Relacje kraju nad Wisłą z potęgami militarnymi i gospodarczymi świata.

Relacje kraju nad Wisłą z potęgami militarnymi i gospodarczymi świata. Polska scena polityczna. Pozycja RP w strukturach NATO, stosunek potęg gospodarczych UE do zabiegów Rzeczpospolitej o wzmocnienie wschodniej flanki sojuszu. […]

Relacje kraju nad Wisłą z potęgami militarnymi i gospodarczymi świata.

Polska scena polityczna. Pozycja RP w strukturach NATO, stosunek potęg gospodarczych UE do zabiegów Rzeczpospolitej o wzmocnienie wschodniej flanki sojuszu. Narodowe koncerny, państwowe wehikuły inwestycyjne.

Wydarzenia u naszych wschodnich sąsiadów  muszą sprowokować do natychmiastowych działań w sferze naszej obronności, przyspieszyć proces scalenia polskiego przemysłu zbrojnego i  modernizacji armii.

Przed polską sceną polityczną stoi ogromne wyzwania w polityce wewnętrznej kraju  na polu gospodarczym i sprostanie ogromnemu wysiłkowi jakim będzie zbudowanie potencjału militarnego, który będzie przeciwwagą dla polityki imperialistycznej Rosji. Również Polska polityka zagraniczna to w obecnej chwili powinien być bardzo znaczący filar RP.

Polacy powinni być gotowi całkowicie poświecić się dla ojczyzny i nie chodzi tu o heroizm całego narodu podczas potencjalnego konfliktu zbrojnego, bo mam całkowitą pewność, że przybrałoby to taką formę, która dotychczas nie miała miejsca  “w historii świata” ale o postawę  rządu, głowy państwa, polityków. Jaka energia bije od Polaków było widać w czasie inauguracji Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej. Okrzyk Polska miał tak wielki “ładunek emocjonalny”, że mógłby “zmieść z powierzchni ziemi Rosję.

Zaciekły opór Słowaków, Węgrów, Czechów przeciw planom zaostrzenia sankcji nałożonych na Rosję, świadczy o tym, iż  te nacje się nie zmieniły, zawsze „jak rzep przyczepiały się do ogona mocarstw”, jak zawsze w roli „kwiatka do kożucha”,  bez charyzmy, silnej osobowości, jak “chorągiewki na wietrze”. Takie narodu zawszy “żyją w cieniu”, są “tłem” dla rozwoju cywilizacji europejskiej.

Obama, niestety, jest bardzo przeciętnym przywódcą światowego mocarstwa, sprowadza swój kraj do roli drugoplanowej w konfrontacji z polityką imperialną Putina. Dla mnie jego polityka zewnętrzna to bardziej powód do wstydu niż dumy dla milionów Afroamerykanów. Po dziesięcioleciach ucisku, dyskryminacji, prezydentem został  ich „brat” wydawało się, że to ich „5 minut” w historii USA. Ale czy tak jest? Obama okazał się człowiekiem, który nie ma wizji świata, nie ma nawet sensownego planu gospodarczego i militarnego na  rozwój Stanów Zjednoczonych.

Czyżby tak wysoka funkcja państwowa, jaką piastuje stała się dla niego bardziej brzemieniem niż wyróżnieniem?

Raczej „nie wywołuje euforii”  u milionów amerykanów, przejdzie pewnie do historii jako człowiek który miał umiejętności oratorskie, potrafił pobudzać wyobraźnie, ale to sprowadza się tylko  wyłącznie do popisów krasomówczych, innymi słowy doskonale sprawdził by się przykładowo jako  “szołmen”, „gwiazda pop” ale nie władca najpotężniejszego na świecie państwa, (potęgi gospodarczej i  militarnej). Od takiego człowieka oczekiwania nie są stawiane wyłącznie przez jego rodzinny kraj ale przez cały cywilizowany świat. Strażnik pokoju i dobrobytu,  bo takim mianem,  sam siebie nazywa,  musi wywiązywać się z nałożonych  w tym kontekście obowiązków na arenie międzynarodowej. Okazał się bardzo miękką “wypełnioną watą kukłą”, śladowe ilości w niej treści, silnej charyzmy, strategii w działaniach międzynarodowych ani objawów elementów misji strażnika pokoju.

Dla mnie więcej “animuszu”, “fantazji” ma przeciętny, praworządny, moralny, etyczny Afroamerykanin zamieszkujący dzielnice biedy na Bronx(-e) niż on. Traktuje bardzo po macoszemu problemy geopolityczne Środkowej i Wschodniej Europy. Poza płomiennymi wypowiedziami, poza deklaracjami, zapewnieniom o poparciu politycznym, wywiązywaniu się z obowiązków sojusznika w ramach NATO, tak naprawdę za bardzo się tym nie “interesuje”, kiedy przychodzi do konkretów ma do zaoferowania niewiele.

Polityka pozorowanych ruchów wobec agresywnych zachowań Rosji prowadzi do podkopywania wiarygodności na arenie międzynarodowej Stanów  Zjednoczonych  i Sojuszu Północnoatlantyckiego.

To nie tylko dodaje pewności siebie dla Putina, daje mu poczucie bezkarności, ale również odbierane jest przez cały świat jako oznaka słabości, dlatego “radykalny świat islamski” będzie z coraz większym animuszem „dawał o sobie znać”. Może jak ponownie zapadnie się kilka wieżowców w USA z powodu aktów terrorystycznych, Obama  „przebudzi się w końcu z letargu”.

To nie znaczy, że Polska ma się odwracać od USA, dla RP nie ma innej alternatywy i nigdy nie będzie, powinna zawsze czynnie brać udział w jej misjach militarnych, ale już trochę na innych warunkach, to samo się tyczy naszych relacji z  sojusznikami europejskimi, po tym jak zostaliśmy „sprowadzeni na ziemie” poprzez ogromny opór członków NATO  co do koncepcji powstania stałych baz wojskowych w RP (głównie Niemców i Włoch) i ignorowanie (lekceważenie) naszych apeli o wsparcie militarne prawej flanki sojuszu. Bo kroki jakie zostaną podjęte przez państwa sojuszu na szczycie w Wali, (zapowiadane przez media) to pozorowane działania, przypomina to postawę w stosunku do „kryzysu ukraińskiego” w wymiarze politycznym i militarnym.

Nigdy nie powinniśmy dopuścić do marginalizacji, wyalienowania naszego państwa na arenie międzynarodowej, a tak może się stać jak będziemy prowadzić politykę, która nie mieści się w ramach współczesnych międzypaństwowych relacji dyplomatycznych. Musimy brać w pełni udział w „teatrzyku politycznym”, wymieniać “tysiące uścisków dłoni” z głowami państw i szefów rządów, rozdawać na prawo i lewo uśmiechy ale zarazem twardo i dobitnie egzekwować swoje interesy narodowe, racje stanu państwa. Aby to robić musimy być pełnowartościowym graczem politycznym, jako państwo „świecić przykładem” w sferze gospodarczej i politycznej. Ale zarazem powinniśmy nakreślić czerwoną linie, której nie powinniśmy przekroczyć w kwestii integracji naszego państwa z UE. Ta granica jaka aktualnie istnieje jest najbardziej odpowiednia, nie powinniśmy zrobić ani jednego kroku w tył ani do przodu i blokować wszelkie inicjatywy wewnętrzne wspólnoty mające na celu głębszą integracje a zarazem nie dopuścić do “rozluźnianie węzłów współpracy” i nie pozwolić do “zniszczenia” dorobku UE jaki jest jej obecny stan organizacyjno-prawny, przez “fanatyków” utopijnej idei federalizacji ani przez państwa, które tak naprawdę pewnie chcą “utopijnych”, uwsteczniający reform, szkodliwych dla UE (mam tu na myśli Anglię).

Cameron przez swoją totalnie nieodpowiedzialną politykę wobec UE może doprowadzić do tragedii, dramatu Europy. UE to gwarancja pokoju wewnętrznego w granicach terytoriów jej członków, jakiej Europa nigdy poprzednio w historii nie miała (wielka, najwyższa  wartość jaką można sobie wyobrazić).

Nacje europejskie dużych państw mają “naturę drapieżnika” (żądne podbijania, uzależniania, dominacji, podporządkowywania). Bez narzucenia „zdrowych” ograniczeń w suwerenności na rzecz UE pewnie już nie raz w minionych dziesięciolecia wybuchałyby „wojenki”, itp., na Starym Kontynencie.

Powinniśmy być “cwani”  brać udział w tym całym „przedsięwzięciu” pod tytułem UE i być aktywnym uczestnikiem, aby nasz głos miał dużą wagę, liczył się, ale zarazem nie powinniśmy się dać złapać w „pułapkę” jaką jest dalsza integracja z UE. Potęgi europejskie takie jak Niemcy i Francja pewnie mają misterny plan podporządkowania sobie gospodarczego innych państw (szczególnie tych malusich skazanych na to, one nie mają tak naprawdę raczej wyboru) w ramach UE, (ma to się to sprowadzać do takiej współczesnej odmiany neo-kolonizacji).

UE doskonale się sprawdza w wymiarze gospodarczym, jako spójny rynek, niczym nie skrępowany przepływ ludzi i towarów. Również  w wymiarze pielęgnowania wyższych wartości, szerzenia praw obywatelskich, praw człowieka.

UE również sprawdza się w roli strażnika pokoju ale tylko w wewnątrz swojego obszaru, na zewnątrz jest bezbronna i nieudolna, nie posiada potencjału militarnego, nie posiada jednomyślności w tej materii, ma postawę z reguły bierną i to się nigdy nie zmieni (aż się prosi aby, oprócz narodowych sił zbrojnych i NATO, powstała armia UE, silna, nowoczesna, o ogromnej sile ognia, doskonale wyszkolona, o najwyższej gotowości bojowej, zdolna do natychmiastowego reagowania na potencjalne konflikty zbrojne).

Władzę w wspólnocie tak naprawdę mają Niemcy, Francuzi (i  w jakimś stopniu Anglicy), oni “rozdają karty”, żadna decyzja w wymiarze politycznym i gospodarczym nie zapadnie bez ich aprobaty. Niestety, to ich państw, interesy gospodarcze i polityczne w głównej mierze są realizowane w UE, są ponad interesami innych członków wspólnoty. Polska  nie raz boleśnie się o tym przekonała.

Niemcy zabiegają o głębszą integralność, jednocześnie zabezpieczają swoją dominacje i w ten sposób tak naprawdę sprowadzają to do farsy. RFN integrują a zarazem nie chcą oddać części władzy politycznej na rzecz  struktur unijnych robiąc z tego wielką mistyfikacje, mam nadzieje, że tu tylko nie chodzi o dominacje w wymiarze gospodarczej i politycznej, („połknięcia państewek”).

I dlatego kiedy UE zdecyduje się na kolejne tak zwane reformy wspólnoty (głębszą integracje) kraje, które “szanują swoja tożsamość”, suwerenność, powinny stanowczo powiedzieć nie. Ta faza integracji jaka ma teraz miejsce jest „ najzdrowsza”, najbardziej odpowiednia. Jeżeli inne państwa chcą się bardziej “integrować” to niech to robią ale nie kosztem pozostałych członków “obdzierając” ich w jakimś sensie z praw nabytych, przenosząc środek ciężkości władzy, środków finansowych, ośrodek siły politycznej w grono  ścisłej współpracujących członków (“euroland”). Na to członkowie unii nie powinni się zgodzić. Wejście do strefy euro nie pomoże nam w  wymiarze gospodarczym a na pewno nie wymiarze bezpieczeństwa. Może tylko osłabić na dzień dzisiejszy naszą gospodarkę, nie przeszliśmy dotkliwie kryzysu ekonomicznego jaki ogarną Europę,  miedzy innymi dzięki temu, że nie byliśmy w “eurolandzie”.

Afganistan zacofane państwo,  jedno z najbiedniejszych państw świata, a nigdy w historii nie przegrało wojny, to o czymś świadczy.  Afgańczycy walcząc z najeźdźcą (w tym z największymi potęgami militarnymi) zawsze wychodzili z tych konfrontacji zbrojnych  zwycięsko. Z tego nasuwa się wniosek, że nie tylko potencjał militarny ma ogromne znaczenie w czasie działań wojennych ale również  gotowość do wielkich heroicznych czynów. 

Szkoda Ukrainy, narodu ukraińskiego, nie powinni “raczej” więcej prosić o pomoc europejskie potęgi i USA bo to jak uderzanie “głową w mur”.  Niemcy są tak uzależnione gospodarczo od Rosji, tak znacząco od surowców Kremla, że można się pokusić o stwierdzenie, że Putin ma te państwo “na smyczy”. Mocarstwa europejskie, będą odgrywać szopki medialne, zapewniać o poparciu politycznym, wygłaszać apele, wzniosłe i płomienne deklaracje i nic więcej, oni po prostu mają to gdzieś, boja się Rosji, lękają konsekwencji, prowadzą interesy z Rosją. Kierują się tak zwanym pragmatyzmem, wychodzą z założenia, że inni by tak samo postąpili, innymi słowa pewnie według nich jak by Ukraina była na ich miejscu, też by przyjęła tak-zwaną “racjonalną postawę”.

Mniej jest “zrozumiała” postawa USA, bo tłumaczenie biernej postawy tego państwa wobec „kryzysu ukraińskiego” m.in. lękiem przed użyciem prze Putina broni jądrowej jest totalną bzdurą. Tak samo tylko pogróżkami i niczym więcej jest straszenie Ukraińców przez ”putinowskie ludziki”. Rosjanie nie są „samobójcami” nie są „szaleńcami”, wiedzą, że użycie broni jądrowej,  spowodowałoby, że już by “raczej” nikt się nie “cackał”, tylko pewnie prawie cały cywilizowany świat spojrzał by  na to w ten sposób: „ mamy do czynienia z psychopatą”, a więc „bąbki ” poleciałyby, jedna za druga na Kreml.  Zresztą  siły specjalne, pewnie większości cywilizowanych krajów na świecie, Putina by znaleźli nawet „pod ziemia”  i zlikwidowali, nie było by wtedy żadnego “cackania”. Nie liczyłyby się straty w setkach, w tysiącach komandosów, w grę wchodziło by życie dziesiątek milionów istnień ludzkich, wtedy niektóre  państw wysłałyby odziały specjalne nawet na pewną śmierć jakby był choć mały procent, że dopadną Putina.

Doskonałą propozycja wysunięta prze Anglię jest odebranie Rosji organizacji Mistrzostw Świat w Piłce Nożnej, to dotkliwie zaboli „putinowskich ludzików”. Za to należy się wielka pochwała. Jeszcze doskonalszym pomysłem byłaby wspólna organizacja mistrzostw przez Polskę, Anglię i wolną, suwerenną Ukrainę.

Nie zdziwiłbym się jak po latach międzynarodowa opinia publiczna dowiedziała by się, że  Rosja „ubiła targu” z potęgami europejskimi  (‘wielką trojką”) przejmując wschód Ukrainy w zamian za włącznie zachodniej  Ukrainy w strefę wpływów ładu euroatlantyckiego. Należy bez zwracania uwagi na kogokolwiek wesprzeć militarnie Ukrainę jak Putin będzie chciał zagarnąć cały kraj. Mam nadzieje, że „żelazna dama”  nie „sprzedała” Ukrainy, choć wygląda na „poczciwą kobiecinę”, i potrafi mówić płomiennie i wzbudzać tym naprawdę sympatie i poparcie, podobno również „umie” być bezwzględną dla przeciwników politycznych  („wycinać ich w pień”). Niestety jeżeli kanclerz Niemiec nie uratuje Ukrainy to już raczej nikt. Według mas-mediów ponad 50 spotkań przeprowadziła z Putinem w trakcie “kryzysu ukraińskiego”, może nawet coś „zaiskrzyło miedzy nimi” bo przechadzali się ochoczo z uśmiechem na twarzy, można ironizować ale fakt jest taki, że świat zostawił samą sobie Ukrainę  i rozgrywa się tam wielka tragedia. Ukraina traci terytorium a nie wykluczone, że starci niepodległość. Identycznie może być w przypadku „potyczki” Polska- Rosja jak nic się nie zmieni kwestii potencjału militarnego RP.

Wszystkie aktywa jakie posiada Rosja za granicą powinny być zamrożone a najlepiej skonfiskowane. Rosja powinna być odcięta od światowego sytemu finansowego. Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy,międzynarodowe instytucje finansowe, itp., powinni zerwać dotychczasowe  umowy pożyczkowe, kredytowe udzielone Rosji. Notowane na światowych giełdach  rosyjskie podmioty gospodarcze powinny być usunięte z giełd. Na sprzedaż i kupno broni, sprzętu wojskowego, wszelkich nowoczesnych technologii powinny być nałożone embargo. Rosja powinna być totalnie wyizolowana politycznie na arenie międzynarodowej.

Amerykanie jak chcą podpisać  umowę handlową z UE (umowa o wolnym handlu i inwestycjach) to niech zaczną sprzedawać Europie surowce energetyczne w cenach konkurencyjnych dla surowców rosyjskich a jak się nie zgodzą, to „gonić ich na kopach” i pokazać im “fuck you”. Oni by pewnie chcieli zagarnąć rynek europejski, upadło by tysiące podmiotów gospodarczych na starym kontynencie, bo amerykańskie firmy mają nad europejskimi przewagę w tańszych surowcach i niższych kosztach działalności gospodarczych. Bo USA to taki „współczesny kraj wyzysku”, wizerunek USA jaki kreuje propaganda amerykańska w światowych mas-mediach ma nie wiele wspólnego z prawdą w kontekście m.in. praw pracowniczych (są sprowadzone do niezbędnego minimum), ich wspaniały ustrój to nic innego jak kapitalizm bez ludzkiej twarzy, drapieżny, krwiożerczy. Kraj “współczesnych niewolników”, bo takim mianem  można nazwać pracowników nisko opłacanych i mizernie uposażonych, system wsparcia socjalnego praktycznie nie istnieje (sprowadzony do farsy). Poprzez wejście z tym całym „swoim dobrodziejstwem” do Europy (“raczej”) zniszczą dobrobyt europejski i dramatycznie obniżą standardy, etyczne, socjalne itd., itp.  Tak jak rodzina tylko na zdjęciu dobrze wychodzi tak USA tylko w filmach hollywoodzkich.  

Wychodzi na to, że sojusznicy wypną się na prośby kraju nad Wisłą o wybudowanie stałych baz NATO w Rzeczpospolitej. Mało tego, nie dość, że z stałych baz “nici” to dalej będzie pewnie istniała umowa  z lat dziewięćdziesiątych XX wieku pomiędzy NATO i Rosją ( uzgodnienia z Rosją z 1997 r.) mówiąca m.in. o tym, (używając  „ludzkiego języka”, potocznego”), że kraje Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Polska) mają nałożony „kaganiec” w formie limitowanej ilości uzbrojenia, liczebności wojska, zobowiązaniu się członków sojuszu o nie umieszczanie stałych baz na wschodniej flance. Bardzo pielęgnują i troszczą się nasi sojusznicy o treść tej umowy traktują ja jak biblie (jak największą “świętość”), “nie dostrzegając”, jednocześnie, że Rosja  “ma w dupie” wszelkie zobowiązania i umowy międzynarodowe, łamiąc je w relacjach z Ukrainą. „Raczej” nikt o tym nie pisze, prawdopodobnie żaden dziennikarz pracujący w prestiżowych, opiniotwórczych, poważnych polskich mas-mediach, nie pokusił się o analizę omawianej umowy międzynarodowej, czyżby już nie było publicystów  z powołania w Polsce, (nie piszę o tych co traktują to wyłącznie jako prace, jako źródło dochodów i karierę zawodową, bo takich nie mało).

Dodatkowo nasz kochany Tusk zaczyna „śpiewać jak mu wyspiarski premier zagra ”, mam nadzieje, że nie zostanie marionetką potęg zachodnich i nie zostanie sprowadzony do roli figuranta („gadającej głowy”),  do „słodko pierdzącego oratora”, podobną zresztą przyjmował postawę będąc premierem RP. To nie było miłe, usłyszeć z ust premiera RP (w dniu namaszczenia na przewodniczącego Rady Europy) głównie stwierdzenia, „dyktowane” przez Londyn. A gdzie „godność polityczna”, gdzie poczucie utożsamiani się z tym co się mówi wcześniej, to jeden z setek dowodów na to, że nie można poważnie („za bardzo”) traktować tego co Tusk mówi. Co pomyśleli o tym Anglicy? Nie musimy się domyślać, w prasie angielskiej była jego wypowiedz, po  wybraniu na „figuranta unii”, szeroko opisywana. Będzie to raczej to tylko „prestiżowa posadka”, jeżeli Tusk nie “przerwie sznureczków” za które będą pociągały mocarstwa europejskie to będzie tylko” pacynką”.

Ten stołek „raczej” nie ma takiej wagi jak stanowiska w komisji europejskiej? Miejmy nadzieje, że jednak ma. Zdobywanie dla Polski funduszy europejskich, negocjowanie lepszych warunków finansowania , refundowanych inwestycji w RP przez UE, walka z “terrorem ekologicznym”, który uderza w kraj nad Wisłą, przeciwstawianiu się procesowi obcinania (w coraz większym stopniu) funduszy unijnych dla Polski, itd., itp. to zadania dla Tuska ( to wszystko można dokonać w “gierkach zakulisowych”).  Miejmy nadzieje, że nie jest to tak, że Polskę „pogłaskali po główce”, jak „dziecku dali lizaka” i tyle.

Delikatnie ujmując, uważam, że mimo wielu kompromitacji PO i porażek gospodarczych, politycznych, mimo wielu niezrealizowanych obietnic wyborczych, PiS to nie jest dobry wybór dla Polski. Mogło to być na siłę „przełknięte” przez opinie publiczną w przypadku kiedy PiS skłonny by był współpracować z PO ( i to już teraz powinny zadeklarować te partie, gotowość do współpracy w ramach koalicji PiS i PO dla dobra państwa). Ale czy to jest realne? Przyszłość pokaże. Tylko wtedy Polacy zaczną na poważnie myśleć, że PiS się ucywilizował, że wyzbył się tendencji do despotyzmu, że ksenofobia poszła w niepamięć, że wyzbył się skłonności do polityki ocierającej się (znikomo ale jednak) o autorytaryzm, że skończył definitywnie z „wpadkami” w formie wypowiedzi na podstawie których można było  pokusić się o stwierdzenia, że w jakim sensie uderzają w prawa obywatelskie, najwyższe wartości, reguły demokratyczne, że skończył z retoryką i działaniami “duszącymi” społeczeństwo, sprawiającymi, że obywatele czuli  się skrepowani, i “zniewoleni” przez jego “buńczuczną” osobowość i „zamiłowania” do “dławienia społeczeństwa”.

Polacy kochają  wolność, wszystkie najwyższe wartości demokracji, prawa obywatelskie,  jeśli J. Kaczyński wygra wybory parlamentarne stojąc na czele PiS i nie będzie spełniać powyższych oczekiwań, to krótko będzie istniał jego rząd, i szybko zostanie sprowadzony do roli opozycji parlamentarnej.  Społeczeństwo  nie będzie się “patyczkowało” z taką postawą, mam pewność, że błyskawicznie został by wtedy odsunięty od władzy. 

Niestety rodzima scena polityczna nie daje Polakom poważnej alternatywy dla PO i przez tą ułomność polskiej polityki popycha to społeczeństwo “w łapy”  PiS-u. Niestety obywatele raczej (mam nadzieje, że mimo wszystko jest inaczej) nie mają innego wyboru, raz, że Platforma Obywatelska musi „chyba odpocząć od władzy”, przemyśleć swój dotychczasowe postępowanie, wyciągnąć wnioski z porażek i nie zrealizowanych obietnic,  poza tym niestety władza ma to do siebie, że deprawuje (“może zbyt długo PO jest u steru władzy”), tym samym prowadzi do wielu negatywnych zjawisk  w strukturach państwa. Każda ze stron głównych sił politycznych RP,dobrze by-było jak by się “ukorzyła” i “pochyliła czoła przed konkurentem politycznymi” i zaczęła przy ewentualnej koalicji parlamentarno-rządowej współpracować (mam na myśli PO i PiS).

Oczywiście, zawsze pozostaje nasz “zawór bezpieczeństwa Rzeczpospolitej Polskiej”  jakim jest PSL – (“kwiatek do kożucha”, pełni role “dopina-cza koalicji rządowej” w wolnej Polsce) – w kontekście tworzenia większości parlamentarnej w celu niedopuszczenia do paraliżu państwa i tym samym uderzenia w dobro kraju. Priorytetem po wyborcach jest płynny i szybki proces przejęcia władzy bez perturbacji, zgrzytów, spektakli politycznych. Bo to wstrząśnie państwem, będzie miało negatywny wpływ na pozycje RP na arenie międzynarodowej i w tym samym uderzy w podstawowe interesy Polski.

Nie jestem przekonany do PiS, naprawdę wolałbym aby ta partia nie doszła do władzy, pomijam już inne cechy tego ugrupowania,  które mogą frustrować, irytować, wywoływać niechęć, ale  wciskanie na siłę  religii, wręcz “wypruwanie flaków” ludziom poprzez narzucanie  poczucia wiary jest niedopuszczalne. Polacy tego totalnie nie cierpią (za wyjątkiem dewotek i oszołomów zrzeszonych pod „auspicjami” radia Maryja). Jeżeli PiS tak to “kreci” to niech zajmie się wyłącznie “szerzeniem wiary” jako organizacja społeczna albo wstąpi do struktur kościoła albo otworzy” zakon”. W cywilizowanym państwie „indoktrynowanie religijne” nie powinno  mieć miejsca, zresztą “druzgocąca” większość Polaków traktują  wiarę jako obyczaj, tradycje i niech tak zostanie (jak w  większości cywilizowanych państw na świecie).

Po części społeczeństwo polskie samo zgotowało sobie taką “alternatywę rządów” poprze brak odpowiedniego zaangażowania w sferze polityki, “obywatelskiej i społecznej aktywności”. Polacy powinni w końcu bacznie obserwować świat polityki, zacząć partycypować, “tworzyć alternatywny”, kreować go, „udzielać poparcia” nie tylko co cztery lata, (od wyborów do wyborów), bo inaczej możemy zgotować sobie koszmar, dramaturgie i wstrząsy polityczne, ucisk, “dławienie” obywatelskiego społeczeństwa, “terror zakazów, nakazów”,  “duszenie demokracji”.

PiS już nam coś takiego raz zgotował, dlatego trzeba zrobić wszystko aby  znalazła się jakaś poważna cywilizowana opcja polityczna dla PO oprócz “pisowców”. Ceniąca wszystkie najwyższe wartości  demokratyczne, przywiązująca dużą wagę do wolności i praw obywatelskich, mająca poważny program na podniesienie poziomu życia społeczeństwa polskiego, na walkę z bezrobociem, biedą, na rozwój gospodarczy itp.. Najlepiej jak by to była opcja polityczna o centroprawicowych poglądach.

Jak się przeanalizuje do czego zdolny jest (“oszołom”) J. Kaczyński ( i co może spotkać społeczeństwo z jego strony) to ponownie wybór pada na PO (ale głównie mam na myśli wybory parlamentarne, prezydenckie nie samorządowe, tam powinny wygrać w największym stopniu organizacje obywatelskie).

Mimo, że Platforma Obywatelska zaliczyła tyle druzgocących porażek w budowie i modernizacji  infrastruktury w kraju, w kontekście m.in. kolei (najbardziej zabolało większość Polaków i uderzyło w dumę narodową, porzucenie projektu budowy kolei dużych prędkości, a dla PO był to duży cios wizerunkowy), przypuszczalnie dalej ma szanse wygrać zbliżające się wybory parlamentarne. Na podłożu tworzenia prawa, PO też nie “błyszczała”, również nie radziła  sobie ze służbą zdrowia, z reformą szkolnictwa, nie za bardzo “wychodziło” jej walka z wysokim bezrobociem, z nabierającą coraz większego wymiaru nędzą, porażki reformy procesu  tworzenia prawa, (legislacji)  itd., itp.. Społeczeństwo ma za złe PO z powodu “zwąchania się” z neoliberałami (to był ogromny cios dla wizerunku i notowań  PO, „jak gwóźdź do trumny’).  Dochodzą oczywiście do tego wszystkiego, ostatnio afery.

Jedną  z bardzo niewielu zalet jaką PiS posiada to, totalna niechęć do byłych aparatczyków, agentów SB  (nie mało ich jest w szeregach SLD czy Ruchu Palikota). SLD jest  kłębowiskiem wszelkich zjawisk negatywnych,  tego od czego Polska od 1989 roku ucieka i zwalcza z wszystkich sił  a wiec korupcje, malwersacje, przestępczość zorganizowaną, nepotyzm, służalczością  w stosunku do Rosji, brak poczucia  odpowiedzialności za kraj, brak utożsamiania się z racją stanu i podstawowymi interesami państwa polskiego. Dla mnie osobiście  takie partie m.in. jak SLD to zagrożenie dla dobra kraju.

Również to tyczy się ugrupowania (“oszołoma”) Janusza Korwin-Mikke (w 2014 kierowany przez niego KNP w wyborach do europarlamentu zajął 4. miejsce z wynikiem 7,15% głosów) to najbardziej niebezpieczne dla państwa polskiego ucieleśnienie neoliberalizmu. Ten człowiek pozbawił by społeczeństwo polskie sfery socjalnej,  sprowadził  naród do roli “trybików” w budowie bogactw i małych “imperiów” współczesnych magnatów (czyli miliarderów), zrujnował by struktury państwa, pozbawił podstawowych narzędzi do prowadzenia polityki gospodarczej, miedzy innymi oddając zapewne w łapy “koncernów międzynarodowych” nasze czempiony, pewnie osłabiłby struktury szkolnictwa polskiego doprowadzając do ograniczenia edukacji na poziomie średnim i wyższym dla przeciętnych Polaków, całkowicie ją prywatyzując, pewnie służba zdrowa stała by się  dla większości Polaków niedostępna. Pewnie doprowadził by do ogromnego rozwarstwienia społecznego. Nastąpiła by pewnie astronomiczna przepaść “(liczona w latach świetlnych”) w poziomie życia miedzy nieliczną “hiper-bogatą” warstwą  społeczną a  najniższą, jak dla mnie jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju w sferze gospodarczej, polityczne, itd..

Postawił bym mimo wszystko na PO jako na „mniejsze zło” tylko pod warunkiem, że zacznie myśleć w kategoriach racji stanu, dobra państwa, strzec podstawowych interesów kraju, odpowiadać swoimi działaniami na potrzeby większości  społeczeństwa, dbać o sferę socjalną, nie dopuszczać do rozwarstwień społecznych, do szerzenia się biedy, obniżać znacząco poziom bezrobocia, zwiększać prawa pracownicze, uszczelniać system podatkowy, ubezpieczenia społecznego.

Za wszelka cenę PO nie może dopuścić aby m.in. neoliberałowie doprowadzili do “załamania” państwa poprzez storpedowanie reformy emerytalnej ( drugiego filaru), bo znowu dziesiątki miliardów wpadną w łapy międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, zadłużając tym samym  skarb państwa RP i narażając pieniądze obywateli na utratę znacznego kapitału jednocześnie „żywiąc” za ogromne pieniądze “pasożytów” jakim są zarządy, rady nadzorcze towarzystw ubezpieczeniowych.  To samo tyczy się „utrzymywania” prywatnych autostrad poprzez zapisy w umowach miedzy nimi a państwem polskim, na bardzo niekorzystnych warunkach finansowych dla RP , drenujące budżet państwa na rzecz wąskiej grupy nietycznych, bezkarnych “cwaniaczków” kosztem narodu polskiego (oczywiście i w tym m.in. „maczali paluchy” działacze SLD).

Koncerny narodowe,  jak dla mnie doskonały “pomysł”, brakuje mi w RP prawa, na podstawie którego można by tworzyć w sposób sprawny czempiony narodowe, super  było-by “wykreować”, tak potrzebną dla prestiżu kraju, (dla dumy narodowej), markę polskiego samochodu osobowego (o jakości, nowoczesności, innowacyjności, niezawodności, solidności porównywalnej z niemieckimi koncernami motoryzacyjnymi), mamy na terenie Rzeczpospolitej producentów praktycznie wszystkich niezbędnych części samochodowych do stworzenia finalnego produktu.  Wybudujmy taką naszą  “narodową montownie”, wylansujmy polską markę, zaprośmy do współpracy, choćby, przemysł niemiecki, zaproponujmy im udziały w zamian za udostępnienie sowich kanałów dystrybucyjnych na całym świecie, ten proces już ma miejsce ale w innej formie poprzez polskie firmy produkujące części przykładowo na rzecz volkswagena. Posłużmy się np. marką, która istnieje od XIX wieku a mianowicie Autosan (producent polskich autobusów, produkowanych niegdyś w „Sanockiej Fabryce Autobusów „Autosan”, a od 1991 w przedsiębiorstwie „Autosan S.A.” w Sanoku, w 2013 postawionym w stan upadłości), na bazie tego podmiotu gospodarczego, wybudujmy wielką montownie na terenie  strefy ekonomicznej, przy okazji uratujemy miejsca pracy i zakład mający długoletnią tradycje (historię). Firma została doprowadzona do upadku poprzez nie etyczne (przestępcze)  działania prywatnych inwestorów (prowadzone jest śledztwo, prawdopodobnie chciano poprzez upadek przedsiębiorstwa, doprowadzić do „transferu kapitału”, pozbycie się długów kosztem zakładu, wyprowadzenie kapitału przez skomplikowane transakcje, itp.)

Po części (w jakiejś mierze) PO próbuje bardzo „nieśmiało” to robić, dostała bardzo dużej motywacji,  dzięki zbliżającym się wyborom samorządowych, parlamentarnych. Od tych najbardziej rozpoznawalnych  czołowych polityków po szarych członków partii wszyscy bardzo się “przyzwyczaili” do władzy (“do stołków’) wynika to m.in. oczywiście z profitów z tego wynikających. 

Powinniśmy podpatrywać jak tworzyły inne państwa narodowe koncerny, trochę można zaczerpnąć z przykładu czeboli  południowo-koreańskich.

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU