Putin zafundował nam bardzo kosztowny wyścig zbrojeń? Cz.2

Putin zafundował nam bardzo kosztowny wyścig zbrojeń? Cz.2 Czy za kilka lat pewnego dnia obudzimy się w podległym kraju, zniewolonym, pozbawionym wolności słowa, dumy narodowej, tożsamości?  Na chwilę obecną istnieje […]

Putin zafundował nam bardzo kosztowny wyścig zbrojeń? Cz.2

Czy za kilka lat pewnego dnia obudzimy się w podległym kraju, zniewolonym, pozbawionym wolności słowa, dumy narodowej, tożsamości?  Na chwilę obecną istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że tak. Czy nasz „ukochany” rząd robi cokolwiek aby do tego nie dopuścić ( a jeżeli tak, to jak mu to wychodzi)?

Trzeba dławić  w zarodku z stanowczością i zdecydowaniem wszelkie reakcje odśrodkowe w strukturach władz poszczególnych spółek zbrojeniowych wcielanych aktualnie do PeGaZa, w grę wchodzi bezpieczeństwo kraju, podstawowy interes narodowy, ludzie którzy utrudniają proces konsolidacji przemysłu obronnego (w tym władze banków), stawiając swój osobisty interes nad racje stanu państwa polskiego powinni być napiętnowani i potraktowani jako zagrożenie dla bezpieczeństwa RP. Powinno się ich odpowiednio „uświadomić”, że surowe konsekwencje  takiego postępowania ich nie ominą.

Wszelkie instytucje, organizacje, podmioty prawne,  przedsiębiorstwa  polskie czy zagraniczne w przypadku kiedy będą postępować w sprzeczności z polską racją stanu poprzez torpedowanie procesu modernizacji armii  polskiej i wszystkich inwestycji związanych  bezpośrednio i pośrednio z bezpieczeństwem RP powinny zostać potraktowane jak zagrożenie dla podstawowych interesów Rzeczpospolitej. Tu chodzi o byt państwa polskiego, tu nie można stosować półśrodków, patrzeć przez palce, “zamykać oczy” na negatywne zjawiska, bo to może „kosztować” nas utratę kraju.

Ileż prawdy jest w słowach… „ojczyzno ty jesteś jak zdrowie ile trzeba cię cenić ten tylko się dowie kto cię stracił…” Przedsmak tego mają miliony Polaków będących na emigracji, oni doskonale wiedzą jak bezcenna jest ojczyzna, na obczyźnie trafia do ludzi,  że poczucie bycia w domu ma się tylko w własnym kraju i nie znajdzie się takiego drugiego miejsca na świecie. Na obczyźnie istnieje bariera kulturowa, obyczajowa, zawsze jest poczucie bycia obcym, że nie jesteśmy u siebie. Polacy bez własnego kraju stali by się bezdomnymi sierotami tego świata. Bezpaństwowość to jakby brak tożsamości, to jakby stracić cześć samego siebie i nie zmienią tego żadne pieniądze, statusy społeczne, bezpaństwowość to poczucie bycia człowiekiem drugiej kategorii. Staniemy się „kloszardami „ błąkającymi się po świecie jak „bezdomne psy”.

W minionej dekadzie Zakład Inwestycji Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego w MON był znaczącym “dawcą” pracy i liczącym się inwestorem. NATO potrafiło stworzyć takie reguły gry, które pozwalały wybierać najbardziej solidnych, rzetelnych, poważnych wykonawców swoich przedsięwzięć na terenie Polski. Przez sito weryfikacyjne Sojuszu  Północnoatlantyckiego nie “przedzierały się” pseudo firmy, partacze, krętacze.

Wszelkiego rodzaju „szemrane podmioty gospodarcze” nie miały prawdopodobnie żadnych szans na wygranie przetargu organizowanego przez MON. Pseudo firmy budowlane ( tak zwane przedsiębiorstwa z teczki), skorumpowane, z niedoborami w kadrach, z bardzo niską jakością oferowanych usług, z brakiem  podstawowej wiedzy do wykonywania swojej profesji,  opierając się na ludziach z ”łapanki” ( przyjmowanych na śmieciowiskach).  Z stworzoną kadrą kierowniczą z ludzi nie utożsamiających z firmą w której pracują, z „zmasakrowaną” etyką pracy, z brakiem poczucia odpowiedzialności i zdrowego podejścia do swoich obowiązków, to wciąż niestety w Polsce codzienność.  Właściciele takich firm to najczęściej oszołomy („wiejskie cwaniaczki”)  ubrane w drogie garnitury, udający cywilizowanych przedsiębiorców. Dla takich ludzi obce są pojęcia takie jak długofalowy plan działania, strategia i misja firmy, kapitał ludzki. Nie dbają o wizerunek swojego przedsiębiorstwa, myślący w kategoriach jakoś to będzie , niskich lotów, płytcy kombinatorzy. Jak to się kończy, dopuszczanie takich ludzi do realizacji inwestycji państwowych, wiemy bardzo dobrze na przykładzie budowy polskich autostrad czy dróg szybkiego ruchu.

Nie przypadkiem takie firmy jak Budimex, Strabag, wygrywały w cuglach przetargi na realizacje inwestycji NATO, to właśnie te firmy z reguły “raczej” nie miały problemów z płynnością, z niedokończonymi inwestycjami drogowymi,  jak dotychczas w Polsce. Dla nich prawdopodobnie oprócz zysków liczył się “raczej” również prestiż. Podmioty gospodarcze potrafiące sprostać bardzo wysokim wymaganiom stawianym przez Sojusz Północnoatlantycki są w stanie wygrywać z najlepszymi. Nie uciekają z placów budowy, nie zwalają na cenę produktów budowlanych, na nieudolność i złą wole  urzędników wszelkie niepowodzenia biznesowe, są z reguły  w stanie wyjść obronną ręką z prawie każdej opresji , potrafią „kalkulować”, myśleć strategicznie, mają  rozbudowane parki maszynowe, zatrudniają specjalistów wysokiej klasy, dbają o markę swojej  firmy, wiedzą, że tylko wtedy można przetrwać na rynku ( obecnie na rynku usług budowlanych dominuje Skanska, „bije na głowę” wszelkie “firemki” budowlane w Polsce, m.in. w szybkości budowy, jakości wykonywania zleceń, fachowości, w organizacji inwestycji, itp..).

W RP mamy opustoszałe i zdegradowane, najczęściej w ruinie byłe bazy wojskowe Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego, aż się prosi o odtworzenie ich przy pomocy pieniędzy NATO. Sojusz inwestował w Polsce przez minione lata ale to były jak na potrzeby, skale i role Polski w obronności Sojuszu Północnoatlantyckiego, znikome  działania. Niewiarygodne to jest jak Zachód nie docenia roli Rzeczpospolitej w obronie jego terytorium przed potencjalną inwazją agresora zewnętrznego. Polska powinna być traktowana wręcz jak ich „wybawienie” jak mur przez który nie przedostanie żaden wróg od wschodu. Niebywałe jest to, że nie jest „rozpieszczana” inwestycjami NATO,  powinna mieć zapewnioną „troskliwą opiekę” ze strony koalicjantów, powinna mieć zaoferowane wszelkie wsparcie członków NATO. Sojusz powinien robić wszystko co w jego mocy aby umocnić odpowiednio swoją wschodnią flankę. Reakcje niektórych zachodnich członków Paktu Północnoatlantyckiego na apele Polski o budowę  stałych baz na terenie RP wskazują, że nie zanosi jak na razie, że tak będzie. Trzeba zdać sobie sprawę, że szczególnie Włosi i Niemcy mają dużo do stracenia w przypadku kiedy by zapadły decyzje o prześnieniu struktur obronnych sojuszu na wschód Europy, bo z baz NATO czerpią nie małe profity. Pojawianie się w Polsce na stałe ciężkich brygad, spowodowało by pewnie częściową lub całkowitą likwidacje baz u strych członków sojuszu. Doprowadzenie aby tak się stało powinno być racją stanu RP o najwyższej randze, i powinniśmy konsekwentnie  za pomocą  nacisków dyplomatycznych, za pomocą zakulisowych ustaleń,  wszelkich możliwych zabiegów politycznych  nieustannie do tego dążyć, nigdy nie odpuszczając, stawiając  na ostrzu noża tą kwestie. Aby być w grze i mieć dużą  siłę przebicia w egzekwowaniu swoich żądań, musimy liczyć się politycznie na świecie, nie możemy pozwolić sobie na marginalizacje, na “wyobcowanie” ale jednocześnie z uśmiechem na twarzy  poklepując po ramieniu naszych koalicjantów natowskich i liczących się członków UE (potęgi gospodarcze) „trzymać ich w szachu”.  Musimy obecnie skupić się w głównej mierze na budowie takiego potencjał militarnego, który pozwali nam stawić czoła Rosji. I z wielkim zaangażowaniem, pasją przygotowywać się do bardzo prawdopodobnej interwencji militarnej, która nadejdzie ze wschodu.

Musimy dosadnie egzekwować nasze zobowiązania USA w stosunku do RP  w ramach sojuszu ale nie możemy na amerykanów się „wypinać” Stany Zjednoczone to jedyna namacalna nasza „ostoja”, tak naprawdę tylko oni są wstanie nam pomóc, zachód jest obecnie słaby militarnie.

“Najbliżej” amerykanom jest do podjęcia decyzji aby pomóc Polsce przy napaści na nasz kraj, chociażby ze względu na przyjętą obecnie doktrynę militarną, uznali Rosję za potencjalnego wroga, co ciekawe zachód “raczej” tego nie zrobił, on wciąż “chowa głowę w piasek”, “zaklina rzeczywistość”, “wmawia sobie, że Putin to przyjaciel”. Tylko prawdopodobnie  Amerykanie byli by ewentualnie  skłonni do  tej pomocy ale pewnie tylko wtedy jak by widzieli, że Polska ma dużą szanse na wygranie wojny przy konfrontacji z Rosją, co prowadzi do stwierdzenia, że “jak by nie ugryźć tematu” to suma summarum RP może liczyć tylko na siebie. Musi w ekspresowym tempie zbudować ogromny potencjał militarny.  Znamienne jest to, że po aneksji Krymu oraz coraz większej „śmiałości w poczynaniach” Putina  w celu zagarnięcia wchodu Ukrainy tylko amerykanie zmienili doktrynę militarną, posługując się” ludzkim jeżykiem”( potocznym)  bez ogródek pisząc,  zaczęli traktować Rosję jako wroga. Zachód można pokusić się o stwierdzenie, że wręcz przeciwnie, mimo wielu deklaracji o wsparciu  Ukrainy i uznawania jej praw do niepodległości, suwerenności, wolności, mimo że oficjele zachodni prześcigają się w “szopkach”, “teatrzykach” na potrzeby światowych mas-mediów, jednocześnie sprzedają broń  na coraz większą skale Rosji, “nie widząc w tym  nic złego”. Francuzi sprzedają nie tylko Mistrale (produkt) ale całą technologie, która pozwoli Rosjanom w budować te okręty wojenne z “dużym rozmachem”. Anglicy również sprzedają znaczące ilości różnego typu broni Rosjanom, nie widząc w tym negatywnego zjawiska ( i przy okazji przekraczając wszelkie granice fałszu i hipokryzji, bo oficjalnie się do tego procederu nie przyznają i jednocześnie krytykują Francję za sprzedaż okrętów wojennych Kremlowi),  a przecież dozbrajając Rosję zwiększają jej szanse na to aby realizowała swoja politykę imperialną z sukcesem, dochodzi do paradoksu bo broń francuska, angielska  itp., jest używana albo będzie do inwazji na Ukrainie a zarazem  te kraje deklarują poparcie polityczne dla tego kraju. To jest „skurwysynstwo” w “najczystszej postaci” ale nie powinniśmy się dziwić bo te nacje tym się charakteryzują od wieków, takie poprostu są. Nazywają to pragmatyzmem ale odmian “racjonalności” jest wiele, jedne są etyczne, “zdrowe”, drugie poprostu „skurwysynstwem” w otoczce pragmatyzmu. Niemcy tylko „udają”, że są inni od francuzów i anglików. A dlaczego „udają”?  Ponieważ do niedawna były trzymane w ryzach przez USA i mocarstwa zachodnie, były przecież krajem, który nie miał w pełni tego słowa znaczeniu, (jeszcze w sumie niedawno, pod katem czasu historycznego) „pełnych politycznych  praw międzynarodowych” był trzymany w kagańcu przez koalicje zwycięskich państw alianckich po II wojnie światowej. Niemcy były “poskromionym krajem”, który miał być zawsze trzymany w szachu aby ponownie nie był zagrożeniem dla pokoju na świecie  ale od pewnego czasu przestało to być aktualne. Niemcy  wyrwały z tych “okowów”. Dlatego pewnie  już za niedługo przestaną udawać, że są inne w „definiowaniu  pragmatyzmu” od Francji czy Anglii. Rzeczpospolita coraz mniej ma czasu, aby przygotować się do wojny.

Natomiast Rosja nie tylko od dawna przestała udawać, że obecnie jest inna niż zawsze była ale stała się zagrożeniem dla świata a najbardziej dla sąsiadów. Jesteśmy pomiędzy dwoma mocarstwami (“pomiędzy młotem a kowadłem”),  dla nich od wieków zawsze „naturalną drogą rozwoju” było „zdławienie” Polski i to nie zależnie jakie by były miedzy RP a  nimi stosunki dyplomatyczne i jaką by przyjaźń nie deklarowali dla pozoru, i od setek lat mają naturę „drapieżnika’ i to się nigdy nie zmieni. Nie próbujmy “zaklinać rzeczywistości”, “uciekać od prawdy” jaką  jest bardzo duże prawdopodobieństwo napaści na Polskę  wroga ze wschodu. Pamiętajmy dla Rosjan i Europy Zachodniej jesteśmy tylko „punkcikiem na mapie”.

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU