Putin zafundował nam bardzo kosztowny wyścig zbrojeń? Cz.1

Putin zafundował nam bardzo kosztowny wyścig zbrojeń? Cz.1 Czy za kilka lat pewnego dnia obudzimy się w podległym kraju, zniewolonym, pozbawionym wolności słowa, dumy narodowej, tożsamości?  Na chwilę obecną istnieje […]

Putin zafundował nam bardzo kosztowny wyścig zbrojeń? Cz.1

Czy za kilka lat pewnego dnia obudzimy się w podległym kraju, zniewolonym, pozbawionym wolności słowa, dumy narodowej, tożsamości?  Na chwilę obecną istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że tak. Czy nasz „ukochany” rząd robi cokolwiek aby do tego nie dopuścić ( a jeżeli tak, to jak mu to wychodzi)?

Z roboczą wizytą w Polsce pojawił się w połowie sierpnia dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie gen. Donald Campbell, witał go z ” należnymi honorami”  uniżony sojusznik, dowódca generalny gen. broni Lech Majewski. Panowie „przycięli” sobie pogawędkę na temat  perspektywy i rozwoju współpracy wojsk lądowych Polski i USA. Zapewne było to miła i ekscytująca rozmowa i również prawdopodobnie w sumie nic z niej nie wynikło poza deklaracjami, poklepywaniu się po ramieniu, mocnych uściskach dłoni, „towarzyszy broni”. Wojacy przypuszczalnie skupili się na omawianiu szeroko zakrojonego “planu pozorowaniu działań”, niby zmierzających do odparcia potencjalnej agresji zewnętrznego wroga z wschodu, w ramy tego „projektu” niewątpliwie będą wpisywały się pokazy umiejętności bojowej (z „fajerwerkami”) wojsk sojuszniczych na poligonach, kraju nad Wisłą.

Nie oszukujmy polskiego społeczeństwa, jesteśmy na krawędzi wojny, zagrożenie jest „śmiertelne” nikt o zdrowych zmysłach nie podważy tej teorii (poza tym, wszystko za tym przemawia, jak na razie, że to nie „typowa teoria” to „nadchodzący nieubłaganie fakt”).

Putin jeszcze nie do końca czuje się na siłach aby „rozwinąć skrzydła” aby w „pełnym zakresie” pokazać  swoje z taką pieczołowitością pielęgnowane zamiary przywrócenia potęgi Rosji  z okresu „zimnej wojny”. Ale wielkimi krokami zbliża się do celu, robi wszystko aby te założenie zmaterializować. Na zbrojenia w Rosji wydawane są ogromne pieniądze, jest realizowany zakrojony na nieprawdopodobną skale program modernizacji uzbrojenia wojskowego.

Trzeba być ślepym, głuchym i „niedorozwiniętym intelektualnie” aby nie dostrzec, że wojna w Europie jest kwestią czasu.

Rząd RP ma coraz mniej „cennego czasu” na przygotowanie się do odparcia z ogromnym impetem zapewne uderzenia wojsk rosyjskich na nasz kraj, to nie będzie w tym wypadku „zabawa” jaką sobie urządzili Rosjanie na Ukrainie. Tam to ma wyraz w głównej mierze  propagandowy, oni sami w ten sposób utwierdzają się w swoich zamierzeniach , ośmielają się(„dodają sobie otuchy”) do działań przywracających  dawną potęgę” matki Rosji”

Rosjanie „kryzys na Ukrainie” pewnie  traktują jako proces przyzwyczajania siebie a raczej bardziej świata do nadchodzącego “czasu wojny” jaki nastąpi pewnie w Europie. Przy okazji jest to dla nich niezły poligon, mogą sprawdzać wartość bojową swojego  uzbrojenie (jak zdaje egzamin na polu walki), również śledzą reakcje świata,  a przede wszystkim USA i UE. Mają ogromną satysfakcje  i „napełniają się” coraz większą “otuchą”, ponieważ mimo pozorowanych działań “świata zachodniego” na rzecz przywrócenia pokoju na Ukrainie.  mimo setek „różnej maści” deklaracji  UE i USA o wspieraniu Kijowa w dążeniach do egzekwowania prawa międzynarodowego, do niepodległości, wolności, Ukraina zostawiona została sama sobie. Wsparcie polityczne tylko i wyłącznie, nic nie zmieni (już prędzej embargo ale tylko na jakiś czas, może tylko wstrzymać na krótki okres destabilizowanie Ukrainy), tu są potrzebne działania militarne, nie musi to się sprowadzać do interwencji wojsk NATO ( jeżeli świat tak bardzo „ trzęsie portkami” przed Putinem i boi się go „frustrować”), wystarczy wsparcie finansowe i sprzedaż broni dla Ukraińców.

W RP obywatele zaczynią „czuć pismo nosem”, „instynkt samozachowawczy” daje o sobie znać, przedstawiciele struktur państwa są z coraz większym impetem zasypywani pytaniami związanymi z coraz bardziej realną  inwazją na Polskę wroga  z wschodu. (Pojawiają się flagi narodowe, które trzepoczą  za oknem).

Po uroczystościach związanych z Dniem Wojska Polskiego i bardzo dobitnych i dosadnych deklaracjach naszego prezydenta w kwestii „gotowości” państwa polskiego do obrony niepodległości, “blady strach padł na naszych sąsiadów”, w niemieckiej prasie dało się odczuć dużą nerwowość w komentowaniu sytuacji geopolitycznej na wschodniej flance Sojuszu Północnoatlantyckiego. Niemcy w pełni zrozumieli, ze wojna z bardzo dużym prawdopodobieństwem zbliży się do ich granic i niewykluczone jest przesuniecie linii frontu  na ich ziemie. Czeka ich „proces oswajania się” z faktem, że wybuch wojny w Europie „wisi na włosku” RP już dojrzała do tego aby „przyjąć to do wiadomości”, nasi oficjele coraz śmielej , bez owijania w bawełnę” stwierdzają, że Polacy będą bronić niepodległości i wolności „do ostatniej kropli krwi”.

Nasz kraj ma „katastrofalne” położenie geograficzne w Europie, jesteśmy w takim niewiarygodnie niefortunnym  miejscu „ulokowani na mapie Europy”, że często byliśmy celem agresji i niejednokrotnie traciliśmy niepodległość, nie rzadko na dziesiątki lat.

Polska nie może  pozwolić sobie na bycie słabą militarnie i gospodarczo, my nie mamy wyboru w kwestii czy być „prymusem gospodarczo-militarnym” czy nie, w przypadku RP albo jest „potęgą”, albo nie jest i po stosunkowo nie długim „okresie pokoju”  traci niepodległość i zostaje wymazana z mapy Europy i  usunięta  z kart historii.

Innymi słowy Rzeczpospolita  nie  ma takiego “komfortu”, że może być państewkiem marginalnym,  albo „średniakiem”, większość krajów na świecie tak ale nie RP. W przypadku Polski, jeżeli nie będzie mocarstwem,  prędzej czy później zostanie rozebrana, podbita,  unicestwiona. Dla nas to „być albo nie być”. Jeżeli nawet Putin „szczęśliwie” pewnego dnia uderzy się głową dajmy na to przykładowo w kant stołu i nagle go oświeci, „zmądrzeje” i zaprzestanie uprawiać tak agresywną politykę zagraniczną i „wybije sobie z głowy” imperialne zapędy, co jest bardzo mało prawdopodobne, to i  tak nie wiele,  tak naprawdę się zmieni w naszej sytuacji geopolitycznej, odsunie to tylko w czasie śmiertelną groźbę skierowania agresji na nasz kraj, przez któregoś z potężnych sąsiadów. Na jaki czas? Nie wiadomo, może na kilkadziesiąt lat, może na kilkanaście, a może na kilka  lat. Jeżeli nie Putin to nie wykluczone, ze inny „kacyk”, były agent KGB, albo innej maści „oszołom” dojdzie do władzy na Kremlu i będzie miał zbliżone intencje i zamiary geopolityczne do poprzednika. To samo tyczy się innych potęg Europy. Nie chodzi tylko o Rosję. Dzisiaj wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że agresorem mogły by, (przykładowo), stać się Niemcy. Ale „spójrzmy prawdzie w oczy”, czy kilka lat temu ktokolwiek myślał, że Rosja będzie się tak nieobliczalnym, zdolnym do  wszystkiego agresorem?

Rozumiem, że istnieją kanony dyplomacji, są pewne standardy wypowiedzi  na forum publicznym, że politycy maja tendencje do stosowania w przemówieniach barwnych i wzniosłych frazesów. Oczywiście styl formułowania odczuć przez polityków ma swoją specyfikę, ale to co nasi oficjele potrafią „wygadywać”, to nadaje się tylko do kabaretu jako dobry materiał na skecze. Skłonność do “bajdurzenia” nasi decydenci mają nieprawdopodobną. Nasz prezydent  tak się „rozmarzył” na obchodach dnia wojska, że stracił kontakt z rzeczywistością, oderwał się od ziemi i zaczął snuć wizje nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Nasz krajan tak zapędził się  w złotoustych przemowach, że „wypalił z grubej rury” twierdząc, że Polska jest liderem zmian technologicznych, organizacyjnych i szkoleniowych na wschodzie NATO.

Polacy nie są imbecylami i nie wierzą, że wizyty w ostatnim czasie w RP prezydenta Baracka Obamy, sekretarza stanu Johna Kerry’ego i najważniejszych amerykańskich generałów to wyłącznie wyraz  poparcia politycznego dla Rzeczpospolitej i zapewnienie wsparcia militarnego i nie jest to czymś więcej “podszyte” Nie ulega wątpliwości, że ta nagła “miłość” decydentów amerykankach do Polski nie daje nam żadnej gwarancji, że przy inwazji na kraj nad Wisłą nie zostawią nas samych. Tak naprawdę to były wycieczki do państewka na wschodzie Europy, inspirowane przez amerykańskie koncerny zbrojeniowe  dla “wyrwania od nas jak największej kasy”, a tak się pewnie stanie w przypadku wygrania przez nich przetargów na sprzedaż nowoczesnej broni dla polskiego wojska. Bardzo dobrze znają się na Public Relations. Co to dla nich wysłać kilku czy kilkunastu amerykańskich żołnierzyków aby pobiegali po polskich „bezdrożach”. Koszt stosunkowo nieznaczny. I tak wpisany w wieloletnie programy prowadzenia działań sojuszniczych wynikających z obustronnych zobowiązań w tej kwestii. Schody pojawiają się kiedy przychodzi do konkretów, nasze zabiegi wyegzekwowania od NATO budowy stałych baz wojskowych w RP skończą się, wszystko na to wskazuje, fiaskiem, wręcz jest to pewne i raczej można było się tego spodziewać i część polityków polskich to przepowiadało. Minister Spraw Zagranicznych J. Sikorski stwierdził, że marzy mu się by u nas stacjonowały dwie ciężkie brygady żołnierzy NATO. Niestety wszystko przemawia za tym, że pozostanie to tylko marzeniem.

Jeżeli ktokolwiek w Polsce łudził się, uważając na przekór wszystkiemu, że nie jest tak, że należymy do „NATO bis”(drugiej kategorii), to przestanie to robić jak już niedługo po spotkaniu wszystkich członków sojuszu w Newport (w Walii na początku września)  zostanie to oficjalnie niedosłownie (ale jednak) ogłoszone. 

To tak jak „uderzenie pięścią w pysk” dla Polaków, „ciężki nokaut” , trzeba wstać, otrząsnąć się i przestać marzyć, tylko skrupulatnie , z zapałem i pełnym zaangażowaniem realizować plan budowy potęgi militarnej RP własnymi siłami. Europa Zachodnia nam nie pomoże, jesteśmy tylko dla nich obszarem buforowym,  „mięsem armatnim”. Według zachodu nie jesteśmy godni być traktowani tak samo jak starzy członkowie sojuszu, według nich jesteśmy sojusznikiem drugiej kategorii. Nie mamy co liczyć na znaczącą w wymiarze potencjału i siły bojowej (konkretną) pomoc militarną z ich strony w przypadku napaści na Polskę. W ich rozumowaniu jesteśmy „montownią Europy”, „tania silą roboczą”, obszarem przeznaczonym do neo-kolonizacji, do opanowania gospodarczo-politycznego, jesteśmy podwórkiem Niemiec i ‘Rosji na którym  „hasa” kto chce, bierze co chce i robi co chce. Jesteśmy traktowani jak współczesna odmiana „parobków pańszczyźnianych”. Dla zachodu  mamy wyłącznie „prawo  milczeć”. Takiej „tezy’ w przeszłości bez ogródek, podczas wypowiedzi na forum publicznym, użył bardzo wysoko postawiony francuski oficjel. Premier Anglii Cameron niedawno oficjalnie stwierdził, że Polacy są niecywilizowani, dał pewnie do zrozumienia nam, że powinniśmy wiedzieć “gdzie nasze miejsce w szeregu”, i pewnie mówiąc to pomyślał, że polaczki mają swój kraj tylko dlatego bo takie widzimisię ma zachód i Rosja ale w każdej chwili można to zmienić.

Trzeba jasno i klarownie bez ogródek stwierdzić, że po ostatnich wydarzeniach  na Ukrainie , „agresywnych działań” Rosjan,  można się pokusić o refleksje, iż istnieje w tym kontekście duża doza prawdopodobieństwa, że  katastrofa samolotu z połową polskiego rządu i głowy państwa tak naprawdę nie była nią tylko zamachem, a bynajmniej z perspektywy dzisiejszej nie można tego wykluczyć. A ewentualne zatuszowanie prawdy w takim przypadku było prawdziwym „majstersztykiem” Rosjan. RP świadomie lub nieświadomie mogła w tym im „nie przeszkadzać” bo  każdy wtedy przede wszystkim chciał spokoju, nie prowokować do  konfrontacji, bo wtedy to nie był na to dobry czas aby osądzać Rosjan, bylibyśmy wtedy praktycznie osamotnieni w tym, zachód nie dał by wiary, udawał, że nic się nie stało, ignorował, marginalizował nasze podejrzenia, co innego dzisiaj. Cały świat poznał prawdziwe oblicze autorytarnego splamionego krwią Putina i jego „świty”, przekonał się jak potrafią Rosjanie wiarygodnie kłamać („jak z nut”), w „żywe oczy” niejednokrotnie wypierając się nawet wręcz niepodważalnych faktów, pokazali światu  jak są bezduszni, wyrafinowani i zakłamani, do tego stopnia, że się często w tych kłamstwach wręcz gubią.  Okazanie „współczucia” i „troski’ dla rządu RP po katastrofie mogło być tylko kabaretem (spektaklem, szopką) z którego Putin i jego „banda” w zaciszach gabinetów mogła tylko drwić, kpić. Dyktator i jego ‘szajka” uważają się za nie-wiadomo jakich „cwaniaków”. Myślą, że są najmądrzejsi i mogą „kołować i wystawiać w pole” każdego.

Putin „umie” być „czarujący”, sympatycznie się uśmiechać, na pozór, często można mieć konkluzje, że jak to możliwe iż potrafi być również tak bezwzględny, bestialski, okrutny, być „oprawcą”, bo przecież jak podaje Kijów doprowadził pośrednio i bezpośrednio  poprzez swoje działania do śmierci ponad pół tysiąca Ukraińców. Nie zapominajmy, że ludobójcy, tacy jak chociażby oficerowie SS w obozach koncentracyjnych, którzy w czasie drugiej wojny światowej bez wyrzutów sumienia zabijali setki tysięcy ludzi, mieli rodziny (i podobno nawet darzyli ich „uczuciem” troszczyli się o nie). Zakładali mundur, wychodzili z domostw i mordowali  masowo  dzieci, kobiety i mężczyzn .

Nie możemy zapominać, że KGB zawsze słynęło z propagandy, z technik manipulacyjnych ale najbardziej z dezinformacji. Obecnie tymi umiejętnościami  posługujecie Putin, ostatnio, próbką  jego umiejętności było stwierdzenie, że Rosjanie powinni bardziej skupić się na pracy a nie na dążeniu do konfrontacji z całym światem. Pewnie chodzi o to aby „przemycić” w zdaniu przekaz, iż świat powinien mieć się  na baczności i zacząć się „trząść ze strachu” oraz pewnie zarazem w sposób zawoalowany oznajmił narodowi rosyjskiemu  iż jeszcze nie teraz jeszcze nie ten czas bądźcie cierpliwi, najpierw zmodernizujmy armie, później zaczniemy podbijać kraje. Oczywiście pierwsze wrażenie jest inne, ktoś naiwny jak dziecko, słysząc jego wypowiedz,  zakrzyknie, o Putin “spuścił z tonu”, może nadchodzą tak oczekiwane prze cywilizowany świat zmiany w jego polityce wewnętrznej i zewnętrznej!

O budowie  stałych baz w Polsce Europa boi się nawet głośno mówić co dopiero to wprowadzać w życie. Na sam zwrot bazy w NATO w RP, pewnie, oficjele zachodni popadają w “paniczny lęk” w obawie przed reakcją  Rosji. W marcu tego roku podczas spotkania w Brukseli szefów dyplomacji krajów atlantyckiej koalicji  minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski “uraczył” wszystkich stwierdzeniem, że Polacy poczuli by się zdecydowanie bardziej bezpieczni jak by rozmieszczono na terytorium Rzeczpospolitej stałe bazy wojskowe ( a precyzując chodziło o dwie ciężkie brygady). Efektem obrad członków Paktu Północnoatlantyckiego było zobowiązanie się NATO do opracowania koncepcji  swojej obecności  w przyszłości w Wschodniej Europie głównie w Rzeczpospolitej i krajach bałtyckich. Należy przypomnieć, że Polska nie złożyła wtedy formalnego wniosku do Sojuszu Północnoatlantyckiego o zwiększenie sił koalicji w kraju co jest niezrozumiale i rodzi pytanie dlaczego? Pod-bąkowianie pod nosem Sikorskiego to jedno a na piśmie egzekwowanie swojego interesu to drugie, to powinno iść w parze. Konsultacje w wykonaniu przedstawicieli rządu  RP z członkami sojuszu  przybrały w tym przypadku formę „farsy”. Oczywiście to by i tak nic nie zmieniło w tej kwestii ale mimo wszystko to był duży błąd naszego ministra spraw zagranicznych.

Pod koniec dwudziestego wieku Sojusz Północnoatlantycki rozbudowywał na obszarze nowo przyjętych państw do NATO infrastrukturę obronną, niezbędną do przejęcia wojskowej pomocy w przypadku agresji wroga. W Polsce dzięki temu dziesiątki firm zarobiło nie małe pieniądze, powstawały dodatkowe etaty, do kasy państwa wpływały pokaźne podatki. Mogłoby być  tak dalej jakby NATO widziało wciąż swój interes w tym, jakby dostrzegało zagrożenie płynące  ze wschodu, widocznie uważa ze „takowe nie istnieje” (podobnie jak Rosja uważa, że żołnierze Rosyjscy  zabłądzili dlatego wkroczyli na teren Ukrainy, a transportery opancerzone z oznaczeniami armii rosyjskiej, które najechały Ukrainę łamiąc podestowe prawa międzynarodowe i naruszając suwerenność, to nie ich) co jest oczywistą nieprawdą,  nasi sojusznicy po-prostu z góry przeznaczyli na stratę  państwa buforowe czyli m.in. Polskę i państwa bałtyckie, opierają linie obrony tak naprawdę na granicy państw zachodnich.  Jedyna bolączką,  która może powodować u decydentów państw zachodu pokaźny ból głowy to potężna fale uchodźców m.in. z RP w przypadku napaści agresora ze wschodu na nasz kraj.

Zamiast “bić głową w mur” i starać się forsować rzeczy w danej chwili „raczej” niemożliwe, czyli budowę baz w Polsce (przy obecnym podejściu do tej kwestii zachodu a w szczególności Niemiec i Włoch), starajmy się wyegzekwować (zdobyć) najnowsze technologie wojskowe  od świata zachodniego i USA, robiąc wszytko co w naszej mocy aby się tak stało (angażując wszystkie istniejąc poparcie decydentów zachodnich i amerykańskich), stawiając to na „ostrzu noża” i traktując to bezwzględnie priorytetowo jako racja stany najwyższej wagi. Wymagajmy od nich to do czego mamy prawo jak „pies do kości” („jak kundel do budy”), a wiec wsparcia minimum a takim biedzie egzekwowanie technologii od  członków NATO w atrakcyjnej formie pod katem finansowym pamiętając o tym aby były to w pełni wartościowe licencje co jest niewyobrażalnie ważne a wiec  możliwość modyfikacji technologii, tworzenia w oparciu o nie nowych technologii, możliwość serwisowania, obsługi, co jest bezdyskusyjnym wręcz minimum bezwzględnym , możliwość sprzedaży produktów wojskowych pochodzących od tych technologio na rynkach trzecich itd.. Pozwoli to zbudować znaczący potencjał militarny polskiej armii oraz stworzyć liczącą się na świecie  branże zbrojeniową. Zbrojeniówka przy odpowiedniej organizacji , trafnych inwestycjach  w innowacje i nowe technologie,  przy stworzeniu bardzo dobrej marki z naciskiem na jakość i nowoczesność, będzie potężnym kołem zamachowym dla polskiej gospodarki. Niektóre państwa chociażby taka Rosja opiera znaczącą cześć budżetu na  dochodach ze sprzedaży uzbrojenia dla zagranicy ( a przecież te państwo nie ma nowoczesnego uzbrojenia delikatnie ujmując, jak na razie, co trzeba podkreślić). Wpompowanie w przemysł zbrojny inteligentnie („z głową”) setek miliardów  złotych przyniesie  dziesiątki tysięcy nowych miejsc pracy bezpośrednio w zbrojeniówce i trzy razy tyle pośrednio  u podwykonawców, ogrom pieniędzy wróci do budżetu aby zasilać filary polskiego państwa, szkolnictwo, służbę zdrowia, przemysł, siły zbrojne, tylko wtedy kiedy polski przemysł zbrojny będzie w rękach państwa, wyłącznie  posiłkowany firmami prywatnymi. Najlepiej jak by to się odbywało  na zasadzie zdobywania technologii od zachodu i USA i następnie modyfikacji i unowocześnienia jej.

Powinno się egzekwować od zewnętrznych kontrahentów naszej zbrojeniówki nie tylko dostęp do nowoczesnych technologii ale  również  zakup całych systemów szkolenia  inżynierów,  techników, najniższych ranga pracowników w celu przekazania im wiedzy i nauczenia umiejętności niezbędnych do produkcji danej broni na licencji. Sprzedawcy nowoczesnego uzbrojenia powinni mieć w ofercie pomoc przy  budowie fabryk, bo tylko tak RP może się stać potęgą militarną w naszych realiach. Rzeczpospolita nie ma nowoczesnych technologii, Polacy niestety jak dotychczas nie „opanowali” odpowiedniej kultury pracy, ani wiedzy, ani kultury organizacyjnej.

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU