Negatywne skutki zaostrzenia polityki energetycznej UE dla polskiego przemysłu. Inwestycje energetyczne. Dywersyfikacja źródeł dostaw surowców. „Ikony” ultraliberalizmu w RP.

Negatywne skutki zaostrzenia polityki energetycznej UE dla polskiego przemysłu. Inwestycje energetyczne. Dywersyfikacja źródeł dostaw surowców. „Ikony” ultraliberalizmu w RP. Koszty i nakłady jakie poniesie rodzima gospodarka i społeczeństwo w wyniku […]

Negatywne skutki zaostrzenia polityki energetycznej UE dla polskiego przemysłu. Inwestycje energetyczne. Dywersyfikacja źródeł dostaw surowców. „Ikony” ultraliberalizmu w RP.

Koszty i nakłady jakie poniesie rodzima gospodarka i społeczeństwo w wyniku celów i mechanizmów polityki klimatycznej. Trwałe ubóstwo energetyczne. Czy neoliberalizm jest (niezmiernie) szkodliwy dla państwa, dla narodu polskiego?

Konfrontacja gospodarcza z Federacją Rosyjską jest nieodzowna, należy utemperować zapędy imperialne „wodza wielkiej Rosji”. „Najświeższe” sankcje Zachodu dotyczą w głównej mierze rynku ropy naftowej i  niby „dotykają boleśnie” największe rosyjskie koncerny.  Zarazem europejską opinie publiczną mami nas tezą, że (niby) Wspólnota powinna unikać jak ognia nałożenia na „święty Gazprom” jakichkolwiek restrykcji”. Szczególnie niemiecki energetyczny biznes jest bardzo aktywny w szerzeniu “teorii”, że (niby) Gazprom z powodu strategicznej roli gazu w większości krajów wspólnoty powinien być „nietykalny”, wyłączony z większości przepisów unijnych (co spowoduje, że stanie się totalnym monopolistą na rynku europejskim),  tylko “zapomina dopowiedzieć”, że dzięki temu koncerny niemieckie jako pośrednicy zbiją na tym kokosy.  Trzeba podkreślić, (w tym miejscu), że sławny niemiecki ” pragmatyzm” (cynizm, egocentryzm, perfidia) znany jest już na całym świecie. Przyćmił sławę nawet sławą reprezentacje Niemiec w piłce nożnej.

W kraju nad Wisłą podejmowane są działania zmierzające do uniezależnienia się od surowców rosyjskich. Flagową inwestycją wpisująca się w ten „trend” jest budowa terminalu naftowego PERN w Gdańsku. Jak prawie wszystko w naszym kraju ma to raczej charakter pozornych ruchów, (głownie dla polepszenia notowań czołowych polityków będących u steru władzy), fingowanie działań dla polepszenia zewnętrznego wizerunku ma w naszym kraju długie tradycje, Polacy z tego są znani na całym świecie, szczególnie taka forma pseudo-działań rozwija się w administracji centralnej, samorządowej, służbach mundurowych, ale również na dobre zadomowił się ten proceder w polskich prywatnych podmiotach gospodarczych.

Choć inwestycja, (budowa terminalu) jest bardzo chwalebna i jak na polskie realia przebiega w („dosyć”) szybkim tempie (i należy to pochwalić). Ale niestety w znikomym stopniu ,tak naprawdę, rozwiązuje problem totalnego uzależnienia się RP od rosyjskiej ropy. Polskie czempiony narodowe  jak zwykle “skrepowały się” długoterminowymi umowami na odbiór surowców od wschodniego „wielkiego” sąsiada. Za taką politykę państwowych koncernów, politycy mający wpływ na to, powinni (w końcu) zostać podciągnięci do “odpowiedzialności politycznej”, łącznie z postawieniem ich przed Trybunałem Stanu, (powinno to zostać potraktowane jako działania na szkodę RP).

Hub morski pozwoli zdywersyfikować gatunki ropy, udostępnić znacznie szerszy wachlarz produktów ropopochodnych dla potencjalnych odbiorców, może wpłynąć na intensywność inwestycji rodzimych rafinerii, (mających na celu rozbudowę możliwości przerobu odmian ropy dotychczas nie występujących na polskim rynku).

Jak dotychczas „element nacisku” (jakim był rurociąg „Przyjaźń”) i narzędzie wpływu „wielkiego brata” w PRL-u  (w “sowieckiej epoce” przed 1989 r.) „nieźle sobie radzi” w nowej „rzeczywistości”, można niestety odnieść wyraźnie (mam nadzieję  mylną), że jest mocno „związane mentalnie” z poprzednim swoim wcieleniem z czasów istnienia „bloku wschodniego”. Nawet niezmieniona nazwa tego przedsiębiorstwa, PERN „Przyjaźń”, eksploatującego m.in. sieć rurociągów transportujących rosyjską ropę naftową (do odbiorców w Polsce i Niemczech), obecnie może wywoływać  „szyderczy uśmiech”.

Podmioty gospodarcze czerpiące zyski z przerobu ropy, (produktów ropopochodnych), itp., mają powody do zadowolenia, ostatnio „puchną im portfele” dzięki wzrostu modelowej marży petrochemicznej, doszło do znacznego zachwiania relacji notowań nafty w porównaniu do notowań monomerów, polimerów. Za znacznymi spadkami cen (wsadów)  nafty (o 4 proc.) i LSVGO (8 proc.) w trzecim kwartale 2014 r. porównaniu do drugiego kwartału roku, podążył wzrost cen monomerów, polimerów.  Miejmy nadzieje, że  zyska na tym oprócz koncernów narodowych budżet państwa i społeczeństwo polskie.

Natomiast powodem do wielkich obaw polskiego przemysłu chemicznego (również m.in. petrochemicznego) o swoja przyszłość  może być zaostrzanie polityki klimatycznej (na lata 2020-2030) przez UE jak i umowa handlowa z USA, mająca, delikatnie ujmując,  szereg zapisów niekorzystnych dla tego segmentu rodzimej gospodarki. Z uporem maniaka Komisja Europejska (odchodząca ekipa) próbuje  („na siłę”) wdrożyć plan zwiększenia tempa redukcji o 40 proc. emisji gazów cieplarnianych oraz 27 proc. udziału energii odnawialnej (OZE) do 2030 r.. Bardzo groźna, dla polskiej gospodarki, (w tej całej „ofensywie zielnych” w UE) jest zaciekła walka „ekologów”  o doprowadzenia do wzrostu ceny CO2 przy pomocy mechanizmu rezerwy stabilizacyjnej (usunięcie części uprawnień z rynku). System EU ETS ma “nie bagatelną role do odegrania” w szerzeniu „krucjaty ekologicznej” w Europie, przy „okazji” zadając dotkliwy cios dla (w szczególności) energochłonnych gałęzi naszej gospodarki. „Ekologiczni krzyżowcy” proponują zwiększenie tempa redukcji emisji (w tym „systemie”) z poziomu 1,74 proc. do 2,2 proc. rocznie po 2020 r..

Nasza nowo „upieczona” premier-(ka) będzie musiała użyć całej „swojej charyzmy”, (poczucia dobra narodowego, myślenia w kategoriach racji stanu) aby przeciwstawić się tym tak  bardzo szkodliwym dla RP tendencjom „ekologicznym” w Wspólnocie.

Ekologiczna ofensywa „eko-maniaków” w Unii  może zrujnować nasz przemysł, dokonać nie małych „spustoszeń”. Na „linii frontu ekologicznego” po wrogiej stronie są Niemcy (i m.in. niektóre państwa skandynawskie). RFN jest “mentorem” idei „rewolucji ekologicznej’ w UE, to nasi zachodni sąsiedzi kreują „najszczytniejsze trendy ekologiczne”. RFN jest „promotorem” walki ze „zmianami klimatu” licząc jednocześnie na to, że niemieckie koncerny będą mogły sprzedawać nowoczesne technologie OZE, (na dużą skale), na całym świecie („podobny mechanizm” ekspansji ma miejsce m.in. w przypadku niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego) .

„Eko-terror”  może “zmieść z powierzchni ziemi” najpierw węglowe technologie wytwarzani energii, później gazowe, po ukończeniu „dzieła zniszczenia”, dominować będzie pewnie OZE. Na zgliszczach lwiej części rodzimego przemysłu „wyrosną pewnie jak grzyby po deszczu wiatraki produkujące bardzo drogi prąd” niszcząc „przy okazji” malowniczy polski krajobraz.

Według Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej „eko-terror” bardzo „okrutnie” potraktuje RP, restrykcyjna polityka klimatyczna, uderzy bardzo dotkliwie w m.in. przemysł energochłonny, energetykę, przemysł i usługi z ich otoczenia, gospodarstwa domowe. Prognozy PKEE są „mrożące krew  w żyłach” , zapowiadany jest spadek PKB o 1,8 proc. w 2030 r., 2,9 proc. w 2040 r. i 5,1 proc. w 2050 r. z powodu przyjęcia realizacji postulowanej bardzo zaostrzonej polityki klimatycznej UE.

Już teraz inwestor „tytularny” Polska Grupa Energetyczna, i powołana do pilotowania budowy elektrowni atomowej spółka ( PGE EJ 1 Sp. z oo) zapowiadają znaczne podwyżki cen prądu dla gospodarstw domowych w momencie „odpalenia atomówki”. Samo przedsięwzięcie niesie ogromne ryzyko, że stanie się bardzo” kosztownym workiem bez dna”, w polskich realiach inwestycje  („niezwykle”) długoterminowe nie mają racji bytu, te wyznaczane na okres realizacji przewyższający “dziesięciolatkę” z reguły „dłużą się w nieskończoność” pożerają ogromne kwoty, dławiąc budżet państwa. Za tą „wielką rozkopaną piaskownice atomową” zapłaci społeczeństwo (przeciętny „zjadacz chleba”). Przedsięwzięcie będzie zapewne tłamszone przez niezliczone problemy,” nieprzewidziane kłopoty” spowodowane  bardzo niskim poziomem kultury pracy, organizacyjnej,  etyki podmiotów gospodarczych, poziomem zarządzania wielkimi projektami, bardzo niskim poziomem odpowiedzialności przedsiębiorców za wywiązywanie się z nałożonych obowiązków (związanych z danym kontraktem). „Bardzo chciałbym się mylić”, ale nie wykluczone, (duże prawdopodobieństwo), że te wielkie przedsięwzięcie (jakim jest budowa elektrowni atomowej)  „wyprowadzi” z budżetu RP  dwa razy więcej środków finansowych niż się zakłada (prognozowany koszt realizacji inwestycji to 50 mld zł), a w „najlepszym wariancie” projekt upadnie jak to było w przypadku “Żarnowca” ( W latach 80. XX wieku rozpoczęto budowę elektrowni Żarnowiec w woj. pomorskim. Prace przerwano na początku lat 90., głównie pod naciskiem protestów przeciwników energetyki jądrowej.), albo będzie  trwał przez pewnie “kilka-(naście)” lat rujnując  „skarb państwa” i będąc doskonałym polem do nadużyć, do malwersacji, do bogacenia się na tym „niezidentyfikowanych grup interesu” (wliczając w to „zacne” grono byłych „działaczy” PSL). Chciałoby się zakrzyczeć „cwani chłopi i międzynarodowe zagraniczne koncerny „górą” w Polsce” (tylko, że kosztem narodu, ogółu społeczeństwa, podstawowych interesów państwa, dobra kraju, racji stanu RP).

Zamiast („raczej”) “wywalać w błoto”, (pewnie)  minimum 70 mld zł w „mrzonkę atomową”, wydajmy znacznie mniejszą kwotę na kolej dużych prędkości, która powinna połaszczyć stolice RP z Berlinem i Pragą, przyczyniając się znacznie m.in.  do rozwoju gospodarki, turystyki, (przykładowo, sprawiając, że odległość przestanie być “uciążliwą przeszkodą” aby turyści zachodni wydawali u nas pieniądze).

Poradzimy sobie bez atomówki są jeszcze nisko-kosztowe węglowe, gazowe technologie wytwarzania energii, elektrociepłownie. Wielki potencjał “kryje się” w przyszłościowych nisko-kosztowych technologiach podziemnego gazowania węgla, (dodatkowym atutem jest to, że projekt ma “raczej” wsparcie finansowe ze strony UE), itd., itp..

Niedorzeczne jest myślenie o gospodarce w kategoriach albo rozbudowany segment usług, albo na szeroką skale zakrojony projekt budowy wielkiego przemysłu w Polsce. W kraju nad Wisłą powinno być miejsce i na to i na to. Nie da się “raczej” zbudować potęgi gospodarczej bez przemysłu (udział w gospodarce powinien być na poziomie minimum 40 procent).

RP, tylko będąc mocarstwem militarnym i gospodarczym, zapewni Polakom niepodległość, suwerenność, demokratyczność, praworządność, “największe świętości”: prawa i wolności obywatelskie, prawa człowieka.

Wydarzenia wokół kryzysy ukraińskiego, postawa wielkich państw europejskich (Niemcy, Wielka Brytania. Francja), ich stosunek do zobowiązania wynikającego z członkostwa w NATO, brak chęci i gotowości do wywiązania się z art. 5 traktatu Waszyngtońskiego (m.in. żenujące zachowanie RFN w tej kwestii), selektywne traktowanie swoich zobowiązań międzynarodowych wynikających z deklaracji (zgodnie z Memorandum Budapesztańskim z grudnia 1994 roku, Rosja , Stany Zjednoczone, Wielka Brytania zobowiązały się zapewnić bezpieczeństwo i zachowanie integralności terytorialnej Ukrainy, “porozumienie nie miało mocy traktatu”), to wszytko powinno przekonać Polaków, że mogą liczyć tylko na siebie w przypadku agresji militarnej.

To „niezidentyfikowane” grupy interesu prowadzą zakrojoną na dużą skale kampanie, aby przekonać polskie społeczeństwo do (niby) słuszności budowy elektrowni atomowej. Podają „naciągane” argumenty, które albo są „półprawdami” albo naciąganymi „frazesami”, albo tylko „zbiorem nierealnych życzeń”, jednocześnie ukrywając przed opinią publiczną kontrargumenty przeciwników budowy atomówki,  itp..

Podobnie działają koncerny międzynawowe, które zadomowili się w naszym kraju od 1989 r., „kupują” pseudo-autorytety ekonomii, socjologii itp., aby „prac mózgi” dla polskiego społeczeństwa i przekonywać do idei liberalizmu gospodarczego jednocześnie piętnując  protekcjonizm państwowy. A  (przecież) ochrona naszego rodzimego rynku, „wyróżnianie” polskiego kapitału (patriotyzm gospodarczy), wręcz powinno być racją stanu RP. Prawie każde państwo na świecie (chodzi o te z “niby” liberalnym nastawieniem do rynku, tak-zwane “wolnorynkowe”) tak robi tylko żadne się do tego nie przyznaje, potrafią to w sposób, „subtelny”, zawoalowany ukrywać.

Aby chronić swój gospodarkę kraje UE wprowadzają  różne zawoalowane bariery, (prawdziwe intencje są  ukrywane) ale to właśnie jest protekcjonizm. Przybiera on formę, przykładowo,  dodatkowych „certyfikatów”,  „gwarancji”, „pozwoleń”,  itd., itp.. (Wychodzi na to, że prawdopodobnie tylko w RP neoliberałowie wmawiają społeczeństwu polskiemu, że jest inaczej).

W szerzeniu “demagogii neoliberalnej” przewodzi w Polsce opiniotwórcza gazeta „Rzeczpospolita” (mam na myśli dział ekonomiczny, proceder „rozkwitł” po prywatyzacji redakcji). „Przez gardło niektórym propagandzistom-neoliberalnym  („ideologicznym dziennikarzom”) nie przechodzą” takie słowa (pojęcia) jak prawa pracownicze, związki zawodowe, prawa socjalne, system opieki społecznej. Z zacietrzewieniem podobnym do „ zjadliwości krwiożerczego zwierzęcia” starają się dyskredytować wszelkie działania zmierzające do podniesienia standardów socjalnych i pracowniczych w kraju nad Wisłą. Dla nich jednym z głównych celów (“bazgrania piórem”) jest sprowadzenie polskiego pracownika do roli „współczesnego niewolnika” pozbawiając go (powojennych) zdobyczy pracowniczych Europy, w formie systemu socjalnego, uczciwych i “solidnych” praw pracowniczych.

Dla “krwiożerczego kapitalizmu” zjawisko dystrybucji dóbr jest “samym w sobie wrogiem” ich polityki ekspansji, (pasożytniczej natury, żerowania na słabościach państw, na słabej reprezentacji społecznej, obywatelskiej w mizernie rozwiniętych intelektualnie, gospodarczo krajach).

Kapitalizm “pozbawiony ludzkiej twarzy” może się rozwijać m.in. w takich krajach jak USA , gdzie państwo zostało zagarnięte przez prywatne wielkie koncerny międzynarodowe, a krajem nie rządzą organy państwa tylko szeroko rozumiany biznes, (a rząd jest marionetkowy). Ale nawet w Stanach Zjednoczonych( już) to się powoli zmienia, oznaką tego są gwałtowne manifestacje nisko opłacanych- pracowników (m.in. strajk “najemników” z  sieci gastronomicznych), presja społeczna na podwyższenie (w znaczącym stopniu) minimalnej płacy i ujednolicenie (dopuszczalnej) najmniejszej stawki godzinowej we wszystkich stanach.

Co jest “przerażające”, („przygnębiające”) to fakt, że na dużą skale w Polsce mają miejsce („niskich lotów”)  “skoki na kasę państwa”  (czyli w jakimś sensie na pieniądze nas wszystkich), wydawało-by się, że w kraju “bardzo wysoko-rozwiniętym” (bynajmniej według Indeksu HDI Organizacji Narodów Zjednoczonych, w największym stopniu w oparciu o kryterium PKB per capita) gospodarczo posunięcia neo-kolonizacyjne, (z „definicji”), nie powinny już występować. Wyraża się to w próbach przejmowania strategicznych firm, znaczących przedsiębiorstw dla kraju nad Wisłą, (godząc w dobro kraju, podstawowe interesy państwa, racje stanu RP), przez zagraniczne podmioty gospodarcze (obcy kapitał) w ramach polityki ekspansji.  Czyli, z reguły, niszczenia konkurencji, kupowania  przedsiębiorstw nie rzadko tylko po to aby doprowadzić do bankructwa (czy po-prostu “zamknięcia”),  dzięki temu  tworząc sobie miejsce do neo-kolonizacji, lub przejmując bardzo zyskowne podmioty gospodarcze, kosztem Polski.  Przykładem są zapędy czeskiego koncernu energetycznego CEZ do przejęcia Energi, w której 51,5 proc. posiada skarb państwa, Czesi puszczają w obieg informacje o zamiarze złożenia wiążącej propozycji przy pomocy ich środków masowego przekazu (“Hospodarske Noviny”), aby zbadać reakcje naszego Ministerstwa Skarbu Państwa. Polski koncern energetyczny to “smakowity kasek”, gwarancja zysków i wyprowadzania znacznych środków finansowych z RP (m.in. sowitych dywidend), największa głupotą jaka można sobie wyobrazić była-by sprzedasz (lub utrata kontroli) tego dochodowego przedsiębiorstwa, było-by to, pisząc bez ogródek, wręcz zdradą stanu, “ograbieniem” skarbu państwa, społeczeństwa.

Godzą w racje stanu RP (w podstawowy interes państwa), w szczególności, neoliberałowie na usługach obcego kapitału, w tym, nierzadko, wszelkiej maści profesorowie ekonomii,  przekupni, łasi na kasę pseudo-intelektualiści, uczeni, którzy dla forsy będą “wygadywać publicznie niestworzone rzeczy”. Prekursorem tego „szwadronu neoliberalnego” jest Leszek Balcerowicz (ekonomista,  polityk, reprezentant szkoły ekonomicznej zwanej „monetaryzmem”. W 2008 został przewodniczącym rady nadzorczej europejskiego think tanku Bruegel, oraz wiceprezydentem International Atlantic Economic Society ), jak dla mnie, bardzo negatywna postać (wymagająca, bez wątpienia, bardzo ostrego napiętnowania), ma ogromny wkład w „zdewastowanie „ polskiego przemysłu, przyczynił się do neokolonizacji RP.

Balcerowicz proponuje swoje “usługi” dla korporacji międzynarodowych, (dla zagranicznych banków, itp.), które polegają niejednokrotnie na szerzeniu bardzo szkodliwej dla państwa polskiego „demagogii neoliberalnej”. Oferuje na potrzeby usługobiorców „bzdurne, idiotyczne teorie”, które  ocierają się o „meta-ekonomie”, są „wyssanym z palca” akademickim bełkotem, (“dywagacje” na temat ekonomii, „zamkniętej w hermetycznym świecie  pseudonauki”, nie uwzględniającej natury ludzkiej, prawideł, reali życia codziennego itd.). Jego “tezy” już dawno obalili cenieni zachodni uczeni, zweryfikowały ostatnie fale kryzysu ogólnoświatowego, a on dalej w Polsce  „zbija kasę” poprzez swoje tak zwane” fundacje”. M. in. poprzez CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, (“niby’) działająca na zasadach non-profit prywatna instytucja, (think tank). Przychody statutowe, innymi słowy środki pozyskiwane przez CASE od osób prawnych i fizycznych na realizację działań fundacji  „robią wrażenie”, przykładowo w 2005 roku kasą jak obracała fundacja to 4.681.443,18 złotych. Przewodnicząc(ą) Rady Fundacji  była (i jest) Ewa Balcerowicz, (do stycznia 2001 roku tą funkcję pełnił maż, Leszek Balcerowicz). Ten stan rzeczy zainteresował ówczesną komisje bankową. Sprawa nabrała „jeszcze jaskrawszych kolorów” jak okazało się, że NBP zlecał fundacji CASE projekty badawcze  a Komisja Nadzoru Bankowego na czele, której stał Balcerowicz podejmowała istotne decyzje dotyczące licznych banków-donatorów Fundacji CASE.

Te think tanki to w głównej mierze (bynajmniej nie rzadko)  to (raczej) „nie-zidentyfikowane organizacje” z których korzystają wszyscy ci co planują ekspansje na rynku polskim w “stylu niekolonizacyjnym”. Na konta “fundacji” – “guru, szamana ultraliberalizmu” (pana doktora habilitowanego nauk ekonomicznych, L. Balcerowicza) według doniesień prasowych, (“raczej”) spływają olbrzymie pieniądze od tak zwanych „darczyńców” (czyli w głównej mierze obcy kapitał).

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU