Czy RP jest „poddańczym parobkiem” Europy? Cz.3

Czy RP jest „poddańczym parobkiem” Europy? Cz.3 Czy należy stworzyć własny ład gospodarczy, uwolnić się od (presji, poleceń) instytucji międzynarodowych, takich jak MFW czy BŚ? Czy UE unifikuje marginalność biednych […]

Czy RP jest „poddańczym parobkiem” Europy? Cz.3

Czy należy stworzyć własny ład gospodarczy, uwolnić się od (presji, poleceń) instytucji międzynarodowych, takich jak MFW czy BŚ? Czy UE unifikuje marginalność biednych krajów? Czy Polska powinna pozbyć się „kajdan” konsensusu waszyngtońskiego, postawić na politykę narodową w odniesieniu do przemysłu, handlu, inwestycji zagranicznych?

Działając według reguł narzuconych przez traktat z Maastricht, własne ograniczenia, są nie do przeskoczenia dla krajów peryferyjnych? Zasada wolnego rynku, prowadzi do kryzysów wynikających z nieracjonalnej alokacji zasobów przez rynek i okresowych fluktuacji popytu? Kryteria konwergencji są “gwarantem” dyktatu mocarstw zachodnich? Traktat o Unii Europejskiej pacyfikuje idee państwa opiekuńczego. Tępi silny interwencjonizm państwowy, narzuca liberalizm ekonomiczny? Filozofia ekonomiczna Unii oparta jest na nieuczciwej konkurencji? RFN równoważy finanse za pomocą utrzymywania nadwyżki w eksporcie netto, zarazem wywołując kryzys zadłużeniowy w Europie? Niemcy aplikują nam niszczenie rodzimej wytwórczości i dewastują polskie społeczeństwo, zmuszając do ciągłego szukania oszczędności budżetowych? Opinie związane z umowami śmieciowymi szefowej BŚ (w Polsce) to propaganda neoliberalna (plutokratów)?

Z jednej strony agresywna militarnie, uprawiająca politykę imperialną Rosja z drugiej Niemcy stosujące współczesną odmianę gospodarki wojennej. Czy Polska jest “między młotem a kowadłem”?

Jeżeli chcemy mieć państwo dobrobytu, musimy postawić się “dyktaturze gospodarczej” RFN, “tyrani ekonomicznej” konsensusu waszyngtońskiego, “stanąć okoniem” wobec kryteriów konwergencji Unii.

RP musi (zacząć) odgrywać zdecydowanie większą role na arenie Europejskiej niż dotychczas. Polska jest dużym krajem, z wielką gospodarką, z około 40 mln obywateli, musimy wyegzekwować, należną nam pozycje w strukturach Wspólnoty, zacząć forsować gruntowne zmiany filozofii ekonomicznej Unii (która jest oparta na nieuczciwej konkurencji), nakłonić czołowe (kluczowe) państwa UE do zwrotu w kierunku ekonomii podaży, tez (doktryny ekonomicznej) Johna Maynarda Keynes-a.

Polska musi zacząć w UE lansować, (kreować, wywierać nacisk, presję) państwo socjalne, pokazać szerokim masom społecznym, opinii publicznej, europejskim środkom masowego przekazu, niepodważalne, (niewątpliwe) walory, (zalety, atuty, mocne strony, plusy, blaski, przymioty, wyróżniki, wartości, korzyści, pożytki) welfare state, m.in. zabezpieczenie przeciwko podstawowym ryzykom życiowym, takimi jak: starość, choroba, niepełnosprawność czy bezrobocie. Powszechny dostęp do państwowego szkolnictwa i służby zdrowia, osłony socjalne w postaci ulg różnego rodzaju, zasiłki dla bezrobotnych, budownictwo komunalne, wyższe emerytury i renty, dotacje do eksportu (Wydatki socjalne finansowane są wysokimi podatkami.).

Powinno się pomniejszyć znaczenie Niemiec w UE,  maja kolosalnie negatywny wpływ na gospodarki niezamożnych (ubogich) krajów Unii, nakłaniają (obarczają, zmuszają, zobowiązują) państwa członkowskie Wspólnoty do  “niedorzecznego równoważenia” finansów publicznych. Pytanie a kto (wyłącznie) na takiej polityce dobrze wychodzi? odpowiedz: RFN. Niemcy tłamszą (ciemiężą, duszą, kneblują, krępują, ograniczają, tyranizują, uciskają) w ten sposób państwa Wspólnoty, zarazem zalewając produktami resztę Europy.

Tym bardziej, że Angela Merkel, podczas szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Walii, z wielkim zacietrzewieniem (nieprzejednaniem, zaciekłością, zjadliwością, zawziętością) starała się nie dopuść do powstania stałych baz NATO  na wschodniej flance sojuszu  (m.in.w Polsce), idiotycznie to tłumacząc, “raczej’ kompromitując się taką postawą w oczach międzynarodowej opinii publicznej.

RFN przyjęła strategie “uwolnienia się” od zobowiązań sojuszniczych przy pomocy szerzenia (głoszenia) raczej demagogicznej wizji  degradacji i upadku niemieckich sił zbrojnych. Popularyzując, (rozpowszechniając) pogląd o zapaści militarnej swojej armii, niemieccy dygnitarze “tłumaczą na siłę”, (niewiarygodnie, żenująco) niechęć do pomocy zbrojnej państwom członkowskim NATO, (w przypadku napaści na nich Rosji). Nie dostrzega się zupełnie jakiejkolwiek ochoty Niemiec  na wywiązanie się z swoich obowiązków wobec Paktu Północnoatlantyckiego. Postawa rządu RFN jest „poruszająca”, „wstrząsająca”, budząca ogromne obawy, uświadamiająca nam, że nie możemy liczyć na wsparcie militarne ze strony „wielkich” europejskich sojuszników (nie w głowie europejskim potęgom gospodarczym wywiązywanie się  z artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego). W Wspólnocie dominuje asertywna postawa wśród mocarstw gospodarczych wobec udzielaniu potencjalnego poparcia militarnego dla sojuszniczych państw, „zaatakowanych” ( u których ma miejsce inwazja “putinowskiej armii”) przez Rosję.

RFN równoważy finanse za pomocą utrzymywania  (przez lata) nadwyżki w eksporcie netto, kosztem innych „europejskich graczy”, zarazem wywołując kryzys zadłużeniowy w Europie.

Niemcom, szczególnie, strefa euro (tam mają możliwości niemal nieograniczone) umożliwia realizowanie „wojennej taktyki”. Nasi zachodni sąsiedzi stworzyli na swoje potrzeby, zgodnie z ich cyniczną (obłudną, egocentryczną) naturą, „procedurę”( tryb) wciągania, w spirale zadłużania krajów UE. Wychodzi na to, że RFN pożycza pieniądze głównie po to aby, (powiększyć nadwyżkę w eksporcie), pożyczkobiorcy (znów) mogli kupować niemieckie towary.

Niemcy serwują (aplikują) nam niszczenie rodzimej wytwórczości i dewastują polskie społeczeństwo ( zmuszając do ciągłego szukania oszczędności budżetowych).

Trzeba „zilustrować” europejskie traktaty, wzbogacić (opatrzyć) je nowymi postanowieniami w duchu keynesizmu („obalić tyranie monetarną”). Zrewidować kryteria konwergencji (m.in. zlikwidować kary za nadmierny deficyt, itp.).

Nasz były minister spraw zagranicznych  to delikatnie ujmując bardzo kontrowersyjna („irracjonalna”, niezrównoważona, nieobliczalna, szkodliwa, siejąca ferment) postać. „Gwiazdor dyplomacji” podczas programowego przemówienia w Berlinie (w czasie polskiej prezydencji w 2011 r.), “wtórował” Niemcom, by jeszcze śmielej wprowadzali w Europie fiskalną dyscyplinę, a to jest równoznaczne z popychaniem Polaków w łapy RFN, wspieraniem narzucania kagańca monetaryzmu, kryterium konwergencji, konsensusu waszyngtońskiego, teorii racjonalnych oczekiwań na RP, (uderzał tym samym w dobro Polski, społeczeństwo).

Nasz były premier Donald Tusk podczas polskiej prezydencji zupełnie zaprzepaścił szansę zreformowania europejskiej filozofii ekonomicznej (podobno miał dobre relacje z kanclerz Merkel), to polityk znany ze swojej tendencji do szerzenia populizmu (bajdurzenia, opowiadani „bajek”, farmazonów), bezczynności, inercji, fingowania działań. Totalnie przynoszącym szkodę (idiotycznym, destruktywnym, zgubnym, negatywnym, groźnym, niezdrowym, złym, niekorzystnym, niedobrym) posunięciem polskiej dyplomacji wobec RP, było wspieranie sześciopaku (pakietu wspólnotowych regulacji).

Niemiecka „maszyneria” (filozofia ekonomiczna, agresywna polityka, zasada – wszystko dla „frontu eksportowego”) działa na potrzeby (wyłącznie) interesów „ekonomicznie-społecznych” RFN. UE to dla tego kraju (tylko) „pole do nadużyć” (”obszar działań wojennych”).

Nie sposób konkurować z produktami niemieckimi, po pierwsze, kryteria konwergencji  UE uniemożliwiają (przede wszystkim) krajom strefy euro (integracja walutowa) udzielanie pomocy rodzimym producentom, (przykładowo) obniżając wartość swojego pieniądza. Po drugie, RFN prowadzi bardzo niebezpieczną politykę pompowanie eksportu, jednocześnie zamrażania płac (pomimo stałego wzrostu produktywności), co w konsekwencji hamuje (dławi) konsumpcje i inwestycje.

Polityka (pozostałych krajów Wspólnoty) odpowiadania “tym samym”. może prowadzić do samo-destrukcji (unicestwienia) UE (krajów członkowskich). Państwa Wspólnoty idąc w ślady RFN  (odpowiadając agresywnie na niemiecką gospodarkę wojenną) zamrażając płace spotkają się z natychmiastową (identyczną) reakcją (odpowiedzią) naszego zachodniego sąsiada. Wywoła to „zabójczy wyścig do dna”, doprowadzając do erozji popytu wewnętrznego, destrukcji pozycji i ochrony pracownika (życie dla większości społeczeństwa w takich realiach będzie „nie do zniesienia”).

W działalność agitacyjną, (manipulacyjną, demagogiczną) instytucji finansowych typu Banku Światowego wpisują się  opinie szefowej BŚ w Polsce, na temat umów cywilnoprawnych. Jak się czyta wypowiedzi przedstawicielki BŚ ma się wrażenie, że mówi to co jej dyktują plutokraci. Stronniczy, tendencyjny bełkot, po prostu, totalne bzdury (farmazony).

Czy „rzecznika” BŚ to tuba neoliberalizmu, recytująca na pamięć wyuczone formułki, jest nośnikiem idiotycznej, (kretyńskiej, nonsensownej) propagandy plutokratów? Stwierdzenia, jak by żywcem wyciągnięte z podręcznika agitatora neoliberalizmu.

Niewątpliwie jest „ambasadorką” teorii monetaryzmu (w latach 60. XX wieku związani z Uniwersytetem w Chicago m.in. Milton Friedman, Frank Knight i George Stigler postulowali ten kierunek myślenia. Według  Miltona Friedmana polityka gospodarcza powinna skupić się na kontroli podaży pieniądza i walce z inflacją. Zakłada ona restrykcyjną politykę pieniężną, relatywnie wysoki poziom stóp procentowych oraz likwidację deficytu budżetowego. Jednocześnie marginalizując, nie dostrzegając zupełnie ogromnej roli  (wagi, znaczenia) popytu, poziomu bezrobocia w gospodarce, itd.).

Aż się nie chce za bardzo rozważać (pochylać nad tym) tego co ma do powiedzenia szefowa Banku Światowego (z Warszawy), są to po-prostu przytoczenia (cytaty, “fragmenty”, ”wersety”, „wyrywki”, „myśli przewodnie”, “powtórzenia”), “niedorzecznej demagogii”, (manipulacji) neoliberalnej.

Można odnieść wrażenie, że konkluzje (refleksje, opinie)  związane z umowami śmieciowymi reprezentantki światowej instytucji finansowej to propaganda neoliberalna, że główną rolą rzecznika BŚ w RP to namawianie, (przekonywanie, zachęcanie, nakłanianie) do „passusów”, („ dewiz”, „mott”) plutokratów.

Bo, jak inaczej można skomentować takie banialuki, (dyrdymały, bajdy) jak, (cytaty): „potrzebne są reformy, które uelastycznią rynek pracy…”, „likwidacja umów śmieciowych to zły pomysł”, „uproszczenie i uelastycznienie  Kodeks pracy (czytaj: uszczuplenie pracobiorcom praw pracowniczych. Już teraz są skandalicznie, karygodnie okrojone, odbiegające od cywilizowanych standardów)…”, itp..

Można odnieść wrażenie (mam nadzieje, że mylne), że szefowa BŚ (w Polsce) jest „orędowniczką” (skandalicznie, żałośnie, karygodnie), systemu sprawowania rządów, w którym podstawową zasadą władzy jest bogactwo.

Rażąco (jaskrawo, oburzająco, kompromitująco, bulwersująco, drastycznie), „raczej” widać (po konkluzjach) czyim „narzędziem” jest eksponentka BŚ. Czyżby Bank Światowy jest „instrumentem (głosicielem, wyrazicielem) politycznej kontroli oligarchii bogatych”?

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU