatrważającym tępię. Tygodnik wydawany w Hamburgu posuwa się nawet do oskarżenia amerykańskiego generała Philipa Breedlove’a o oszczerstwa (publiczne wypowiadanie nieprawdy). “Żale” Niemcy skierowali do wybranego „za namową” ( z jej „błogosławieństwem)” Angeli Merkel, sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga („wypłakali się mu pewnie w mankiet”).

 

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU