Jak wyleczyć chorą służbę zdrowia, w Polsce?

Jak wyleczyć chorą służbę zdrowia, w Polsce? Burza medialna sposobem na ochronę interesów grup zawodowych. W kraju nad Wisłą służba zdrowia istnieje bardziej „dla samej siebie”, (etaty, generowanie stanowisk itp.) […]

Jak wyleczyć chorą służbę zdrowia, w Polsce?

Burza medialna sposobem na ochronę interesów grup zawodowych.

W kraju nad Wisłą służba zdrowia istnieje bardziej „dla samej siebie”, (etaty, generowanie stanowisk itp.) niż dla usługobiorców (pacjentów) i jest to typowa cecha  wpływowych grup zawodowych. Jest ukierunkowana na zaspakajanie w głównej mierze swoich potrzeb, sprawą nadrzędną jest interes grupy zawodowej , opieka zdrowotna społeczeństwa jest ze-pchana na drugi plan.

Silne organizacje traktują Polskę jak „krowę dojną”. W RP mamy do czynienia z przekładaniem interesu pewnych wpływowych środowisk nad dobro społeczne. (Istnieją w Polsce grupy zapewniając sobie dostatnie życie, niezależnie od swego zachowania i jego następstw).

Podejście kadry zarządzającej placówkami medycznymi

Postawa służb odpowiedzialnych za opiekę zdrowotną obywateli, oraz podejście Ministerstwa Zdrowia (pasmo wadliwej, spapranej legislacji, prowizoryczne działania, indolencja) sprawiła, że długi szpitali obecnie wynoszą 10,7 mld zł. (3 proc. więcej niż 2011 r.). Nikt tym się za bardzo nie przejmował (nie wliczając do szacownego grona, ignorowanych pacjentów). Zmieniło się to, kiedy dyrektorzy szpitali uświadomili sobie w pełni, że czas beztroskich, nieroztropnych działań, nieodpowiedzialnych posunięć, niegospodarności może już nie wrócić, dzięki ustawie o działalności leczniczej (ustawa daje możliwość przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego, a w przypadku placówek medycznych generujących straty narzuca ich przemianę.

Procedury medyczne są wyceniane zgodnie z interesem  Narodowego Funduszu Zdrowia i współgrają z największym dobrem dyrektorów szpitali jakim są m.in. premie (uznaniowe) za „efektywne” zarządzanie placówką.

Jak jest podejście dyrekcji szpitali i instytutów do zarządzania i dostępności świadczeń można się przekonać po reakcji Andrzeja Włodarczyka  w związku z odwołaniem go z stanowiska dyrektora Instytutu Reumatologii (nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytutów medycznych w swoim raporcie wykazała Najwyższa Izba Kontroli). Nawiązując do stanu instytucji, były dyrektor nie widział swojej winy w pogłębiających się kłopotach finansowych Instytutu. Jego zdaniem to niedopasowany kontrakt z NFZ nie pozwolił zbilansować działalności ośrodka, oraz konieczność nadwykonań.

Nie usłyszeliśmy nic o konkretnych działaniach byłego dyrektora w zakresie decyzji polepszających sytuację finansową ośrodka. Przyjmuje postawę o charakterze przede wszystkim roszczeniowym, nie dostrzega swoich błędów w polityce personalnej, w modelu zarządzania, w strategii minimalizowania kosztów funkcjonowania podmiotu (jeżeli ja w ogóle miał). Nie oczekujmy, że tacy ludzie dopatrzą się swojej winy, są nauczeni, że „nie muszą się zbytnio wysilać”, że „skarb państwa”, jak coś, to zawsze da brakujące pieniądze.

Dyrektorzy wywodząc się z środowiska lekarskiego, dbają, nierzadko, przede wszystkim o zapewnienie poparcia piastowania swojej funkcji, u personelu medycznego, z reguły potrafią „zadbać” o siebie ale nie o szpital, klinikę, Instytut. Ponieważ często nie są profesjonalnymi menadżerami, nie znają się zbytnio na zarządzaniu. Po za-tym wygodniej i prościej wyciągać ręce o coraz większą  kasę z budżetu państwa, niż na poważnie potraktować role menadżera,  stawić czoło problemom, które towarzyszą w funkcjonowaniu takiego rodzaju podmiotów. Musieli by sprostać wyzwaniu jakim jest prowadzenie racjonalnej polityki płacowej i personalnej, zgodnej z takimi pojęciami jak  dywersyfikacji kosztów, minimalizacje strat, likwidacja patologii ( bardzo niska wydajność komórek pomocniczych, przykładowo potężne koszty w funkcjonowaniu pralni, kuchni, „dyktat związków zawodowych” itp., itd.)

 Dojenie podatników

Samorządy z jednej strony nie mogą się odpędzić od pazernych nauczycieli, z drugiej pustoszą ich „skarbce” nadmiernie zadłużone szpitale. ( w efekcie, mieszkańcy gmin zapłacą za tą eskalacje żądań finansowych,  plącąc wyższe podatki za nieruchomości, za odprowadzanie ścieków, za wywóz śmieci itp. itd.).

Wszyscy obywatele z niecierpliwością czekają na przekształcenie placówek medycznych w spółki prawa handlowego, być-może wymusi to racjonalne zarządzanie i  rozsądne wydatkowanie środków na świadczenia. Nie powinniśmy ulec presji środowiska medycznego (podgrzewanie napiec, jątrzenie, rozsiewanie demagogii przez niektórych dyrektorów, „straszenie”), dąć sobie wmówić, że większość placówek upadnie po przekształceniu (taka sama śpiewka dla ochrony „ciepluchnych posadek” była w PKP, doprowadziło to do tego, że kolej jest w fatalnym stanie). Jeżeli upadną co niektóre spółki , to dla dobra ich samych i pacjentów (może, nieporadni i nieudolni dyrektorzy zostaną w końcu zastąpieni kompetentnymi menadżerami i zostanie wprowadzony z „prawdziwego zdarzenia” nadzór nad postępowaniem zawodowym „białych fartuszków”.

Wadliwe przepisy

Należy skończyć z prowizorką, podjąć odważne i reformatorskie kroki. W takim stanie dłużej nie da się utrzymywać systemu opieki medycznej. Nieodzowne są dobre przepisy (nie fuszerka legislacyjna), które pozwolą realnie wyceniać procedury medyczne (dokładnie określić koszty usług medycznych w szpitalach). Możliwe, że by pomogła, a na pewno nie zaszkodziła, ustawa o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych w publicznej służbie zdrowia. Placówki dostały by dodatkowy zastrzyk środków finansowych.

Warto by było okiełznać zamęt informacyjny (pacjenci są niedoinformowani), często nie są świadomi, że w sąsiednich miejscowościach są mniejsze kolejki do danych specjalistów (korzystna by była zmiana zasad współpracy między placówkami medycznymi w ustawie o działalności leczniczej).

Ma uzasadnienie, nadmienić w tym miejscu, o naszych „cudownych” przepisach, ich destrukcyjna siła daje o sobie znać również w systemie opieki zdrowotnej (w tzw. pakiecie ustaw zdrowotnych, w nieprecyzyjnym rozporządzeniu koszykowym ministra zdrowia, określającym jakie procedury finansuje NFZ, itp. “schrzanionych” przepisach).

Niedoróbki legislacyjne („zrobione na odwal”) to u nas codzienność, norma (niestety), która uderza boleśnie we wszystkich obywateli. Jedną z nich jest niewątpliwie ustawa o działalności leczniczej z początku 2012 r.( zgodnie z nią szpitale miały wykupywać dodatkowe polisy od zdarzeń medycznych za które ubezpieczyciele zaczęli sobie żądać od 300  do 700 tys. zł). Problem jak to zwykle bywa odsunięto w czasie ( Sejm znowelizował w czerwcu przepisy, przesuwając obowiązek posiadania polis na 2014 r.). Szpitale, które zdążyły wykupić  polisy uwikłano w niekorzystną sytuację (ubezpieczyciele nie oddali pieniędzy za okres, w którym udzielali ochrony ubezpieczeniowej).

Należy z cała stanowczością podkreślić, że za usługi, niezbędne do ratowania ludziom życia, nie powinny być ustalane limity.

„Ostrożnie” bym podchodził do zagadnienia, wykonywania usług komercyjnych przez publiczne lecznice ( a także do nadmiernego poszerzania koszyka płatnych świadczeń).

Istnieje zagrożenie (przy wadliwej „regulacji tej kwestii”), że wystąpi podział, na tych co płacą dodatkowo i na resztę. Niechybnie wystąpiło by ryzyko, że lepiej zacznie być traktowana grupa pacjentów dopłacająca pieniądze, bo będzie to przynosiło większe korzyści finansowe placówkom. A przecież to nie o to chodzi, ci co są lepiej usytuowani materialnie to już się leczą w rozbudowanej sieci lecznic prywatnych, (nie muszą poniewierać się po publicznych lecznicach, stojąc w kolejkach, czy korzystać z “zapyziałych”, brudnych szpitali) . Ale przeniosą się do placówek publicznych, jak będą zapewniać i podobny standard co w prywatnych, wiedząc, że taniej im to wyjdzie, jednocześnie spychając na „drugi plan” tych najbardziej potrzebujących (nie mających „zanadto ciapy”).

 Warto wiedzieć: .Zgodnie z artykułem 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Albo mamy w Polsce darmowy system opieki zdrowotnej (zespół osób i instytucji mający za zadanie zapewnić opiekę zdrowotną ludności) albo dochodzimy do wniosku, że to fikcja i „opieramy” ochronę zdrowotną na płatnych świadczeniach (z wyłączeniem „sytuacji” zagrażających życiu) i oddajemy pieniądze drenowane z kieszeni polskich podatników na ten cel (ubezpieczenie zdrowotne itp.). Ale to „raczej” nie wypali bo musielibyśmy zmienić naturę ludzką, ponieważ większość ludzi przetrwoniła by zwrócone pieniądze na codzienne wydatki, nie koniecznie związane ze zdrowiem.

Dobro pacjenta

Jak co roku do rzecznika praw pacjenta spływają skargi na utrudniony dostęp do systemu opieki zdrowotnej. Znaczne przeszkody w korzystaniu z opieki medycznej wynikają z niefrasobliwości dyrektorów, w czasie rozdzielania puli środków pieniężnych na świadczenia. W poszczególnych placówkach medycznych, zarządcy niejednokrotnie przyjmują „bierne” nastawienie do tego procesu. Lament podnosi się, kiedy nie ma pieniędzy na ochronę zdrowia obywateli, a to jest zdecydowanie za późno. Nie do pomyślenia jest aby lecznice publiczne (nieodpowiedzialni menadżerowi) i NFZ tworzyły fikcje zapewniania opieki zdrowotnej dla ludności. Niezrozumiale jest, że nie podchodzi się do wydatkowania środków finansowych jak do rozumnego rozdzielania ograniczonych dóbr.

Każdy z aktorów tego żenującego widowiska chce jak najwięcej wyszarpać dla siebie, pracownicy służby zdrowia, NFZ, rząd. Walka przybiera często drapieżne obliczę, stosowane są niepoprawne politycznie posunięcia, “brudne zagrania”. A pomyślność pacjentów tak naprawdę jest sprawą drugorzędna, gra się tylko  na emocjach, pod przykrywką wzniosłych haseł dobra pacjentów,  walczą o wyszarpywanie coraz większej kasy dla siebie, dyrektorzy, lekarze itd.

Padają zarzuty ze strony dyrektorów placówek, o dystansowania się szefa resortu zdrowia od problemów szpitali, oraz, o „nie-wspieranie poszkodowanych” prze NFZ, który błędnie wylicza koszty świadczeń w kontraktach.

Minister z racji swojego urzędu powinien bronić interesu ogółu obywateli (pacjentów), ma prowadzić tak „politykę zarządzania dobrem ograniczonym” (kasą), aby „środki” przede wszystkim zaspokajały potrzeby podstawowych świadczeń medycznych,  a szeroko rozumiany interes służby zdrowia (administracja, pracownicy, zleceniobiorcy) powinien być temu podporządkowany. Minister nie jest „marionetką” w rękach dyrektorów szpitali, lekarzy personelu medycznego, nie jest od „ślepego” zaspakajanie ich „wyimaginowanych” roszczeń.

Uleganie silnym grupom interesu przez ministrów

Tak jak dyrektorzy placówek medycznych nie powinni wywodzić się ze środowiska lekarskiego aby nie być zakładnikiem ludzi profesji tak i minister nie powinien ustępować wpływom silnych grup interesu.

Inaczej szef resortu ma skrępowane ręce, jak to jest w przypadku ministra edukacji Krystyny Szumilas. Kontrola NIK wykazała rażące nieprawidłowości w funkcjonowaniu oświaty, zostały postawione poważne zarzuty w stosunku do sprawności i formy wprowadzania zmian w funkcjonowaniu szkolnictwa, wytknięto indolencje w posunięciach na rzecz zmiany Karty Nauczyciela, reformy modelu zarządzania placówkami oświatowymi, dopatrzono się działań o znamionach pozoranctwa w kwestii naprawienia systemu kontroli funkcjonowania szkół oraz jakości kształcenia nauczycieli (który jest kpiną). Minister na zarzuty nie reaguje zbytnio, zbywa problemy zamiatając pod dywan. Nie dostrzega żadnych negatywnych zjawisk w systemie edukacji, uważa, że wszelkie zarzuty są nietrafne, a jak już się łaskawie przychyli do zarzutów twierdzi, że są nadmiernie rozdmuchiwane, widząc tendencje do przejaskrawiania „drugorzędnych” problemów. Szef resortu edukacji bagatelizuje wszelkie obawy, marginalizuje palące problemy. Minister wzbudza coraz więcej kontrowersji, wywołuje (niestety) negatywne emocje u obywateli. Przejawem dezaprobaty dla biernej i asekuranckiej postawy był wniosek PiS o odwołanie minister edukacji narodowej (co ciekawe Marszałek Sejmu Ewa Kopacz głosowała za wnioskiem o wyrażenie wotum nieufności dla szefa resortu, podobno przez pomyłkę). Znakiem rozpoznawczym Pani minister stała się wpadka z błędem ujawnionym w algorytmie stworzonym na potrzeby rozdzielania subwencji w oświacie (jest to błąd matematyczny, smaczku dodaje fakt, że popełniła go matematyczka z wykształcenia).

Inne powody dramatycznej sytuacji finansowych placówek medycznych

Przyczyn tak nierzadko katastrofalnych sytuacji finansowych lecznic jest wiele, do najbardziej istotnych należą, – nieudolne zarządzanie, nieodpowiedzialne decyzje (zapożyczanie się w parabankach), wdrażanie błędnych  rozwiązań minimalizowania kosztów funkcjonowania placówek (wadliwe umowy zlecenia prac dla zewnętrznych firm co często daje odwrotne skutki od zamierzonych,”), brak kreatywności, twórczego myślenia, (nierzadko trudno dostępne, wysokiej klasy urządzenia do zabiegów nie są odpłatnie „wypożyczane” firmom, co przyniosło by znaczące dochody), itd, itp.

Nie istnieje zewnętrzny, efektywny, skuteczny, system kontroli działań kadry zarządzającej placówkami medycznymi (to się tyczy całej budżetówki). Wszelkie kontrole są farsą, spisywane są przechwałki, nie ma obiektywnych ocen, po kontrolach jest ten sam „syf” jaki był.

Według niektórych ekspertów, w Polsce wydaje się za mało na system ochrony zdrowia, około 6 proc. PKB (średnia europejska to około 9 proc). Nadmiernie obciąża się szpitale zabiegami które mogły by być wykonywane w ramach procedur jednego dnia. Zanadto lekarze rodzinni uciekają od obowiązków, kierując pacjentów do specjalistów z schorzeniami z którymi sami by sobie poradzili (otrzymują pieniądze za liczbę zapisanych do nich pacjentów, a nie za liczbę wizyt, „niewypałem” jest także stawka kapitacyjna).

 

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU