Wyprawa gospodarcza Polski do Afryki ma znamiona desperackich działań w obliczu “katastrofalnego” deficytu budżetowego?

  „Wyprawa” gospodarcza Polski do Afryki ma znamiona desperackich działań w obliczu “katastrofalnego” deficytu budżetowego? Nasz PKB wzrasta w głównej mierze dzięki dotacjom unijnym.  Bezrobocie wciąż rośnie (ok 13 proc.). […]

 

„Wyprawa” gospodarcza Polski do Afryki ma znamiona desperackich działań w obliczu “katastrofalnego” deficytu budżetowego?

Nasz PKB wzrasta w głównej mierze dzięki dotacjom unijnym. 

Bezrobocie wciąż rośnie (ok 13 proc.). Kto tylko ma sposobność to ucieka z kraju,  zrażony brakiem pracy, „perspektyw życiowych”. Miliony Polaków popada w nędzę (pozbawieni jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa). „Zapaść demograficzna” jest nieunikniona.

 

W tych okolicznościach farsą jest udawanie przed Ukraińcami, że mogą od nas oczekiwać jakiegokolwiek wsparcia. Im możemy zaproponować wyłącznie „eksport” biedy do ich kraju, bo taki w dużej mierze jest efekt działań kolejnych rządów wolnej RP. 

Pytanie co my moglibyśmy od nich oczekiwać w przypadku kiedy my bylibyśmy „na ich miejscu” a oni na naszym (jakby się role odwróciły). Czy obdarzyli by nas troską (współczuciem), rzucili się w wir zabiegów, na międzynarodowej arenie, zmierzających  do wyegzekwowania dla nas środków finansowych  na wsparcie gospodarki? Przejrzenie historii  aby odpowiedzieć sobie na te pytanie, delikatnie ujmując, nie daje „raczej” pozytywnej odpowiedzi. 

Oczywiście działania dyplomatyczne zmierzajcie do uwolnienia Ukrainy z pod wpływów Rosji są jak najbardziej zasadne pod kątem naszej „strategii geopolitycznej”. Nie mniej ważne jest zwalczanie wszelkich przejawów, dyktatury, tyrani, przemocy, łamania praw człowieka, ograniczania wolności i praw obywatelskich w Europie. Polska powinna niestrudzenie zawsze brać udział w „stawianiu czoła” takim zjawiskom niezależnie od tego w jakim państwie europejskim ma to miejsce. 

Tym bardziej wałkowanie sytuacji na Ukrainie dzień w dzień nie jest do końca zrozumiale, chyba że to jest sposób rządu na oderwaniu uwagi opinii publicznej od problemów gospodarczych, społecznych, Polski.                                                   

Afrykańskie państwa niearabskie są najbardziej chłonne technologii. Ta cześć świata nie jest wybredna, przyjmie nawet nasz zapóźniony i nie innowacyjny przemysł, zaadoptuje na swoje potrzeby. Jak jedyny obszar na kuli ziemskiej jest wciąż niedoceniany pod kątem zasobów surowcowych i wielcy tego świata nie dostrzegają wciąż  (w pełni) wielkiego potencjału jaki dżemie  w Afryce-niearabskiej. Na innych kontynentach karty, w dużej mierze, zostały dawno rozdane i doszło do podziału “potencjału gospodarczego” przez „sygnatariuszy” układów gospodarczych. Polskim atutem jest niesplamienie swojego wizerunku haniebną kolonizacją.  Europa jest zdominowana przez potęgi gospodarcze, z naszym potencjałem technologicznym i kapitałem rodzimym, trudno nam przebić się na starym kontynencie. Grozi nam neo-kolonizacja.  Dochodzą kwestie czysto polityczne, nieformalne podziały, strefy wpływów itd., itd… Jesteśmy z jednej strony pod ciągłym naciskiem Rosji, która wszczyna regularnie wojny handlowe, gazowe itp. Po drugiej stronie zachód przewyższający nas rozwojem teologicznym, potencjałem ludzkim, dominuje  wręcz we wszystkich segmentach gospodarki. Jak nie uwolnimy się z tych kleszczy zależności, nie odnajdziemy “lądu” na którym moglibyśmy zbudować potęgę naszych przedsiębiorstw, zdobyć odpowiedni kapitał do rywalizacji z największymi graczami współczesnego zachodu, USA, tygrysów azjatyckich, itp., jeżeli nie wyjdziemy poza Europe, skażemy się na marginalizacje na ubóstwo i nigdy niezrealizowane marzenie o dobrobycie.

Bez wsparcia rządu polskie firmy raczej nie są w stanie zaistnieć na międzynarodowym rynku. I to się nigdy nie zmieni, dopóki nie powstanie więcej czempionów narodowych. Tylko takie firmy kontrolowane przez państwo są w stanie podjąć rywalizacje z  koncernami międzynarodowymi. I tylko takie firmy myślą wielowymiarowo, skupiaj się na rentowności, na poziomie zysków, ale również “kładą” duży nacisk na kwestie społeczne –ekonomiczne. Pokaźne dywidendy zasilają budżet państwa, a wiec trafiają do krwiobiegu gospodarki, pomnażają skarb państwa, który musi sprostać obowiązkom publicznym, takim jak m.in. szkolnictwo, służba zdrowia, administracja, wojsko, itd.. Jakbyśmy wyprzedali strategiczne firmy, to m.in. zyski trafiły by do zachłannych i nigdy nienasyconych udziałowców.

Potężne koncerny, holdingi globalne, wspierane przez silne macierzyste gospodarki tworzą na świecie sieć kanałów dystrybucyjnych. Mają szeroko zakrojone plany ekspansji, każdy kraj traktowany jest jak rynek do przejęcia, „do zdobycia”, do zdominowania, stosuje się do tego celu „chwyty poniżej pasa”. Z tych kanałów dystrybucyjnych polski kapitał, biznes jest wyrugowany, mimo bycia w strukturach Unii, albo sprowadzony do roli drugorzędnej. Ale to nie przekłada się w jakimkolwiek stopniu na prawdziwą integracje polskiego przemysłu z najbardziej liczącymi się graczami biznesowymi.  

Brazylia, Chiny i Turcja to kraje, które nieźle wychodzą na ekspansji Afryki, czerpią z tego coraz większe profity. Ich strategia, model zdobywania rynku afrykańskiego zdał egzamin. Upraszczając, strategia głównie polega na tym, że buduje się  im infrastrukturę w zamian za surowce (ropę, gaz, miedź, żelazo i metale rzadkie).

Każda ekspansja aby przyniosła pożądane rezultaty wymaga przemyślanego działania, zbadani rynku, zdobycia przyczółków, stworzenia sieci dystrybucyjnych. Nawiązanie „odpowiedniej relacji” z decydentami danego kraju. Nie uda się również bez „góry pieniędzy” a to może zapewnić tylko największe banki państwowe, lub  instytucje finansowe „najeźdźcy”(np. Banku Gospodarstwa Krajowego,  Polskie Inwestycje Rozwojowe, itp. ). Podobnie jest z firmami, raczej tylko wielkie polskie czempiony narodowe mają wystarczające zasoby kapitałowe, ludzkie i technologiczne aby podołać wyzwaniom jakie czyhają na „konkwistadorów” na „dziewiczym lądzie”.

Niezbędne jest stworzenie mechanizmu finansowego wspierającego podbój nowych rynków, inaczej kończy się to zawsze albo fiaskiem albo marginalnymi przedsięwzięciami. Przykładowo złoża fosforytów jakie nabyła Grupa Azoty ma tylko wymiar symboliczny,(transakcja warta 29 mln dol.),  podobnie jest z kontraktem lubelskiego Ursusa na sprzedaż ciągników do Etiopii za 90 milionów dolarów.

Polska jeżeli chce się pobawić się w zdobywcę „ziemi obiecanej”  musi w pierwszej kolejności przeprowadzić szkolenie kadry dyplomatycznej, bo do polskich placówek zagranicznych trafiają z reguły niekompetentni, bez przygotowania merytorycznego, wyłonieni z klucza politycznego, przypadkowi „działacze partyjny”. Wyjazdy do ambasad, konsulatów itp. traktowane są zazwyczaj jak „wyprawy wakacyjne”, jako „ciepła” partyjna posadka.

Niezbędne jest prześwietlenie systemów prawnych, wywiad gospodarczo-społeczny. Odpowiedni kapitał ludzki. Obligatoryjne jest zdobycie wiedzy o tym z kim wskazane jest nawiązać współprace, stworzenie listy decydentów, określenie przeszkód do realizacji obranych celów. Należy wziąć pod uwagę specyfiki danych kultur i ograniczenia z tego wynikające,  itp., itd..  Ważne są kampanie na rzecz lokalnych społeczności, zdobycie sympatii „podarkami”,  przychylności dotacjami, powinniśmy mieć w tej materii znaczące doświadczenia bo na nas przećwiczył to niejednokrotnie zagraniczny kapitał. Najbardziej spektakularnie i obrazowo, z wielką pompą, angażując to media i nierzadko polityków,  przeprowadzały to międzynarodowe koncerny czy holdingi  europejskich potęg gospodarczych.

Konglomeraty narodowe są jak potężne „spychy” przedzierające się przez “dżungle”, za nimi na utartym szlaku maszerują mniejsze spółki prywatne. Cała kampania finansowana musiałaby być przez polski kapitał pochodzący z pieniędzy publicznych. Albo powinien być stworzony na ten cel specjalny fundusz. Wszystko powinno się opierać na kredytach dających poczciwy zarobek dla skarbu państwa. Jednocześnie wskazane aby kredyty były bardziej dostępne (z gwarancją dostaw surowców afrykańskich). Powinna to być  zdecydowanie atrakcyjniejsza forma zdobycia kapitału niż oferty komercyjne.

Kraje przynoszące największe zyski z lokowanych tam inwestycji to m.in.: Nigeria, Angola, Sudan (ropa); Nigeria, Zambia (miedź). Niezbędna jest rozbudowa sieci biur handlowych, placówek dyplomatycznych mających wiedze niezbędną dla potencjalnych polskich inwestorów, mających kontakty, potrafiących załatwić, szybko, sprawnie, wszelkie formalności. Potrafiących umiejętnie wspierać polski kapitał w przebijaniu się przez lokalną biurokracje. To nie powinny być fasadowe instytucje zrzeszające zasłużonych „braci partyjnych”, to nie powinny być partyjne „ośrodki wczasowe”.

Dane na temat ambasad aktualnych graczy na rynku afrykańskim pokazują mizerotę i fasadowość działań polskiej dyplomacji.  Przedstawicielstwa: Amerykanie (49), Chiny (48), Rosja (38) i Brazylia (37), Indie (30), Turcja (30). My chcemy zawojować rynek afrykański (krajów niearabskich) posiadając 5 ambasad (Angoli, Etiopii, Kenii, Nigerii i RPA). Polski państwowy wydział promocji handlu i informacji mammy w RPA, niestety jedyny poniżej równika.  

Nasze uczelnie powinny odegrać znaczącą role w ekspansji Czarnego Lądu. Mogą posłużyć jako ośrodki kreujące pozytywny wizerunek naszego kraju u przyszłych decydentów krajów afrykańskich, kształconych się u nas (fundowanie stypendiów). Magistrowie, doktorzy, wracając do swoich krajów są bardzo cennymi „nabytkami” w tworzeniu mechanizmów  kontaktów biznesowo-politycznych.

Można pójść dalej, wybudować szkołę, instytut naukowy (np. instytut rolniczy lansujący „potrzebę” eksportu chociażby polskich produktów rolno-spożywczych) aby wypaść dobrze w oczach oficjeli i okolicznej społeczności. Nasze uczelnie nie przejawiają zainteresowania podbijaniem afrykańskich rynków przez naszych rodzimych inwestorów. Mało prawdopodobne abyśmy się kiedykolwiek doczekali otwarcia na polskiej uczelni wydziału poświęconego gospodarce i kulturze kontynentu afrykańskiego (analizy branż, rynku itp.), takiego odpowiednika  London School of Oriental Studies.

Nie można zapomnieć o tak zwanej „ pomocy rozwojowej”, PR to potężny oręż w ręku „zdobywcy rynków”, niezbędny do podboju nowych „obszarów inwestycyjnych”. Ogromną wiedza jaką posiadają nasi politycy z zakresu PR powinna być „pomocna” dla polskiego biznesu, który ma ambicje „podbijać świat”. Nasi oficjele w tej materii nie mają sobie równych. Po kilku występach w afrykańskich TV rynek ten stanąłby przed nami otworem, pojawił by się fenomen „fascynacji polskością” na Czarnym Lądzie, bylibyśmy spostrzegani jako „zbawcy narodów afrykańskich”, oczywiście do czasu kiedy by się nie kapnęli, że to blef,  umiejętnie stosowany publice relations, (umiejętne operowanie sloganami, frazesami, przekonywujące i chwytliwe płomienne wypowiedzi, stosowanie socjotechniki, technik manipulacyjnych, graniu na emocjach, sięganie w przemowach po wyższe wartości dla celów politycznych itd., itp.). Niestety za tym wszystkim kryje się tylko, wyłącznie, polityka i najniższe pobudki jakie tylko można sobie wyobrazić. Często nasi politycy, przez nieuwagę, przyłapywani są na nabijaniu się z tego co przed chwilą publicznie nawijali do polskiego społeczeństwa, odkrywając obrazowo rąbka o co w tym wszystkim chodzi. Nasza publiczna telewizja też ma bardzo zbliżone tendencje w lansowaniu „prawd”, w tworzeniu atmosfery „patosu” przy nadążającej się okazji. Spikerzy sportowi zamieniają się w „trybunów społecznych”. Programy publicystyczne, filmy dokumentalno-społeczne ociekają „sympatią” do aktualnie rządzących. Atutem TP jest to, że jest publiczna (należy do skarbu państwa), dzięki temu jest bardziej odporna na silne grupy interesu, grupy lobbingowe, organizacje biznesu które potrafią kupować „opinie publiczną” m.in. dzięki temu rosną w siłe, ich majtki powiększają się w zawrotnym tempie, a kolejne rządy zachowują się jakby te grypy stały ponad prawem, nie tyczyło się ich poczucie solidarności społecznej, odpowiedzialność społeczna, łożenie na instytucje państwowe niezbędne do działania państwa, do rozwoju gospodarczego kraju. Niestety jednocześnie TP jest nieodporna na naciski partii dzierżących władze, ale to wynikła tylko z braku odpowiednich mechanizmów chroniących telewizje publiczną przed presja rządzących. Wymaga to zmian legislacyjnych. Odpowiedniej otoczki prawnej, która pozwoli być TP, w dużej mierze być niezależnym politycznie środkiem przekazu publicznego. Niepojęte jest dlaczego aby zdobyć źródło finansowania tej instytucji, nakłada się na społeczeństwo kolejną daninę. Środki na działalność TP powinny pochodzić po części z działalności a po części bezpośrednio z budżetu państwa. Można je znaleźć, wystarczy pozbawić przywilejów  nauczycieli, sędziów, , mundurowych, górników itp., itd.. Zwiększyć podatek dla najzamożniejszych. Ukrócić patologie podatkowe (w wyniku przestępstw gospodarczych budżet państwa traci dziesiątki miliardów). Rozprawić się z nielegalnym przemytem wyrobów akcyzowych,  z przekrętami na wielkich polskich inwestycjach budowlanych (tajemnicze bankructwa, „znikające setki milionów z „placów budowlanych”, roszczenia podwykonawców drenujących państwo z miliardów),  itd., itp.. Do TP powinna być wprowadzone standardy korporacyjne zwiększające efektywność, poprawiające zarządzanie, organizacje, etykę, kulturę pracy, przy odpowiedniej polityce zasobami ludzkimi, z naciskiem na rentowność a zarazem na jakość działalności, z wewnętrznymi i zewnętrznymi audytami, łącząc to ze służba społeczną.

Wracając do tematu ekspansji

Do walki o podbój rynków afrykańskich powinna się „przyłączyć” Polska Agencja Wspierania Inwestycji Zagranicznych. Między innymi do tego została powołana, aby wspierać polski biznes w „ekspansji”. Ma tez nie małą role do odegrania w zabiegach zmierzających do sukcesu programów Go China i Go Africa, Ministerstwa Gospodarki.

Media mają ogromny wpływ na odbiór społeczny działań ekspansyjnych pojawiającego się nowego gracza na rynku Afryki subsaharyjskiej.  Nie może ich zabraknąć, dobrze o tym wiedzą wszyscy ci co chcą osiągnąć sukces biznesowy w Afryce. Mamy zatrzęsienie TV (m.in. CCTV, China Daily,) tworzonych na potrzebę kampanii propagandowych, w celu wybielania działań często „nie fer” państw zaangażowanych w ekspansji na Czarnym Lądzie, na potrzeby wpajania społeczeństwu „jedynie słusznych rozwiązań gospodarczo-społecznych”, na potrzeby piętnowania „innej” drogi systemowo-politycznej. Innymi słowy robi się wszystko za pomocą „kupionych” ekonomistów, prawników, decydentów, uczonych, aby wmówić społeczeństwu, że my („zdobywcy”) jesteśmy po to aby wam „pomóc”. W Polsce na własnej skórze odczuwamy te mechanizmy, szeroko zakropione działania PR „kapitału zagranicznego”.

Rząd będzie to…. będzie tamto… a co z tego wychodzi to każdy Polak wie, wielkie…

Podobno ma rozwijać wsparcie dla firm pragnących zaistnieć gospodarczo na afrykańskiej ziemi. Gadki co niby takiego będzie robione jak zawsze nieźle brzmią. Planuje się wysyłanie misji gospodarczych (m.in. w ramach Go Africa do Kenii, Tanzanii, Senegalu, Angoli i Mozambiku). Podsekretarze Ministerstwa Gospodarki i Spraw Zagranicznych mają wykazać, że publiczne pieniądze przeznaczane na ich pensje nie są marnotrawstwem. Mają udowodnić, że oprócz dyplomatycznych  uśmiechów i zgrabnych wypowiedzi potrafią coś więcej. Dotychczas nawet miedzy sobą nie potrafili się dogadać paraliżując placówki dyplomatyczne. Impas rujnował przedsięwzięcia gospodarcze. Teraz ma się to zmienić. Politycy w Polsce podobno zrozumieli, że spotkania przywódców państw mają rozwiązywać problemy gospodarcze, polityczne, maja torować drogę do przedsięwzięć gospodarczych, maja przynosić inwestycje, tworzyć grunt pod wymiany handlowe. Dotychczas, ma się wrażenie, że traktowali te wyjazdy jak „spotkania towarzyskie przy kawce”.

W azjatyckim Dubaju ma być otwarte nasze biuro gospodarcze. To tu sztab „wykwalifikowanych, kompetentnych, przygotowanych merytorycznie, wysokiej klasy ekspertów” będzie  prowadzić działania „zaczepne” w Polskiej kampanii podboju Afrykę Wschodniej. Niestety nie wiadomo do końca o co chodzi bo jak dotychczas  działania polskich firm są skupione na Afryce subsaharyjskiej.  

Gdzie pojawią się nowe wydziały na razie nie wiadomo. Zaklepana jest wizyta w 2015 r, w Polsce ministra zasobów naturalnych Senegalu.. To właśnie m.in. w tym  afrykańskim kraju  Polacy w końcu ubili jakiś interes (Grupa Azoty  zamierza pokazać wszystkim niedowiarkom, sceptykom, ze w Afryce da się robić niezłe interesy. Pokazuje jak należy się do tego zabrać, zamierza przetwarzać i sprzedawać wydobywane surowce, kreując na to zapotrzebowanie poprzez budowę lokalnego rynku).

Nasz premier już zdołał pozwiedzać  m.in. Nigerię, RPA i Zambię.. Na pytanie czy to będzie coś więcej niż „wycieczka krajoznawcza”, odpowie przyszłość. Były i nasiadówki w Polsce  (Forum Gospodarcze Europa Centralna – Afryka w Katowicach, Kongres Poland-Africa w Łodzi), na razie namacalnych efektów nie widać.

W Chinach raczej nie mamy czego szukać. Chińczycy chcą ekspansji, zdobywania rynków, przyjmowali kapitał zachodni raczej głownie aby zdobyć technologie. Poza tym co możemy im zaproponować oprócz produktów rolno spożywczych raczej niewiele. Nawet jak by coś się znalazło, to jest to bardzo trudny rynek  pod kątem kulturowym, wcale nie jest taki wolny i otwarty jak się może wydawać. Wymaga na wstępie dużego kapitału aby się tam przebić itd. itp.. Chińczycy nie potrzebują już inwestycji, doskonale sobie radzą bez nich. Kraj środka z ogromnego importera, dawcy taniej siły roboczej stal się potentatem eksportowym, inwestorem przejmującym, zdobywającym rynki na całym świecie. My ze swoimi jabłkami, malinami, wieprzowiną itp., możemy wywoływać tylko uśmiech na ich twarzach. W ogóle to należało by zbudować mechanizmy handlowe, siec dystrybucji, kto niby miałby się tym zając? My podobnie jak na rynku europejskim i tam dołączamy się („na przyczepkę”) do kanałów handlowych wielkich międzynarodowych graczy.

Inaczej jest w przypadku Afryki tam głownie chodzi o surowce a my  na szczecie posiadamy narodowe czempiony nie przejęte przez zagraniczny kapitał, dzięki temu możemy tam zaistnieć jak tylko zaangażuje się odpowiednio nasz rząd w te przedsięwzięcie. Afryka zdecydowanie bardziej jest otwarta na nasz kapitał, inwestycje niż Chiny. Rynek Afrykański wchłonie  „każdy” produkt, przyjmie „każdą” inwestycje pod warunkiem, że się wypracuje odpowiednie relacje polityczne z decydentami. Tylko tam nasza gospodarka może wydać się „innowacyjna” i atrakcyjna pod kątem inwestycji czy transakcji handlowych.  

Zobaczymy co wyjdzie z tych wszystkich zapowiedzi, a jest trochę  planowanych działań naszej dyplomacji. Promocja naszych ofert handlowych w Afryce. W krajach w których przeprowadzono najazdy naszych czołowych oficjeli (m.in.  Nigerii, Zambii i Republice Południowej Afryki) ma być organizowane wsparcie dla polskich przedsiębiorców, przez resorty działające w obszarze danych negocjacji handlowych. Nasi działacze „chwalą się”, że możemy zdobyć kontrakty warte nędzne 200 mln dolarów rocznie w RPA (eksport żywności). Narażając się w ten sposób na kpiny i szydzenie obserwatorów. Ale nawet to może być tylko kolejną przechwałką.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomina o ogromnej roli tzw. wsparcia „miękkiego”. Oferuje pomoc, „paja” chęcią współpracy na tym gruncie z Ministerstwem Gospodarki. Wysyła sygnały o gotowości podjęcia niezbędnych działań w tym kierunku. Ale czy to przybierze wymiar namacalny i nie skończy się na kolejnych  wizjach, planach, nie mających przełożenia na konkretne działania? Czy może mamy do czynienia z kolejnym „festiwalem szczytnych celów”, płomiennych zapowiedzi? Aby nie była to tylko kolejne widowisko polityczne, urzędnicy, obu resortów powinni zabrać się (z dużym zaangażowaniem) za współprace z wyspecjalizowanymi agencjami specjalizującymi się w pomocy przedsiębiorcom. Użyć takich instrumentów jak przykładowo Europejski Fundusz na rzecz Demokracji, system małych grantów w ramach pomocy rozwojowej, itp.. Ale i tak największą wagę mają kontakty osobiste z tamtejszymi decydentami. Wśród nich są absolwenci polskich uczelni co powinno ułatwić nawiązanie odpowiednich relacji („odnalezienie wspólnego języka”). Mogą okazać się wytrychem otwierającym drzwi do tamtejszych rynków. Być cenną „skarbnicą wiedzy”, ułatwiać przechodzenie przez zawiłości i specyfikę kulturową, prawną, usprawniać negocjacje,  itp.. Doskonałym pomysłem było by zorganizowanie jakiegoś „kongresu” (czy coś podobnego), który by miał za zadanie zgromadzenie byłych absolwentów polskich uczelni z wszystkich krajów afrykańskich w jednym miejscu, wtedy ci co poważnie myślą o handlowaniu z Afryką, inwestowaniu itp. powinni tam być (MSZ stawia na zorganizowanie takiej „ imprezy” w Etiopii).

Wszyscy zainteresowani podkreślają, że niezbędny jest system gwarancji dla firm które chcą prowadzić działania gospodarcze na rynku afrykańskim. Na razie nie wiadomo jak to ma być rozwiązane, trwają podobno prace nad tym, prowadzone są konsultacje z potencjalnymi beneficjentami tego rodzaju wsparcia.

W działaniach w sferze dyplomacji gospodarczej zaczyna uczestniczyć również Ministerstwo Rolnictwa, nie wiadomo co konkretnie mają robić przedstawiciele tego resortu, wiadomo natomiast, że szykują się do wyjazdu m.in. do Kenii, Tanzanii, Senegalu, Angoli i Mozambiku. Zapewne pierwsze decyzje w związku z „wypadem” to poddanie się szczepieniom na choroby tropikalne oraz  zaopatrzenie się w odpowiednie olejki przeciwsłoneczne i co nie mniej ważne kupno „zestawów do nurkowania”.

Afrykanie mają po dziurki w nosie Chińczyków, i inne nacje które zawojowały tamtejszy rynek.

Nie wiem z czego to wynika ale mamy nawet niezłą „markę” na Czarnym Lądzie jako kraj. Nie zdążyliśmy się jeszcze im nigdy w historii narazić jakimś niecnym czynem. Mamy czyste konto pod tym kontem, a to jest szalenie ważne  w Afryce subsaharyjskiej. Afrykańczycy przywiązują do tego uwagę jak nikt inny, kolonizacje dały im się we znaki, teraz  znowu ekspansje, zaczynają, niektórych krajów,  przypominać neo-kolonizacje, dlatego szukają alternatywy, z chęcią pogonili by Chińczyków, Europejczyków zachodnich, itd. itp..

Niestety „zabawa medialna” pod tytułem polska ekspansja gospodarcza w Afryce, trąci mrzonką jak się przytoczy się liczby. Wymiana handlowa: Polska – Afryka w 2012 wyniosła 3,5 miliarda dolarów (70% to transakcje z RPA, Algierię, Maroko i Egipt). Natomiast wymian handlowa  przykładowo Chiny – Afryka w 2012 wyniosła 198 miliarda dolarów, Brazylia  – Afryka (27,2 miliarda dolarów w 2011 r., 90 proc. importu z Afryki w 2011r. to ropa i surowce),  Turcja  – Afryka (20 miliardów dolarów w 2009 r.:).

 

Afrykę przekopiowuje się wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu surowców (ropa naftowa, gaz, węgiel i rudy metali, na czele z miedzią, żelazo i metale rzadkie), to dzięki nim Afryka wychodzi z biedy i czeka ją raczej (prawdopodobnie) „świetlana przyszłość”, a na pewno nie nędza.

Budowa infrastruktury na Czarnym Lądzie, to też może być intratnym biznesem, w tej materii  Polska może odegrać znaczącą role. Pytanie czy będzie chciała. Albo raczej czy zdoła i czy kiedykolwiek to nastąpi. Tam raczej nikt nie buduje za pieniądze w większości za surowce, które nie są kupowane tylko „wywożone”.

Rozbudowa energetyki nabiera coraz większego tempa w Afryce, Polacy mogli by i w tym procesie uczestniczyć. Nie sposób pominąć innych perspektywicznych obszarów współpracy,  (choć zdecydowanie mniej dochodowych), przykładowo – produkcja leków, żywności, sprzedaż  broni, dóbr przetworzonych, maszyn a także ochroną zdrowia, edukacja.

Jak, tak naprawdę, podchodzi polska administracja do programu Go Africa, widać na rządowych stronach internetowych. Zbieranina pościąganych z Internetu informacji (np. z południowoafrykańskiego informatora rządowego z 2012 r.) na temat krajów afrykańskich. Dochodzi do rażących pomyłek. Przykładowo informacje tyczące RPA są umieszczone pod hasłem Mozambik itp., itd..

Razi brak spójności działań rządu, podległej administracji, firm pod kontrola państwa, podmiotów prywatnych. Dostrzega się brak koordynacji w podejmowanych przedsięwzięciach na Czarnym Lądzie. Można odnieść wyraźnie, że jest to wielka fikcja. Pozorne działania pod publiczkę. Wszystko tak naprawdę zaczyna się i kończy na kilku konferencjach, na których w otoczeniu dziennikarzy recytowane są zgrabne przemowy, przygotowane przez fachowców od public relations. Następnie wszyscy się rozchodzą i „temat zostaje wrzucony do przysłowiowej “szuflady”. Reszta to symulowanie działań, aby odfajkować w urzędowych raportach, że to i tamto się zrobiło,( „a wiec coś się działo”). A czy przyniosło to jakieś skutki, czy przybliżyło do celu, czy mało racje bytu, czy wywołało to konkretny rezultat to  już „sprawa  drugorzędna”.

Według MFW, dużo wskazuje na to, że w przyszłości Afryka stanie się lokomotywą światowego wzrostu. Według zainteresowanych  XXI wiek będzie wiekiem Czarnego Lądu. Dotychczas Afryka raczej kojarzyła się z biedą, krwawymi wojnami domowymi, suszą, chorobami (malaria, AIDS).

Aktualnie to się zmienia dzięki odkryciu ogromnych złóż surowców. Nie mniej ważna jest ekspansja Chin. Raczej ma znamiona „grabieży gospodarczej”. Chińczykom chodzi o to by „wyrwać” jak najwięcej surowców. Aby sobie to ułatwić budują infrastrukturę w Afryce-niearabskiej. Dodatkowo są „stabilizatorem” wszelkich potencjalnych niepokojów. (jest ich tam już koło miliona). Eksport Czarnego Lądu do Państwa Środka to 198 miliardów dolarów, a eksport Chin do Afryki to 113 miliardów dolarów. 85 miliardów dolarów Afrykanie mają na „wydatki”. Polska może sięgnąć po cześć tych pieniędzy prowadząc profesjonalnie przygotowaną  i zaplanowaną ekspansje w Afryce-niearabskiej.

Aktualnie budujemy „potęgę” naszego przemysłu zbrojeniowego. Obecnie jest to konsolidacja, restrukturyzacja, niby stawianie na innowacyjność, niby przejmowanie zachodnich technologii i udoskonalanie ich. Najlepiej jednak nam wychodzi jak na razie kupowanie licencji na produkcje sprzętu wojskowego z możliwością  eksportu danego produktu. RP mogła by robić kokosy w Afryce na sprzedaży najnowocześniejszego na świecie transportera bojowego Rosomak itd., itp.. Dlaczego tego nie robi? Tym-bardziej, że zapraszaliśmy już decydentów z krajów afrykańskich i jasno dali nam do zrozumienia, że Rzeczpospolita jest im „potrzebna” m.in. do zakupu broni.

Afryka niearabska mogła by nam pomóc uniezależnić się od rosyjskich surowców. Znacząco wpłynąć na poprawę naszego bezpieczeństwa energetycznego. Wszyscy tam „bija się” o ropę, jej eksploatacja jest najbardziej dochodowa. Dodatkowo Afryka „oferuje” nam m.in. 80 proc. światowych zasobów platyny, 70 proc. fosforytów  i 50 proc. złota i diamentów.

Warto przyglądać się działaniom gospodarczym, najbogatszych afrykańskich przedsiębiorców, przykładowo Nigeryjczyk Aliko Dangote (majątek 16 mld dolarów) buduje rafinerię i wytwórnię nawozów. W jego ślady powinny pójść polskie czempiony państwowe, to są te obszary działalności gospodarczej w których Polska może zaistnieć w Afryce.

Subsaharyjska Afryka wbrew obiegowym opiniom jeszcze nie została zdominowana przez inwestorów Chińskich.  Nadal na wysokich pozycjach w tej materii trzymają się byłe potęgi kolonialne z Europy zachodniej i Ameryka. (według ONZ-owskich danych z z 2011 r., przodują w bezpośrednich inwestycjach:  Francja, USA, Chiny i co może zaskakiwać Malezja głownie dzięki  korporacjom – naftowo-gazowym prowadzących swoją działalność gospodarczą m.in. w przemyśle, energetyce i rolnictwie).

Nieudane projekty biznesowe spółki PGNiG w Afryce wizerunkowo mogą nadszarpnąć projekt Go Africa. Jej nieudane inwestycje w Libi i Egipcie, mogą zniechęcać. Ale tylko na pozór ponieważ wpływ na te porażki inwestycyjne miała destabilizacja tego rejonu (rewolty), niepokoje społeczne. Ale to wszystko rozgrywa się w krajach „raczej” arabskich. Dodatkowo trudno było przewidzieć wydarzenia w Libii czy Egipcie, które zmieniły tam całkowicie pozycje inwestorów takich jak PGNiG. Straciły na tych nietrafionych inwestycjach największe koncerny m.in. BASF, OMV, Total.

Nawet w najbardziej stabilnych regionach świata inwestycja może nie wypalić. Grupa Lotos w Norwegii potrafiła zaliczyć porażkę.

PGNiG to dziwny „twór  gospodarczy” z udziałami Gazpromu sięgającymi 50%. To jest potężny “ciężar” dla spółki, musi się zmagać z ciągłymi próbami destabilizacji działalności firmy przez przedstawicieli rosyjskiego potentata gazowego. Niezrozumiałe jest dlaczego Polska nie dąży do odkupienia udziałów. Nawet premier Węgier Viktor Orban, spostrzegany jak wielki zwolennik „zbliżenia” polityczno-gospodarczego jego kraju z Rosją, zrobił wszystko aby odzyskać kontrole nad potentatem paliwowym  na Węgrzech i po wielu zmaganiach mu się to udało (wydał na to wielką kasę, posiłkując się międzynarodowymi pożyczkami). 1,8 mld euro z pożyczki od MFW wydał  ten kraj aby przejąć od rosyjskiego koncernu Surgutnieftiegaz pakiet 21 proc. MOL. Węgry i w tym przypadku w  przeciwieństwie do Polski widocznie  mają większe poczucie odpowiedzialności w materii bezpieczeństwa  energetycznego kraju. Solidarnie wszystkie liczące się opcje polityczne na Węgrzech  doprowadziły do uchwalenia prawa uniemożliwiającego wrogie przejęcie ich koncernu paliwowego. I co niebywale ważne, nie pozwolili Rosjanom korzystać z praw akcjonariusza MOL.

Wychodzi na to, że elity polityczne Węgier mają większe poczucie dobra społecznego, interesu państwa. Chronią społeczeństwo, kraj, przed zewnętrznymi niebezpieczeństwami. Nierzadko postawa spółki PGNiG uderza w interes narodowy, w strategie państwa. Co jest bardzo niebezpieczne, niejednokrotnie jej cele są całkowicie odmienne od strategicznych celów rządu. To jest niebywale ważna spółka pod kątem szeroko rozumianego bezpieczeństwa państwa polskiego. Ma ogromny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne RP i inwestycje zmierzające do uniezależnienia się w tej materii od Rosji (gazoport, rozbudowa sieci dystrybucyjnej gazu, itd., itp.). Jej posunięcia w  sferze zarządzania, organizacji, działań gospodarczych, posunięć biznesowych, strategi handlowych, powinny być wnikliwe prześwietlane przez ABW. “Organy bezpieczeństwa państwa” powinny ją nadzorować . Rząd poprzez odpowiednie instytucje powinien prześwietlać jej działalność. Budzi ogromne obawy, że Polska odpowiednio nie kontroluje jej posunięć gospodarczych. Nie mieści się w głowie, że rząd jest tak lekkomyślny. Strategia tej firmy powinna zmierzać do podejmowaniu działań, które mają głownie na celu jak największe obniżenie ceny gazu (i temu powinno być wszystko podporządkowane). Co niewiarygodne, jeżeli przyjrzeć się  poczynaniom tej firmy to („raczej”) wcale z nich nie wynika, że do tego dąży, co uderza w racje stanu państwa polskiego, w społeczeństwo, w gospodarkę, (w przemysł), ma kolosalnie negatywny wpływ na rozwój kraju.


Wynegocjowała rażąco złe warunki i cenę dostaw gazu skroplonego z Kataru, w podpisanej umowie z Quatargas, PGNiG wciąż ociąga się z renegocjacją umowy, termin dostaw się zbliża. Spółka posiada na terenie polski rozpoznane (nie małe) złoża konwencjonalne gazu, nie wiadomo (za bardzo) dlaczego gaz nie jest wydobywany. Szacuje się, że w Polsce jest ok. 30 mld m sześć. gazu w kilkudziesięciu złożach. PGNiG jako operator blokuje w dużej mierze dostęp do nich, zamrażając swój kapitał na lata. Mając udokumentowane złoża nie podejmuje działań zmierzających do odzyskania nakładów inwestycyjnych, czerpania zysków. Rzeczpospolita przez to traci możliwość zwiększenia wydobycia gazu ze złóż krajowych. Obecnie w ciągu roku ok. 4,3 mld m sześć. gazu wydobywanych jest w RP, czyli ok.30 % gazu zużywanego przez Polaków. 

 

Przez lata Polska płaciła najwyższą w Unii Europejskiej cenę za gaz z Rosji (420 dol. za 1000 m sześc.), taką cenę, w październiku 2010 r., wynegocjował nam ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak i PGNiG. Aktualnie rozgrywa kolejna odsłona afery, która przyczyniła się do spadku poziomu życia milionów Polaków, która uderzyła boleśnie w gospodarkę, w państwo. PSL utajnia gazowe negocjacje z Rosją. Postulaty polskie, instrukcje negocjacyjne  są niedostępne dla opinii publicznej tylko w RP, znają je Rosjanie oraz przedstawiciele Komisji europejskiej.

30 mld m3 gazu w kilkudziesięciu złożach.Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/raport/gaz-lupkowy/news/mamy-30-mld-m-szesc-gazu-ktorego-nie-wydobywamy-nie,1867578,7572?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
est ok. 30 mld m3 gazu w kilkudziesięciu złożachCzytaj więcej na http://biznes.interia.pl/raport/gaz-lupkowy/news/mamy-30-mld-m-szesc-gazu-ktorego-nie-wydobywamy-nie,1867578,7572?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
est ok. 30 mld m3 gazu w kilkudziesięciu złożachCzytaj więcej na http://biznes.interia.pl/raport/gaz-lupkowy/news/mamy-30-mld-m-szesc-gazu-ktorego-nie-wydobywamy-nie,1867578,7572?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU