Spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe, spełnia oczekiwania rządu, społeczeństwa? Cz.1

Spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe, spełnia oczekiwania rządu, społeczeństwa? Cz.1 Czy zamysł “ufunduszowienia” spółki PIR, (wdrażany z inicjatywy Ministerstwa Skarbu Państwa), to dobry pomysł?   Pakiet klimatyczny spowalnia inwestycje w polskiej […]

Spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe, spełnia oczekiwania rządu, społeczeństwa? Cz.1

Czy zamysł “ufunduszowienia” spółki PIR, (wdrażany z inicjatywy Ministerstwa Skarbu Państwa), to dobry pomysł?

 

Pakiet klimatyczny spowalnia inwestycje w polskiej energetyce. Jak zostanie przyjęty w postaci forsowanej przez eurokratów, storpeduje plany budowy wielu jednostek wytwórczych (energii elektrycznej) w RP.

W oczekiwaniu na tegoroczne decyzje Rady Europejskiej w kwestii  pakietu klimatycznego 2030, oraz przyszłoroczne w sprawie pakietu norm emisji SO2, NOx, pyłów oraz nowych zanieczyszczeń, w tym rtęci, polska polityka gospodarcza jest (poniekąd) “sparaliżowana”, “w stanie zwieszenia” jest (na dużą skale zakrojony) program rozwoju energetyki.

Widoki na przyszłość w aspekcie budowy trzech dużych bloków gazowo-parowych (na obszarze) Puław, Bydgoszczy, Grudziądza, nie wyglądają różowo. W nieskończoność odracza się start tych przedsięwzięć. Wciąż nie możemy się doczekać przetargów na głównych wykonawców. Co nie powinno „raczej” dziwić biorąc pod uwagę, że inwestorów wprowadza w wielki niepokój rynkowa cena błękitnego paliwa, wielka niewiadoma co do polskiego systemy wsparcia dla wzmacniających bezpieczeństwo nierentownych ( z „wrodzoną wadą”) projektów energetycznych, dodatkowo polityka klimatyczna Unii, budzi uzasadnione obawy o opłacalność budowy „gazówek”. Najbardziej razi marazm w procesie wprowadzenia w życie planu wzniesienia bloku 400-450 MW w Zespole Elektrociepłowni Bydgoszcz. Zarządzający tym projektem utknęli w “martwym punkcie”, konsultacje z wykonawcami, którzy złożyli oferty wstępne pod koniec 2012 r. trwają do dziś.

„Więcej szczęścia” ma przedsięwzięcie budowy Elektrowni Puławy o mocy 800-900 MW. Wśród mocodawców decydujących o być albo nie być tej inwestycji, dostrzega się „raczej” znacznie więcej dobrej woli, determinacji aby doprowadzić do końca zamierzenie. Czytelnik obowiązującego obecnego aneksu dowie się, że partnerzy projektu „prognozują” termin spełnienia wszystkich warunków przedsięwzięcia do końca 2014 r. Trzymajmy kciuki aby robotnicy w kocu pojawili się na placu budowy,  bo „przewidywania” względem tej inwestycji były wielokrotnie zmieniane.

Przetarg na blok 420-600 MW w Grudziądzu, jak na razie wszystko na to wskazuje, również będzie miał swoją „długoletnią historię”. Od momentu złożenia ofert wstępnych (maj 2014 r.) zainteresowani bacznie obserwują realizacje tego projektu. Nasuwa się pytanie ile czasu pochłonie oczekiwanie na pojawianie się „wymaganych przesłanek ekonomicznych” pozwalających przejść w fazę budowy?

Niemrawość toczących się procesów inwestycyjnych zmierzających do budowy „gazówek” można tłumaczyć nieopłacalnością „na chwilę obecną”, tych przedsięwzięć (fakt nie do podważenia). Pytanie czy te inwestycje mają racje bytu (sens)? Jeśli mają mieć negatywny wpływ na cenę energii elektrycznej (podnieść ją dla gospodarstw domowych, odbiorców przemysłowych), to zdecydowanie nie.

Powyższy argument traci raczej na wiarygodności jeżeli się go będzie chciało zastosować w stosunku do,  z wielką pompą zapowiadanej, budowy kompleksu petrochemicznego.

Preludium tej wielkiej inwestycji raczej zapowiada, że „ojcowie koncepcji” przejdą zapewne ”drogę przez mekkę” w celu zrealizowania ambitnego projektu. Zwiastunem perturbacji, które pewnie będą wielokrotnie „wstrząsały” przedsięwzięciem budowy kompleksu petrochemicznego w Gdańsku, (przez Grupę Azoty i Grupę Lotos), jest przesuniecie terminu  podjęcia decyzji „czy rozpocząć inwestycje czy nie” na pierwszy kwartał 2015 r..

To projekt raczej bezprzykładny, może imponować, rozmach, (ewentualna) ilość stworzonych miejsc pracy, specyfika, (potencjalna) wielkość środków finansowych niezbędnych do wprowadzenia w życie koncepcji (prawdopodobnie koszt realizacji inwestycji, to około dziesięć miliardów złotych).  Miejmy nadzieje, że niebawem (w końcu) zakończą się prace nad studium wykonalności. Ślamazarne tempo procesu inwestycyjnego to nie jedyny (i nie najważniejszy problem), wciąż jest wielką niewiadomą kto sfinansuje te przedsięwzięcie i jak na obu partnerów (Grupę Azoty i Grupę Lotos) rozłoży się ciężar finansowania. Grupie Lotos doskwiera deficyt wolnych (do dyspozycji) środków finansowych. Może to hamować, a nawet storpedować plany budowy kompleksu petrochemicznego. Projekt „sparaliżowany” przez „niedobory finansowe”, może tak trwać w bezruchy przez lata (w najlepszym wypadku „włożony do zamrażarki”).

Społeczeństwo pewnie nie może się doczekać kiedy bratnią dłoń poda, (po cichu upadającemu) ambitnemu przedsięwzięciu, spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe. Może odejście gnuśnego, osowiałego prezesa Grendowicza, wyrwie z niemocy PIR.  Może dzięki temu, zarządzający tym podmiotem, “otrząsną się z letargu bezsilności”, rzucą się z zapałem, wielkim zaangażowaniem w wir wdrażania procesów inwestycyjnych. Niestety, opinia publiczna nie miała sposobność poznać  „kosztów” uśnięcia pana Grendowicza ze „stołka”, (odprawy).

Nieustannie powstają coraz bardziej ambitniejsze plany co do roli PIR jaką ma odgrywać w procesie wpierania finansowego polskiej gospodarki, niestety nie idą za tym czyny, nie napływają pieniądze ze Skarbu Państwa. Obecnie zarząd Polskich Inwestycji Rozwojowych działa w dwuosobowym składzie. Z niecierpliwością czeka społeczeństwo na nowego prezesa, dziarskiego, przebojowego, ambitnego, kompetentnego, z doświadczeniem m.in. w dziedzinie inwestycji kapitałowych, sektora finansów publicznych (wybranego przy pomocy procedury konkursowej).

Nasuwa się pytania. Jak bardzo zdeterminowani, stanowczy, nieustępliwi są panowie z zarządu aby realizować dyrektywy rządu RP, spełniać oczekiwania społeczeństwa, urzeczywistniać misję PIR. Czy władze spółki są w stanie, zgodnie z wytycznymi resortu skarbu, zakontraktować 10 mld zł do końca 2015, w projekty inwestycyjne?

Czekamy na nowe „wcielenie” PIR, w nowej strukturze formalno-prawnej.

Od miesięcy „wytartą śpiewką” jest informowanie mass-mediów, podczas debat publicznych, o wejściu PIR w współfinansowanie eksploatacji ropy naftowej z bałtyckiego złoża B8. Tą umową posiłkował się były prezes by bronić się przed oskarżeniami, że PIR jest w stanie martwoty, inercji, bezczynności, bierności, zastoju, ta umowa obecnie jest nieustannie przytaczana jako przykład, że spółka „desperacko”, „uporczywie”, „zawzięcie”, „nieustępliwie”,  „wytrwale” szuka okazji inwestycyjnych.

Bardzo dobrym pomysłem jest poszerzenie obszaru działań statusowych PIR o zadania zmierzające do wsparcia samorządów w procesie realizacji inwestycji, współfinansowanych funduszami europejskimi, z nowej perspektywy. Warta pochwały jest koncepcja wykorzystania kompetencji ekspertów PIR do opracowania wszechstronnych metod wdrażania cyklicznych projektów inwestycyjnych (dróg, spalarni śmieci, oczyszczalni, kanalizacji, itp.).

Niestety PIR (pozostający w nadzorze MSP) nie ma, bardzo delikatnie ujmując, „spektakularnych osiągnięć” na polu wdrażania w życie Programu Inwestycje Polskie (ocena może być tylko jedna negatywna).

Z „błogosławieństwem” Ministerstwa Skarbu Państwa, wyspecjalizowany fundusz infrastrukturalny rodził się w wielkich bólach. Nieustanne  powikłania, komplikacje w realizowaniu etapu organizacyjnego PIR. Po wejściu w fazę wdrażania podstawowych celów do jakich spółka została powołana, nie błyszczy aktywnością, skutecznością w podpisywaniu umów inwestycyjnych, wręcz przeciwnie. „Interesantów” szukający wsparcia finansowego  nie brakuje ale nie przekłada się to na transakcje. Polityki inwestycyjna, zatwierdzona przez rząd, nie jest wcielana w życie, PIR okazał się być nieudolnym (lichym, marnym, rachitycznym) podmiotem.

Odwołany prezes Grendowicz, delikatnie ujmując ośmieszył się, na odchodne, oświadczając, że wykonał „kawał dobrej roboty”, udało mu się skompletować niby „wysokiej klasy ekspertów”. Należy dodać, że ci fachowcy w nieskończoność oceniają, wybierają projekty inwestycyjne, ale w sumie, nic z tego nie wynika. To już stało się „tradycją”, kanonem, prawidłem, że w polskich realiach prezesi, którzy okazali się być bez polotu, niezborni, nieefektywni, niesprawni, nieudolni wystawiają sobie odchodząc z zarządu „laurkę” („samoocenę”). Jedyny namacalny efekt jego pracy, w ciągu dziesięciu miesięcy, to zamknięcie jednej inwestycji!

„Podobno” (według Grendowicza) koncepcje inwestycyjne jakie są na „warsztacie” ekspertów (na różnych etapach wdrażania) zaprocentują („wydadzą plon”) projektami infrastrukturalnymi o łącznej wartości (ok.) 10 mld zł, do końca 2015 roku.

Bardzo krytycznie  oceniał „rządy” Gredndowicza w spółce PIR były minister spraw wewnętrznych. Dzięki ujawnieniu nagrań z nasiadówek polityków w jednej z warszawskich restauracji, społeczeństwo mogło m.in. zapoznać się refleksjami , konkluzjami panów Bartłomieja Sienkiewicza i Marka Belki.

Cytat: “Polskie Inwestycje Rozwojowe są, niestety, jak to się górnolotnie nazywa i bardzo eufemistycznie… Ich po prostu nie ma. To ch.., d.. i kamieni kupa”.

Może powyższy cytat powinna użyć Platforma Obywatelska jako hasło wyborcze? (taka dygresja, z nutką sarkazmu)

VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:R_U [1.9.11_1134]
Rating: 0 (from 0 votes)
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Blip
  • Flaker
ADMIN

About ADMIN

REDAKCJA SERWISU